niedziela, 23 lutego 2020

e-wszystko albo e-nic

Wszystko rozbiło się o moją e-tożsamość, e-profil i takie tam, a konkretnie o próbę zalogowania się do mojego e-pitu. Nie jestem dyletantką jeśli chodzi nowinki techniczne. Jeszcze kiedy pracowałam pierwsza elektroniczna maszyna do pisania, która zapamiętywała 3 strony ! trafiła na moje biurko. Potem pierwszy komputer. Staram się być na bieżąco, ale bez przesady to znaczy wybieram to co mnie interesuje albo jest mi potrzebne . Korzystam z e-booka bo jest to wygodne szczególnie jak wyjeżdżam, jak jestem w domu wolę papierowe książki, przychodzą do mnie e-faktury, mam e-dowód, korzystam z kilku przydatnych aplikacji ale ostatnio e-pit rozłożył mnie na łopatki. W zeszłym roku byłam pod wrażeniem rozliczenie z fiskusem zajęło mi 5 minut. Niestety w tym roku zmuszona byłam wrócić do wersji papierowej. Ale po kolei. Na początku próbowałam jak w zeszłym roku. Wszystkie dane do zalogowania miałam przygotowane, kiedy pojawiła się informacja: jeśli w ubiegłym roku twoja nadpłata lub niedopłata wyniosła zero zaloguj się przez profil zaufany. ??? No oczywiście poczytałam co to jest jak to wszystko zrobić i  rozpoczęłam proces. Udało mi się w moim banku utworzyć e-tożsamość, następnie profil zaufany, niestety mimo to nie udało mi się zalogować do mojego e-pita. Na początku próbowałam wszystko zrobić na laptopie niestety mam tam system od dawna nie aktualizowany (nie z mojej winy), więc się nie udało. Spróbowałam na tablecie niby było ok., bank potwierdził moją tożsamość ale PIT się nie otworzył .  Być może mój tablet chociaż z androidem tez już nie spełnia jakiś norm ma już kilka lat. Po kilku próbach zrezygnowałam ściągnęłam program do rozliczania PIT-ów za 2019 roku, wpisałam dane, wydrukowałam i wyślę pocztą.  No cóż być może już nie nadążam, zresztą tak prawdę mówiąc kiedyś Internet i dawne komunikatory bardziej mi się podobały. Takie np. Odigo wyszukiwało się osobę o podobnych zainteresowaniach i można było przegadać (wtedy się tylko pisało) pół albo i całą noc bez zobowiązań. Oczywiście to była loteria nie wiadomo kto był po drugiej stronie , ale taka rozmowa czasem pomagała, jak terapia, a jak nie to szukało się kogo innego. Bez zobowiązań, tak po prostu. Pamiętam był taki gościu na Odigo o niku Radyjko świecił się cały czas, ale nigdy z nim nie rozmawiałam. Tak w ogóle to jestem za tym, żeby to wszystko kiedyś walnęło i żebyśmy wrócili do normalności, a przy najmniej cofnęli się o jeden albo dwa kroki.
Anula 

niedziela, 26 stycznia 2020

Ogród Dalii W Hamburgu

Dzisiaj chciałam Was zabrać na wycieczkę do Ogrodu Dalii. Byłam w Hamburgu kilkakrotnie, ale dopiero za ostatnim razem dowiedziałam się, że całkiem blisko, jakieś dwa km od miejsca gdzie pracowałam znajduje się piękny ogród Dalii. Był to zresztą ostatni dzwonek, jako że zaczął się  już październik, ale zdążyłam i dzielę się fotkami, które zrobiłam.  
Ogród ma 15000 m kw i obsadzony jest 11000 tysiącami dalii w ponad 600 odmianach. Otwarty jest od połowy lipca do końca października, od godziny 8.00 do zmierzchu. 



Ogród powstał w 1920 roku, ale w dzisiejszej formie egzystuje od 1932 r. Wejście do niego jest bezpłatne.

Na zdjęciu powyżej ogród znajduje się na górze po lewej stronie, nad stadionem.

Podłużny obszar w kolorze różowym na planie to właśnie ogród  Dalii. Znajduje się on na obrzeżach dużego terenu rekreacyjno-sportowego. 











 














Myślę, że spacer, nawet wirtualny, był miłą odskocznią  dla oka w te szare, bezśnieżne zimowe dni.
Pozdrawiam serdecznie
Anula


piątek, 10 stycznia 2020

Australia - Ostatni Brzeg?

