poniedziałek, 26 czerwca 2017

Pierwsze spotkanie z Alzheimerem - Cz I

Książki do malowania dla dorosłych

Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że jest to taka straszna choroba.  Często mówiło się o niej w żartach traktując jako rodzaj trochę większego zapominalstwa. Tymczasem jest to bardzo poważna choroba, prowadząca do śmierci. Nie ma na nią lekarstwa, można jedynie spowolnić jej postępowanie, co wymaga wiele wysiłku i zaangażowania całej rodziny, a jak rodzina nie daje rady zatrudnia do pomocy opiekunkę. Do takiej właśnie pracy trafiłam.

Pomalowane przez moją podopieczną
 
Moją podopieczną okazała się pani, nazwijmy ją Berta, która miała już w dość znacznym stopniu zaawansowaną chorobę Alzheimera. Opiekę nad nią sprawował mąż. Biorąc pod uwagę jej wiek - 67 lat, wydawało mi się, że na pana Alzheimera to o wiele za wcześnie, ale zdarzają się przypadki u dużo młodszych osób. Jedną z najmłodszych osób u której zdiagnozowano Alzheimera jest Michelle. Zdiagnozowano u niej tę chorobę gdy miała 39 lat. Tu można o tym przeczytać. Największe ryzyko zachorowania jest jednak po przekroczeniu 64 lat. 
Było to moje pierwsze zetknięcie się z tą chorobą w takim stadium i w takim wieku. To z czym miałam do czynienia wcześniej, w mojej rodzinie czy słyszałam od znajomych dotyczyło osób dużo starszych, schorowanych, mało aktywnych. Tu zastałam kobietę pełną energii, która nie bardzo wiedziała co z tą energią zrobić, bo w otaczającej ją rzeczywistości nie umiała się odnaleźć. Trzeba jej było wypełnić czas różnymi zajęciami na miarę jej możliwości, ale też nie zupełnie głupimi, jak np. dzielenie fasolek na czerwone i białe. Najważniejsze było to, że Berta poczuła do mnie zaufanie, a z czasem stałam się niemal członkiem rodziny. Najsmutniejsze natomiast, że odkąd pojawiła się choroba zniknęły wszelkie dawne przyjaźnie. Nikt jej nie odwiedzał. Pomijając niezbyt częste wizyty dzieci, była tak naprawdę sama z mężem no i ze mną. Mąż już nie dawał rady z prowadzeniem domu, którym wcześniej zajmowała się Berta i dodatkowo opieką nad nią.  Dzieci mieszkały w innych miejscowościach,  rodzeństwa Berta nie miała. Jeśli ktoś powie, że rodzice opiekują się dziećmi to dzieci powinny potem rodzicami to w przypadku Alzheimera się myli. Opieka nad chorym na Alzheimera to 48 godzin na dobę, a niektórzy mówią, że więcej. Tu nie ma szans na poprawę. Może być tylko gorzej. To nie dziecko, które rośnie i jest coraz mądrzejsze. Tu jest wręcz odwrotnie. To choroba mózgu. Brzydko nazywana też otępienną. Ale taka prawda. Osoba chora traci kontakt z rzeczywistością. Nie wie jaki jest dzień, jaka pora roku, nie potrafi kojarzyć faktów. Zauważy okruszek na stole, ale paczki chusteczek nie widzi. Żyje w świecie, który trudno nam zrozumieć. To taka częściowa śmierć za życia. Nie ma tę chorobę  lekarstwa. Można jedynie ćwiczeniami umysłowymi, zdrowym stylem życia, odpowiednią dietą i odpowiednim stosunkiem do chorego spowolnić jej postępowanie. Na pewno też każdy chory zachowuje się inaczej. Moja podopieczna w momencie rozpoznania choroby miała około 65 lat. Choroba postępowała u niej gwałtownie, potem trochę wyhamowała. Do mojego przyjazdu trwało to około 2 lat. Wcześniej była kobietą bardzo aktywną i zawodowo i w domu. Jeździła samochodem, na rowerze. Sporo podróżowała z mężem. Jej biblioteczka świadczyła o zainteresowaniu literaturą, a liczne książki kucharskie i ogrodnicze, że lubiła też gotowanie i ogród.  Kiedy rozpoczynałam pracę wydawało mi się, że Berta czyta książki. Leżały na szafce przy łóżku i często z nimi chodziła, przekładała, kartkowała. Pomyślałam,  że jeszcze nie tak źle. W krótkim czasie okazało się jednak, że były to książki, które kiedyś przeczytała, może ulubione, ale na pewno już ich wtedy nie czytała. Po paru dniach znalazłam jedna w koszu na śmieci.
