poniedziałek, 19 lutego 2018

Co nieco z niemieckiej kuchni

Kuchnia Niemiecka nie jest jednolita i poszczególne landy, zresztą tak jak u nas regiony, mają swoje tradycyjne potrawy. Nawet popularna w Niemczech sałatka ziemniaczana ma swoje różne odmiany w zależności od landu. Podstawa do ziemniaki i cebula i sos zwykle na bazie majonezu ale może być też winegret. Dodatki to ogórek (konserwowy lub świeży), podsmażany boczek, natka pietruszki. Ja dodawałam np. trochę świeżej papryki i sporo ziół.


Najbardziej charakterystyczne cechy niemieckiej kuchni duża ilość octu używanego do potraw, głównie do sałatek, co mnie absolutnie nie odpowiadało. Sałatki dla siebie robiłam po prostu oddzielnie. Mogłam zjeść taką sałatkę raz na jakiś czas, ale nie codziennie.  Ziemniaki, często gotowane w mundurkach to też nieodzowny element niemieckiej kuchni. Popularne są duże knedle ziemniaczane gotowane na parze podawane potem z ciemnym sosem. Pieczone mięsa, golonka i kiełbasy, podobno jest ich ponad tysiąc odmian, to podstawa niemieckiej kuchni i duma narodowa. Też miałam swoją ulubioną kiełbaskę, której odmianę można też kupić w Polsce, ale nie w regionie w którym mieszkam. Zawsze kupuję ją jak jestem w Warszawie, a pamiętam z dzieciństwa bo była wyrabiana domowym sposobem razem z kaszanką i salcesonem i kupowaliśmy ją u miejscowych rolników. U nas nazywa się czarny w Niemczech to Blutwurst (krwista kiełbasa) lub Rotwurst (czerwona kiełbasa) lub Schwarzwurst (czarna kiełbasa). Nie należy jej mylić z kaszanką. Wypełnienie stanowi rodzaj puddingu (prawdopodobnie krew plus mąka) dodatki to cebulka, wędzona słonina, czasami podroby mięsne. W smaku lekko słodkawa.Je się ją na zimno, ale ostatnio dowiedziałam się, że bywa serwowana na gorąco jak kaszanka.