Film Ostatni Brzeg z 1959 r. oglądałam w latach 70-tych, będąc młodą dziewczyną, ale musiał zrobić na mnie wielkie wrażenie bo pamiętam go do dzisiaj, chociaż w tamtych czasach światowa wojna nuklearna nie była tak realna jak może być dzisiaj. W końcu minęło kilkadziesiąt lat, a ludzkość chyba jak nigdy dotąd dąży do globalnego konfliktu, który może być niewyobrażalny w skutkach.
W filmie Ostatni Brzeg po globalnej wojnie nuklearnej  jedynym miejscem na którym jeszcze daje się żyć jest Australia. Do niej nie doszło jeszcze promieniowanie, ale to tylko kwestia czasu.
Dziś słysząc doniesienia o pożarach trawiących Australię , o miliardach spalonych, zaczadzonych lub padniętych z braku wody zwierząt łzy cisną się do oczu. Australia nie byłaby już tym ostatnim rajem na ziemi, a wręcz piekłem. Cierpią też ludzie, ale to przecież skutek swoich działań. To wskutek myślenia, że człowiek wszystko może i w swoich poczynaniach przekracza coraz więcej granic, których przekraczać nie powinien. Opamiętanie przychodzi zwykle za późno, albo wcale. Zachowujemy się jakbyśmy nie widzieli zagrożenia, mnie to nie dotyczy, niech to robią inni, a trzeba zacząć od siebie. Za dużo rzeczy popsuliśmy na tym świecie i nie ma szans na to, że jak niektórzy myślą przyroda sama sobie z tym poradzi. Mówi się u na mądry Polak po szkodzie, ale to powiedzenie chyba dotyczy całej ludzkości, chociaż po tej szkodzie , która może nastąpić może już nie być mądrego, niestety.

W 2000 r. powstał remake filmu Ostatni Brzeg, nie oglądałam go jeszcze, ale może obejrzę . Ciekawa jestem jakie zrobi na mnie wrażenie. Na pewno nie takie jak ten oglądany dawniej bo wtedy mimo wszystko traktowałam to jak fantastykę, teraz już nie. Zagrożenie jest realne i wszystko może się zdarzyć.


czwartek, 19 grudnia 2019

Świątecznie pozdrawiam

Witam Wszystkich
 w tym przedświątecznym tygodniu, pełnym przygotowań, bieganiny, krzątaniny, zakupów, aby  gdy nadejdzie ten świąteczny czas, zabłyśnie wigilijna gwiazdka wszystko było gotowe. Też tak kiedyś miałam, ale przez ostatnie trzy lata Święta Bożego Narodzenia spędzałam poza domem, albo w Niemczech (pracując), albo u rodziny. 
W tym roku jest inaczej. Z dwóch powodów. Po pierwsze, że córka nie przyjeżdża na święta do Polski, a po drugie, że zmęczyła mnie ostatnio praca w Niemczech (bardziej psychicznie niż fizycznie). 24 godziny na dobę, przez dwa miesiące ze schorowaną, starszą, obcą  często uciążliwą osobą to wyczerpująca praca, głównie psychicznie. Przez ten czas żyje się rytmem tej osoby w dzień i w nocy. Dzień za dniem tak samo. Ostatnio jeździłam do osoby praktycznie nie wychodzącej z domu z powodu niesprawności nóg. Brak podjazdu dla wózka uniemożliwiał spacery. To ograniczenie, brak możliwości wyjścia z podopiecznym pomiędzy ludzi, na świeże powietrze, do sklepu wpływało również negatywnie na jego psychikę, a tym samym na zachowanie.
Sanatorium "Pod Jodłą"