Podstawowym problemem z Bertą było bezwiedne chowanie przez nią przedmiotów i potem mówienie, że wszystko jej ginie. Chowała, a właściwie to przekładała w inne miejsce rożne przedmioty w domu. Szukaliśmy ich z mężem Berty i znajdowaliśmy w najmniej spodziewanych miejscach. Niektórych nie udało się odnaleźć. Trzeba było pilnować ją przy ubieraniu, bo wkładała po kilka warstw bielizny. Jeśli obudziła się w nocy (spała w swoim pokoju) mimo, że była niewyspana i zmęczona zaczynała się ubierać. Trzeba było interweniować. Namówić do spania, chwilę porozmawiać. Miała zegarek na ręku i często sprawdzała na nim godzinę, ale raczej nieświadomie. Ciągle uczyłam się czegoś nowego na co trzeba zwracać szczególną uwagę. Po pierwsze, żeby zapewnić bezpieczeństwo, po drugie żeby sobie trochę ułatwić pracę. Chwile grozy przeżyłam, kiedy Berta wtargnęła mi na ulicę przy czerwonym świetle. Po prostu spojrzała na zielone światło, które było nad jej głową, dla samochodów. Na moją uwagę, że światło na które ma patrzeć jest na wprost, zdziwiona wzruszyła ramionami, czyli było jej wszystko jedno gdzie to zielone światło zobaczy. Przy przejściach bez świateł raczej zawsze uważała. Kiedy byłyśmy w sklepie niczego nie brała, czasami oglądała, ale kiedy powiedziałam, że tego nie potrzebujemy, odkładała na półkę. Jeśli poprosiłam wybierała sobie jogurt, czy wędliny na jakie miała ochotę. Z czasem jednak chodzenie po sklepach zaczęło ją denerwować. W domu miałam problem bo chodziła do piwnicy, wyjmowała przeznaczone do prania rzeczy z koszy, składała w kostkę i przynosiła na górę . Jak nie zauważyłam, rzeczy lądowały razem z czystymi w szafkach i trzeba było od nowa segregować.  Potem przeniosłam kosz z rzeczami do prania  w inne miejsce w piwnicy, a przy pralce stał zawsze pusty kosz  i problem zniknął. Z chorym na Alzheimera się nie walczy. Ciężko mu coś wytłumaczyć, zmusić do zrobienia tego co byśmy chcieli. Musimy jakimś fortelem sprawić, ze chory zrobi to chcemy.  W przeciwnym razie chory się zdenerwuje. Poczuje się zagrożony. Od zdenerwowania do jeszcze większego zamknięcia się w sobie już tylko jeden malutki krok. Trzeba tego unikać za wszelką cenę. Apatia, smutek, lęki to najwięksi sprzymierzeńcy Alzheimera. Jeśli chory znajdzie się w takim stanie trudno go będzie namówić na cokolwiek. Kiedy rozpoczynałam pracę moja podopieczna miała do ułożenia puzzle (500 elementów) i całkiem sobie dobrze radziła. Były też drewniane układanki. W miarę zapoznawania się z sytuacją zaproponowałam książki do malowania, które sprawdziły się bardzo dobrze.  Potem starałam się dowiedzieć czym interesowała się Berta zanim zachorowała. Co lubiła robić. Jedna z takich rzeczy okazało się dzierganie szydełkiem. Pracę wykonywała bardzo starannie, ale tylko jednym ściegiem. Innego nie udało mi się jej nauczyć. Pomagałam pozszywać zrobione przez Bertę elementy. Powstało kilka bardzo ładnych poduszek. Berta lubiła też przeglądać czasopisma i ulotki reklamowe ze sklepów. Namawiałam ją żeby mi coś przeczytała. Czytała nie zwracając uwagi na kropki, przecinki i akapity.