Niemcy bardzo pielęgnują swoje tradycje kulinarne i mimo pojawienia się wielu restauracji i barów serwujących dania włoskie, azjatyckie, chińskie, tradycyjne potrawy niemieckie nie znikają z ich stołów. Tak jak u nas utarło się, że naszą narodowa potrawą jest bigos czy pierogi tak można powiedzieć w Niemczech jest to golonka z kapustą lub grochem puree. Do tego oczywiście niemieckie niepasteryzowane piwo.
Niemieckie potrawy przede wszystkim nie są pracochłonne. Może Niemkom znanym skądinąd z zamiłowania do porządku, nie starczało już czasu na wymyślne i zabierające dużo czasu dania. Wszystkie obiady, które robiłam będąc ostatnio w Niemczech zajmowały mi góra pół godziny. Podopieczna, którą się opiekowałam, sama decydowała co ma być ugotowane, a że przekroczyła już 90 lat sadzę, że były to potrawy od lat spożywane w tym domu, a co za tym idzie mają coś z tradycji bawarskiej. W każdym razie po tym jak we wcześniejszej mojej pracy gotowałam co chciałam, również polskie potrawy tutaj przeszłam szkołę gotowania po niemiecku. Jest to jakieś doświadczenie. Czegoś się nauczyłam, a z czasem jak podopieczna nabrała do mnie zaufania dała się nawet namówić na niewielkie zmiany.
Najbardziej dziwne były dla mnie zupy. Przyzwyczajona jestem do zup po pierwsze na jakiejś kostce mięsnej, po drugie z dużą ilością włoszczyzny. A tu ani tego, ani tego. Zupy były co najwyżej 3 składnikowe. Podaję trzy przepisy na takie zupy. Była jeszcze zupa z porów. Ten sam schemat tylko dokładało się 2-3 świeże pomidory.
Zupa cebulowa
Składniki:
Cebula
2 jajka
Natka pietruszki
Rama (podstawowy tłuszcz do duszenia i smażenia)
Grzanki lub pieczywo
Pieprz , sól
Pokrojoną w kostkę cebulę zeszklić z łyżką Ramy, dolać około 3 szklanek wody, gotować około 10 minut. Wlać jajka mieszając. Dodać zieloną pietruszkę, pieprz, sól. Podawać z pieczywem lub grzankami. (grzanki robi się zwykle z białego chleba tostowego, pokrojonego w kostkę i  podsmażonego na maśle)
Zupa pomidorowa
Składniki:
Puszka pomidorów
2-3 świeże pomidory
Cebula
1 łyżka Ramy
Kostka rosołowa
Natka pietruszki
Sól, pieprz
1-2 łyżki śmietany + 1 łyżka mąki
Zeszklić cebulę, dodać puszkę pomidorów i 2-3 świeże pokrojone w kostkę, kostka rosołowa. Gotować 10-15 minut. Na koniec zaprawić mąka ze śmietaną, dodać pietruszkę podawać z przesmażonymi na maśle grzankami z tostu.
Udało mi się wzbogacić zupę o drobniutki makaron, specjalny do zup i dodawałam łyżeczkę Vegety dla smaku
Zupa selerowa
Składniki:
Seler
Natka pietruszki
1 kiełbaska (wyglądem przypomina nasze serdelki, ale w środku są kawałki mięsa.
Śmietana, mąka
Najpierw gotujemy do miękkości selera częściowo obranego i dobrze wyszorowanego. Po ugotowaniu, obieramy pozostałą skórkę, kroimy w kostkę i dodajemy do wywaru razem z  kostką rosołowa, pietruszką, kiełbaską regensburską pokrojona w kostkę. Gotujemy 5 minut. Na koniec dodajemy śmietana z mąką do zagęszczenia i posiekaną zieloną pietruszkę. Podawana jest ta zupa z bułkami.
Zupy te nie były takie do końca złe, ale jak dla mnie dobre na przystawkę, a nie jako danie obiadowe.
Podstawowy przepis na nieodłączny sos do sałatek. Można powiedzieć, że jest to najprostszy sos winegret, bez ziół i innych dodatków typu czosnek.
Podstawowy sos do sałatek
1 łyżka octu jabłkowego
2 – 3 łyżki oleju z orzechów arachidowych
Sól, pieprz, cukier, czasami łyżka mleka
Częstym daniem był kalafior z jajkiem sadzonym lub jajecznicą i ziemniakami. Ok jak kalafior był z podsmażoną bułeczką, ale czasami był z sosem, powiedzmy beszamelowym.
Sos beszamelowy do kalafiora
Składniki:
1 Łyżka masła
1 łyżka mąki
1 szklanka wywaru z kalafiora
1 łyżka posiekanej pietruszki
Gałka muszkatołowa
1 łyżka tartej bułki
1 łyżka śmietany lub mleka
sól
Łyżkę masła rozpuścić w rondelku dodać łyżkę mąki i szklankę wody z gotowanego kalafiora, energiczne mieszać żeby się nie zważyło, dodać posiekaną pietruszkę i gałkę muszkatołową oraz łyżkę bułki tartej i łyżkę śmietany lub mleka. Polać sosem kalafiora, zwykle gotowanego w całości.
Nieraz obiad był na słodko: Naleśniki posypane cukrem z cynamonem do tego gruszki z puszki. Czasami  żurawina, albo przecier jabłkowy. Ja dokładałam sobie do tego twarożek. Naleśniki trochę inne niż nasze bo tylko z mlekiem i z 5-6 jajkami. Na każde jajko jedna łyżka mąki.
Sałatkę z gotowanej kalarepki po niemiecku Korabi, nawet polubiłam. Kalarepka jest bardzo częstym gościem na niemieckich stołach.

Sałatka z kalarepy
Składniki:
2 kalarepki średniej wielkości
Masło
Gałka muszkatołowa
Zielona pietruszka
Śmietana
Mąka
Kalarepki obrać, pokroić w paski, gotować w niewielkiej ilości wody, dodać masło, gałkę muszkatołową, zagęścić mąką wymieszaną ze śmietaną. Posypać pietruszką.
Z selera też była dobra.
Sałatka z selera
Składniki:
Średni seler
Cebula
½ szklanka wywaru z gotowania selera
1 łyżka octu
2 łyżki oleju, sól, pieprz, łyżka śmietany
Natka pietruszki
Ugotowany seler kroimy w plasterki, cebulę w talarki plus sos: ½ szklanki wywaru, 1 łyżka octu, 2 łyżki oleju, sól, pieprz, natka pietruszki, łyżka śmietany. Delikatnie razem wymieszać.


Często robiłam też zapiekankę z warzyw. Warzywa (cebula, marchew, cukinia, papryka, fasolka zielona, 2 pomidory)) dusi się z dodatkiem nieodłącznej łyżki Ramy do miękkości. Tuż przed podaniem kładzie się plasterki sera ementaler. Jak ser zaczyna się rozpuszczać podaje się na stół. Do tego gotowane ziemniaki.

 Dużo dań było bezmięsnych, ewentualnie z podsmażanymi kiełbaskami, czasami były steki wołowe, w piątki przeważnie ryba, która zawsze mi smakowała. Nie było natomiast żadnych klusek, krokietów, kasz, placków np. z jabłkami, ryżu nie wspominając o pierogach.

Po pobycie u kilku niemieckich rodzin śmiało mogę stwierdzić, że na śniadanie chyba każdy Niemiec je chleb z marmoladą, niektórzy jak moi podopieczni również na kolację. Podstawowym trunkiem jest piwo. Drugim wino. W sezonie oczywiście jada się szparagi, choć nie są one tanie. Najlepsze są świeże, niemal prosto po zebraniu. Pietruszka korzeniowa prawie tu nie występuje jest natomiast pasternak i używa się dużo pietruszki naciowej. Rabarbar u nas raczej zapomniany, w Niemczech cieszy się ogromnym powodzeniem. Wiosną pojawiają się tarty z rabarbarem, ciasta z rabarbarem, sok z rabarbaru i bardzo smaczne jogurty. Jadłam bardzo dobrą marmoladę z rabarbaru z dodatkiem chyba mirabelek. Jest tu również znana i często kupowana skorzonera inaczej czarne korzonki (taka nazwa jest również niemiecka).

W Niemczech jest też tak, że najlepsze marcepany są z Lubeki, Drezno to Bożonarodzeniowe strucle obsypane pudrem z dużą ilością bakali, a najlepsze Lebkuchen czyli pierniki pochodzą Norymbergii.

Biała kiełbasa, słodka musztarda, precel z ziarenkami soli i piwo to wizytówka Bawarii.

W najbliższym czasie jadę do Hamburga, a tam podobno tradycyjnym daniem są Gruszki, fasola i boczek (Birnen, Bohnen Und Speck), mam nadzieję, że nie będę musiała jej próbować. Jakoś gruszki z boczkiem zupełnie mi nie pasują, chociaż lubię smakować nowe rzeczy.

Na razie jednak jestem w domu i z przyjemnością zajadam polskie zupy z dużą ilością warzyw. Tu akurat barszczyk ukraiński, ale też jak to moja ostatnia podopieczna mówiła misz-masz czyli wszystkiego za dużo. 

Z kolei na śniadanie lub kolację lubię takie jajko na pieczywie. Miksuje sie tylko jajko z dodatkiem śmietany lub serka i smaży taki średniej grubości placuszek.Troszkę soli do smaku. Tego nauczyłam się w Niemczech, ale mi smakuje więc chętnie wprowadziłam na stałe do swojej kuchni. 




poniedziałek, 29 stycznia 2018

Niezbędniki z "zbędniki" w kuchni i nie tylko

Ostatnio, z racji swojej pracy jako opiekunka, wiele czasu spędzam w niemieckich kuchniach i nadziwić się nie mogę ilości znajdujących się tam kuchennych gadżetów. Zastosowania niektórych nawet trudno mi się domyśleć, więc ku zdziwieniu domowników po prostu pytam. Dla mnie są to gadżety, zbędniki bez których mogę się spokojnie obejść, albo zastąpić czymś innym. Nie jestem aż tak radykalna jak mąż mojej poprzedniej podopiecznej, były wojskowy, który mówił, że w kuchni potrzebny jest tylko nóż, widelec i łyżka, bo w wojsku to wystarczyło, może w wojsku i dla tych co nie gotują to tak  jednak  uważam, że w niektórych przypadkach dochodzimy po prostu do absurdu. Długo nie wiedziałam do czego służy ten przedmiot.



Aż któregoś dnia miałam do otworzenia puszkę z owocami. Normalną z uchwytem do otwierania, a podopieczna pyta mnie czy znalazłam otwieracz, ja na to że puszka już otworzona.” Jak to bez otwieracza. „ No przecież tu niepotrzebny. Okazuje się, że jak najbardziej potrzebny i to jest właśnie ten otwieracz.

Tyle puszek otworzyłam bez otwieracza, więc uważam to urządzenie za zupełnie niepotrzebne.  Posiadanie z kolei takiego elektrycznego urządzenia do otwierania puszek mogę wytłumaczyć tylko tym, że jest to stare urządzenie, a kiedyś niewiele puszek otwierało się jak wyżej. Osobiście wolę jednak zwykły manualny otwieracz.

Specjalne nożyczki, które posiadają kilka nożyków, do cięcia szczypiorku lub innej zieleniny. Ma to znacznie przyspieszyć pocięcie. Do tego dołączona jest często szczoteczka do czyszczenia zakamarków tego „niezbędnego” urządzenia. Zdecydowanie jestem za zwykłą deseczką i nożem.