Pomyślałam, że na święta wykupię sobie pobyt w  Sanatorium z jakimiś regenerującymi zabiegami. Chciałam odpocząć od wszystkiego. Od Niemiec, od mojej wsi, od codziennego gotowania. Czułam, że jak czegoś nie zrobię dla siebie to eksploduję i trzeba będzie mnie zbierać w przestworzach. Ostatnie trzy lata żyłam praktycznie na walizkach. Zanim zdążyłam się rozpakować trzeba było się pakować na kolejny wyjazd. Przyjazd do domu łączyły się zwykle z ogromną pracą w ogrodzie. Zapłaciłam  za to ponad półroczną kontuzją nadgarstka. Tak więc potrzebny mi był wypoczynek na jakim tak prawdę mówiąc jeszcze nie byłam. Niestety nie udało mi się zorganizować wyjazdu na święta m.in. dlatego że w okresie świąt nie ma żadnych zabiegów. W sumie to zrozumiałe terapeuci, rehabilitanci też chcą mieć Święta.  Do Sanatorium pojechałam więc wcześniej i nie żałuję bo spędziłam wspaniały tydzień wypełniony licznymi zabiegami i spacerami. Jedzenie było smaczne, pokój przytulny z wszystkim co potrzeba. Było też kulturalnie  bo zaliczyłam spektakl teatralny w miejscowej, bardzo zresztą kameralnej Sali widowiskowej. Nie musiałam też daleko jechać  bo Iwonicz Zdrój, gdzie byłam jest dosłownie za miedzą.

Iwonicz Zdrój

Święta natomiast zamierzam spędzić w zaciszu chaty pod kocykiem z dobrą książką i kolędą. Coś tam do zjedzenia też sobie przygotuję . Pewnie z wizytą wpadnie kot sąsiadów, który mój dom traktuje już chyba na równi ze swoim, a może nawet bardziej.  Wiem, że w Wigilię nikt nie powinien być sam, ale ja jestem obecnie sama z wyboru, a nie z konieczności  więc to zupełnie co innego. Uszczęśliwianie kogoś na siłę nie ma sensu. Oczywiście z rodziną i ze znajomymi będę się spotykać  wirtualnie.


Życzę Świąt takich jakie sobie wymarzycie,
hucznych albo spokojnych ,
tłumnych albo kameralnych,
w domu lub restauracji
tak abyście się dobrze czuli, aby było miło,  świątecznie, cudownie
po prostu tak jak lubicie

Anula
Gwiazdka wykonana z papierowych torebek po Herbacie :)

niedziela, 8 września 2019

"Kumpel" chleb :)

Dlaczego Kumpel chleb zaraz wyjaśnię, bo wiąże się z tym zabawna historia. Jak jeszcze mieszkałam w Warszawie wracając z pracy, wiadomo, robiłam zakupy. Zawsze długo szukałam chleba, bo lubię dobry chleb, a wtedy jeszcze nie piekłam,  no i raz trafiłam mleczny chlebek pszenno-żytni, który nam zasmakował i córka nie wiedząc czemu nazwała go Kumpel Chleb. No i tak zostało. Jak przychodziłam z pracy pytała "Masz Kumpel chleb?". Pewnego dnia była u nas na kolacji moja siostra i chleb też jej bardzo smakował. Moja córka powiedziała wtedy bo to Kumpel Chleb. Siostra się nie dopytywała, ale za jakiś czas zadzwoniła, gdzie można ten chleb kupić. Powiedziałam jej gdzie, ale za parę dni znów zadzwoniła, że pytała się i tam gdzie jej powiedziałam i gdzie indziej i takiego chleba nie mają. Jak to nie mają - zdziwiłam się z kolei ja. No pytam wszędzie o Kumpel Chleb i nie mają - na to moja siostra. No i wtedy sytuacja się wyjaśniła i oczywiście było dużo śmiechu z tego zabawnego słownego nieporozumienia.
Ten post napisałam już dawno. Leżał sobie jako wersja robocza i nabierał wartości aż w końcu z braku weny do pisania innych historii puściłam go w blogowy świat. 
Pozdrawiam serdecznie wszystkich Tu Zaglądających, a znajomym obiecuję, że wkrótce napiszę coś więcej .  Głównie o swojej pracy jako opiekunka w Niemczech, niedługo minie 3 lata jak wyjechałam pierwszy raz. Ale to nie jedyne temat, czuje, że powoli wraca mi wena do pisania  :) . Pa .