Wskazówki  dla opiekujących się chorymi na Alzheimera:

1.  Zawsze wydawaj polecenia wyraźnie, spokojnym głosem,  krótkimi zdaniami i koniecznie nawiązując kontakt wzrokowy z chorym, jeśli trzeba powtórz kilka razy, wtedy masz szansę, że cię zrozumie
2.  Nigdy nie należy mówić choremu, że coś zrobił źle, lepiej powiedzieć, że może to zrobić lepiej, że da radę.
3.  Należy usunąć przyczynę powodującą nieodpowiednie zachowanie chorego, a nie próbować go oduczyć, żeby tego nie robił. U mnie tak było z rzeczami do prania i ze zmywakiem, którego Berta używała do wszystkiego od wytarcia podłogi do wycierania sztućców. Zniknął zmywaczek z pola widzenia i problem się rozwiązał.
4.  Chorzy lubią jak się nimi zajmujemy, suszymy włosy, czeszemy, masujemy, kremujemy itp.
5.  Muzyka relaksacyjna lub muzyka którą kiedyś słuchał, bardzo dobrze wpływa na chorego
6.  Usuń z miejsc dostępnych dla chorego przedmioty, którymi może sobie zrobić krzywdę, albo źle zastosować np. krem do depilacji, czy żele do włosów mogą zostać zastosowane do twarzy. Berta używała kremu do paznokci do twarzy
7.  Jeśli chory zaczyna być smutny, płacze, użala się nad sobą trzeba starać się zwrócić jego uwagę na coś innego, czasami trzeba go po prostu zostawić. Po jakimś czasie przestanie i nie będzie pamiętał, że płakał.



Zajęcia dla chorego z Alzheimerem

1.  Bardzo dobrze jak chory uczestniczy w różnych pracach domowych. Póki sobie daje radę, trzeba go angażować przy prasowaniu, składaniu prania (czystego), sprzątania ze stołu czy nakrywaniu stołu, czy przyrządzaniu posiłków.  Oczywiście wszystko pod kontrolą.
2.  Oglądanie starych albumów to bardzo dobre zajęcie, ćwiczące pamięć. Trzeba pytać gdzie to było, jak nazywają się osoby na zdjęciach.
3.  Różnego rodzaju układanki
4.  Puzzle. Można pomóc choremu, aby najpierw ułożył ramkę, wybierając tylko puzzle brzegowe. Wyjmowałam często z ułożonych już puzzli niektóre fragmenty, albo pojedyncze puzzle i Berta całkiem sprawnie je uzupełniała.
5.  Pytajmy rodzinę czym się chory kiedyś interesował
6.  Bardzo dobre są książki do malowania dla dorosłych,
7.  Oglądanie telewizji. Programy o gotowaniu, przyrodnicze, koncerty. Filmy raczej odpadają
8.  Spacery. Zwykle chodziłyśmy dwa razy na godzinę lub więcej.
9.  Proste ćwiczenia relaksujące, również z piłką  



Naprawdę, może ktoś nie uwierzyć, ale po 4 miesiącach, bo tyle spędziłam z chorą za pierwszym razem smutno mi było wyjeżdżać i ją zostawić. Zagubione duże dziecko. Niestety teraz po miesięcznej przerwie i kolejnych 3 miesiącach nie mogę się doczekać końca. Nie daję rady. Niestety najprawdopodobniej wkrótce nikt nie da rady i jeśli pojawi się agresja, a zaobserwowałam już jej początki to pozostanie tylko specjalny ośrodek.W kolejnych postach postaram się więcej napisać o zachowaniu chorego, o tym jak wygląda dzień z chorym na Alzheimera. 

Pozdrowienia jeszcze z Niemiec


Korzenne pierniczki z Aachen tzw Printy, wyglądają pięknie, niestety strasznie twarde. Może to profanacja, ale paczuszkę którą dostałam wykorzystuję powoli do musli na mleku. W tej postaci smakują mi wybornie :)

Brak komentarzy: