środa, 11 grudnia 2013

Ciężkie życie kota na wsi


Nasz kot Kacper zaginął w poniedziałek po południu. Po prostu wyszedł jak zwykle i nie wrócił. Zwykle pojawiał się co godzinę, dwie.
Wieczorem zaczęłam się niepokoić. Co chwilę wychodziłam z domu nawoływałam. Nic. Rano obeszłam okolicę. Też nic. Czasami w pobliże domów podchodzą  lisy, ale wtedy psy głośno ujadają. Tej nocy było wyjątkowo cicho.
Ostatnio, jak zrobiło się chłodniej, koty (bo mam dwa) wychodziły na krótko i zaraz dobijały się do drzwi. Noce spędzały w domu. Wychodziły około 4-5 nad ranem, ale też na chwilę. W lecie nie można ich było utrzymać w domu, gdy nastały chłody ciągnęły do domowego ciepełka i swoich legowisk. Dlatego niepojawienie się Kacpra do wieczora bardzo mnie niepokoiło. Myślałam  jeszcze, że może ktoś zamknął go przez przypadek w jakieś szopie i kot nie mógł wyjść, ale rano ktoś go usłyszy i wypuści.
Dziś jest już 2 dzień Kacpra nie ma. Obeszłyśmy razem z córką okolice i sąsiadów, wywiesiłyśmy ogłoszenie na bramce i tablicy informacyjnej na wsi, a nawet córka zamieściła ogłoszenie w internecie. Jeszcze wierzę, że wróci. Kacper to bardzo ciekawski kot, ale przez to pewnie co jakiś czas wpada w tarapaty. Na początku jak był jeszcze mały zdejmowaliśmy go z drzewa. I to nie prawda, że kot jak wejdzie na drzewo to i z niego zejdzie, a taki krąży mit. Drugim razem Kacper wpadł do niezabezpieczonego ustępu. Tylko głowa była czysta. I jeśli ktoś uważa, że kot by się wylizał to też się myli. Tyko wielokrotna kąpiel uratowała go od niechybnej śmierci. Nawet nie protestował.
Kolejny przypadek to utrata ogonka, który trzeba mu było amputować . Nie wiem w jakich okolicznościach tak strasznie go uszkodził, że nic innego nie można było zrobić.
Kacper jest wykastrowany co miało zapewnić trzymanie się kota bliżej domu i właściwie przez ostanie dwa lata tak było. Nawet jak na miesiąc wyjechałam i sąsiadki opiekowały się kotami jak wróciłam Kacper pojawił się od razu. Tym bardziej  nie mogę zrozumieć co się teraz stało. Jakiś czas temu w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął też kot sąsiadki. 
 Bardzo często spotykam się, ze stwierdzeniem, że kot w różnych trudnych sytuacjach sobie poradzi. Nawet przysłowie mówi, że jak spada to na cztery łapy. Przeczą temu fakty, że tak wiele kotów ginie na wsi, bez wieści, w niewyjaśnionych okolicznościach.  Bo też i ranga kota na wsi zmalała. Kiedyś bronił domu przed myszami i zajmował honorowe miejsce na zapiecku. Teraz na myszy rozsypuje się trutki, które są groźne dla kotów. Koty zwykle nie zjedzą czegoś zepsutego, ale zatrutą mysz lub samą trutkę mogą. Rozsypywanie takich trutek w miejscach, otwartych,  dostępnych dla kotów jest na wsi zjawiskiem dość powszechnym, a obiegowa wieść niesie, że kot zatrutej myszy ani trutki nie zje. Niezabezpieczone studnie i szamba to też potencjalne zagrożenie na wszędobylskich kotów. Kota można też zupełnie przypadkiem zamknąć w jakieś komórce czy szopie skąd nie będzie potrafił wyjść lub wywieźć w samochodzie, gdzie nieopatrznie z kociej ciekawości wskoczył.  Niestety natura tak je stworzyła, że są wszystkiego ciekawe i często nieświadome  zagrożeń, które stwarza dla nich człowiek. 

Kacperku wróć



7 komentarzy:

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Anulko, nie trać nadziei, tylko tak potrafię Cię pocieszyć; pozdrawiam.

weszynoska pisze...

Naszej kici nie było 12 dni...wróciła w strasznym stanie z dziurą w brzuchu i mocno pokiereszowana...natychmiastowa operacja uratowała ją od śmierci, teraz juz prawie nie widać...wygląda na to, że nadziała się na jakieś ogrodzenie...albo szpiczastego drąga. W tym przypadku nam udało się ją uratować. Życzę szybciutkiego powrotu kotka...trzymam kciuki.

Agata Rak pisze...

oj szkoda kotka ale może jeszcze wróci

Efka Raj pisze...

Trzymam kciuki za Kacperka. Nasz Julek w ubiegłym roku zniknął na dwa dni, przyszedł odwodniony, ze zwichniętym ogonkiem i zdartymi całkowicie pazurami. Podejrzewamy, że gonił go pies, a on uciekł na drzewo i nie potrafił sam zejść. potem się ześlizgnął, stąd te zdarte pazurki i uderzył dupka w ziemię. Dlatego zwichnął ogonek. miesiąc wracał do zdrowia, ale wszystko skończyło się dobrze. Pisze to dlatego, że być może Kacperek tez uciekał przed jakimś psem, gdzieś siedzi wystraszony. Może warto poroznosić ogłoszenia do skrzynek na listy sąsiadów, żeby sprawdzili w komórkach i szopach.
A co do spadania na 4 łapy. bardzo często tak właśnie koty spadają, tylko kończy się to dla nich tragicznie, bo upadając łapki przednie się uginają i kociak uderza z całej siły o ziemię pyszczkiem, łamiąc sobie szczękę. Koty to bardzo delikatne istoty, a mity o nich są nieprawdziwe.
Szukajcie nadal Kacperka. Może bardzo was teraz potrzebuje.

Asia i Wojtek pisze...

Oby wrócił... Nasza Tośka trzy tygodnie się gdzieś włóczyła i w końcu przyszła. Trzymam kciuki
Asia

Anula pisze...

Serdecznie Wszystkim dziękuję za duchowe wsparcie i rady. Myślę, ze skrzynkami na listy do dobry pomysł, dziękuję.

Pacjan Z Barcelony pisze...

Kochana, nasz Bernard wrócił dokładnie w rocznicę swego zniknięcia. Cały, zdrowy, piękny i całkiem zadbany. Mam nadzieję, że i Waszemu nic się złego nie przytrafiło. Pozdrawiam i trzymam kciuki za koteczka