niedziela, 9 grudnia 2018

Święta za pasem


Święta Bożego Narodzenia , w których tradycja i religia mieszają się ze sobą w sposób szczególny, sprawiając, że dekorujemy mieszkanie, przygotowujemy Wigilijne potrawy,  ubieramy choinkę, zasiadamy wspólnie do stołu, słuchamy kolęd, dzielimy się opłatkiem bez względu na przekonania,  dajemy sobie prezenty. Jednym słowem staramy się, aby ten Wigilijny wieczór był wyjątkowy, a święta na długo zostały w naszej pamięci. Coraz częściej jednak słyszę od znajomych, ach niech już będzie po świętach.  Tak dużo wysiłku kosztują ich przygotowania do świąt, że na samą myśl o nich mają dość. To prawda, że te święta powinny być wyjątkowe, ale nie koniecznie musi być tak, że padniemy  wykończeni na kanapę i nie będziemy w stanie się nimi cieszyć. Aby tak nie było, warto przygotowania do świąt  zacząć dużo wcześniej. Znam osoby, które choinkowe prezenty kompletują przez cały rok. Aby podarunek był niebanalny, żeby przypadł do gustu i po świętach nie trzeba będzie zastanawiać się co z nim zrobić. Córka np. przygotowuje mi listę rzeczy, które chciałaby dostać i ja sobie z tej listy wybieram. Im dłuższa lista tym większa niespodzianka, a prezent zawsze jest trafiony. Wiele potraw możemy zrobić wcześniej i zamrozić. Np. bigos, kapustę wigilijną, pierogi, uszka do barszczu. Ja mrożę nawet niektóre ciasta i naprawdę nic nie tracą, ani na wyglądzie, ani na smaku.  Potrawy będą wtedy bardziej dopieszczone niż te robione w pośpiechu na ostatnią chwilę. Można też ograniczyć ilość przygotowywanych potraw, aby potem nie jeść ich przez cały tydzień lub wręcz wyrzucać. Pamiętajmy, że wiele osób stosuje ostatnio diety, nie jedzą słodyczy i namawianie ich na skosztowanie kolejnej potrawy na nic się nie zda. Aby wszystko dobrze sobie zorganizować warto wcześniej zrobić sobie listę zakupów i rzeczy, które musimy zrobić. Usiąść spokojnie i poświęcić nawet godzinę, aby wszystko dokładnie zapisać. Ja robię zwykle trzy listy: potraw, zakupową i rzeczy które muszę przed świętami zrobić. Potem dużą przyjemność sprawia mi wykreślanie kolejnych pozycji. To naprawdę bardzo ułatwia i nie będzie sytuacji, że okaże się, gdy już będzie za późno, bo sklepy zamknięte, że czegoś nam zabrakło, albo o czymś zapomnieliśmy. np: wysłać kartki.


Lubię święta i lubię przygotowania do Świąt, ale w tym roku będą to już moje trzecie z kolei Święta, które spędzę poza domem. Dwukrotnie byłam  w Niemczech, a w tym roku zamierzam spędzić je z rodziną i przyjaciółmi w Warszawie. O moich pierwszych świętach jako opiekunka już pisałam. Właściwie była to kolacja Wigilijna u znajomych podopiecznej. Pozostałe dwa dni świąt upłynęły jak normalne dni. W zeszłym roku byłam w Bawarii, w Regensburgu. Wigilię wraz z podopieczną i jej mężem świętowałam u ich syna, który jako jedyny z ich czworga dzieci mieszkał także w Regensburgu. Na kolację podano pieczeń wieprzową, kapustę i pieczywo, a na deser tiramisu wykonane przez synową. Po kolacji rozdano prezenty głównie pierniki w ozdobnych metalowych pudełkach.  Syn z synową dostali od rodziców lampę i bardzo mi się podobało jak otwierali prezent. Ona rozwiązała wstążkę, On odwinął  papier, Ona zdjęła papier, On odchylił jeden bok zamkniętego pudełka, Ona drugi. I tak po kawałeczku przesuwając sobie prezent po stole rozpakowali go. Potem syn grał kolędy na trąbce, mąż podopiecznej przygrywał na pianinie. Było bardzo miło i wesoło. Pierwszy dzień świąt rodziny spędzały we własnym gronie czyli z dziećmi, a drugiego dnia świąt był wielki zjazd rodziny w domu podopiecznej. Synowe i córki poprzywoziły ciasta, ale na obiad wszyscy udaliśmy się do restauracji. W sumie było ponad 20 osób. Po obiedzie w domu była kawa i słodkości. Nie uważam, że mamy spędzać Święta tak jak Niemcy. Bardzo lubię naszą tradycyjną  Wigilię z jej bezmięsnymi potrawami, ale nie dajmy się zwariować i niech szaleństwo gotowania i sprzątania nie zabije w nas ochoty na świętowanie.


Życzę Wszystkim bardzo wyjątkowych  Świąt Bożego Narodzenia. 


sobota, 20 października 2018

Dzień Zaduszny

Zbliża się 1 Listopada czyli dzień Wszystkich Świętych, a potem Zaduszki czyli Święto Zmarłych. Znów zaludnią się cmentarze. Groby zapłoną licznymi świecami. Na złożone kwiaty będzie brakowało miejsca. Na drogach znów zginą ludzie i dołączą do tych których jechali odwiedzić. Smutne. Jeśli dopisze pogoda kwiaty będą zdobić groby przez jakiś czas, ale to listopad. Często są przymrozki i po kwiatach pozostaną zmarznięte badyle. Niektóre będą straszyć do następnego roku bo wiele osób  w ten tylko jeden dzień jedzie lub idzie na cmentarz. Nie mówię tego bezpodstawnie.Odwiedzam cmentarze na których są moi bliscy w różnych porach roku, też są daleko ode mnie,  to widzę ile grobów przez cały rok jest zaniedbanych. Zresztą nawet jak bym była blisko nie poszłabym tego dnia na cmentarz. Odwiedziłabym moich bliskich w rocznicę śmierci, w imieniny, w Święta Bożego Narodzenia, w Wielkanoc lub tak po prostu.W Zaduszki jest dla mnie za dużo szumu. Wolę w tym dniu w zaciszu domowym pooglądać stare zdjęcia, powspominać...

W tym roku wybiorę się na cmentarz, który jest niedaleko, z ciekawości. Zobaczyć jak tutaj obchodzi się to święto. Na tym cmentarzu spoczywają dwie żony mojego podopiecznego. W jednym grobie. W środku jest miejsce dla niego. Nie żartuję. Pierwsza żona zmarła w 2000 r. wieku 75 lat, po czym mój podopieczny ożenił się z jej koleżanką (była w tym samym wieku co pierwsza żona). Zmarła dwa lata temu. Miała 91 lat. Często chodzę na ten cmentarz na spacer, bo tonie on w zieleni i kwiatach jak większość cmentarzy w Niemczech,  przy okazji podlewam kwiaty na grobie żon podopiecznego. O porządek ogólnie dbają tutaj specjalne firmy,którym zleca się także opiekę nad poszczególnymi grobami.

Z tego co wyczytałam w internecie Niemcy nawet ta część katolicka, bo wielu jest protestantów, traktują ten dzień jako dzień zadumy.Nie wskazane są w tym dniu huczne zabawy, imprezy rozrywkowe itp.  Dzień ten jest wolny od pracy tylko w landach gdzie przewagę stanowią katolicy czyli m.in.w Bawarii, Badenii-Wirtembergii, Kraju Saary, Nadrenii. W Hamburgu,gdzie jestem,  który jest na prawach kraju związkowego nie ma dnia wolnego.
Poniżej parę fotek z miejsca moich spacerów.





Grobów praktycznie nie widać. Są ukryte za gęstymi żywopłotami. Nie ma tu marmurowych wielkich płyt, tylko niewielka płyta informacyjna, za to jest mnóstwo zieleni.


 Ławeczka pod wielkim drzewem zachęca do odpoczynku.

Nie ma betonowych chodników,są utwardzone kamykami nawierzchnie. Widziałam jak przez taką trochę zarośniętą alejkę przejeżdżała specjalna maszyna, która przeorywała płytko nawierzchnię likwidując zielsko. Następnie dosypywano nową warstwę kamyków i ubijano kolejną maszyną.






 Kaplica przy cmentarzu.

W Hamburgu znajduje się największa nekropolia w Europie.Jest to cmentarz Ohlsdorf zajmujący 391 ha powierzchni i liczący 300 tys grobów. Rośnie tu  
36 000 drzew w 450 gatunkach. Znajdują się 15 jezior i 2800 ławek. Na terenie cmentarza znajduje się 12 kaplic, 800 rzeźb i ogród motyli. Na wzór cmentarza w Hamburgu został zaprojektowany centralny cmentarz w Szczecinie, który znacznie różni się od większości cmentarzy w Polsce stanowiących wyłącznie skupisko grobów, a co za tym idzie betonu, marmuru i sztucznych kwiatów.

Jeśli musicie w tym dniu jechać na groby, uważajcie, ale można to zrobić tydzień wcześniej, będzie bezpieczniej, a zmarli na pewno wam wybaczą. Jeśli ktoś jest bardzo wierzący może iść do jakiegokolwiek kościoła i się pomodlić za dusze zmarłych. Dusza przecież nie leży na cmentarzu. Jeśli istnieje krąży wokół nas we wszechświecie.