Takie coś do formowania kulek z ciasta lub z mięsa, obok napisano "Nigdy więcej klejacych rąk". Lubię klejące ręce, to cała przyjemność
wyrabiać takie kulki recznie. :)


Urządzenie do przekuwania jajek przed gotowaniem, żeby nie popękały. Nawet nie próbowałam tego stosować. Być może ma to zastosowanie w restauracjach, czy hotelach, gdzie trudno byłoby podać klientowi popękane jajko ugotowane na miękko. Natomiast stwierdziłam, że jest niebezpieczne w szufladzie bo kilka razy się nim ukłułam. Szpikulec jest bardzo ostry. W końcu ma przekuć skorupkę i nie uszkodzić jajka.

Specjalna pokrywka, a właściwie pół pokrywki do odcedzania ugotowanych warzyw, makaronu itd. Jakoś zupełnie mnie nie przekonuje. Nie poddam się reklamie będę odcedzała po staremu przy użyciu pokrywki lub sitka.

Maszynka do robienia warzywnego makaronu, ani jej cena też mnie raczej nie przekonuje, ale  skusiłam się na zakup nożyka do krojenia, a właściwie strugania warzyw na paseczki, sałatki bardzo ładnie wyglądają z cienkimi paseczkami marchewki lub selera z tym, że mój jest jednofunkcyjny – tylko paseczki, ten poniżej to obierak plus nożyk do dekoracyjnych pasków.


Specjalny uchwyt do krojenia w paski np. cebuli lub jajek raczej się bez niego obędę.

Kolejny gadżet to parawan na płytę kuchenną chroniący przed pryskaniem. ? Też go trzeba umyć, poza tym chroni tylko płytę ewentualnie kafelki za płytą, mnie nie. Nie ma u mnie miejsca na coś takiego, lepsza jest druciana przykrywka na patelnie.

Trzymacz do gorących ziemniaków gotowanych w mundurkach. Pomaga w ich obieraniu. Bardzo popularny w Niemczech bo tu często gotuje się ziemniaki w mundurkach i takie podaje się na stół. Każdy przy pomocy tego urządzenia i nożyka sobie ziemniaka obiera. Nazywam to „Trójząb”. Szpikulce są bardzo ostre. Pozostanę przy widelcu, chociaż przyznaję kupiłam jeden.

Usiłowałam się dowiedzieć do czego służy ten przedmiot, ale mój niemiecki okazał się niewystarczający. Wydaje mi się, że służy do wyjmowania i osączania owoców z kompotu, ale to tylko przypuszczenie. Może ktoś wie?  Jest to dość stary przedmiot. Za mojej bytności w domu gdzie go zobaczyłam nigdy nie był używany. Leżał sobie spokojnie w  szufladzie.

Co zrobić kiedy saszetka do herbaty nie ma sznureczka?


A co jeśli jest w ogóle bez saszetki? Luzem. Są specjalne saszetki do herbaty, różnej wielkości do filiżanki  i do dzbanka. Do tych saszetek są czasami w komplecie czasami oddzielnie specjalne plastikowe uchwyty, które umieszcza się na kubku.

Ani jedno ani drugie mnie nie przekonuje. Herbata bez sznureczka zupełnie mi nie przeszkadza, a sypaną wolę parzyć w czajniczku, albo w kubku z sitkiem i przykrywką.

Coś spoza kuchni przyrząd służący do zapinania, przeciągania guzików w koszuli, swetrze itp.

I do zdejmowania butów oraz do idealnego składania koszul.


Zdjęcia które zamieściłam pochodzą z gazetek reklamowych. Przykłady można mnożyć. Tych moim zdaniem zbędników jest bardzo dużo, o wiele za dużo i ludzie zaczynają się od nich uzależniać.

Niemcy uwielbiają gadżety, i chyba są bardzo mało odporni na reklamę. Łatwo dają się namówić na zakup kolejnych rzeczy mających ułatwić lub usprawnić różne prace domowe, ogrodowe, hobbystyczne  czy czynności pielęgnacyjne itp. Czy je potem wykorzystują czy rzeczy te tylko zalegają w szafkach i szufladach to inna sprawa. Z tego co zdążyłam zaobserwować większość jest nieużywana. Tu gdzie jestem obecnie jest 8 nożyków do obierania warzyw. Używam jednego, którym wg mnie najlepiej się obiera. Noży nawet nie usiłowałam policzyć, ale nóż, który podobno przeznaczony jest do krojenia sera, z dziurkami na ostrzu, wcale sera dobrze kroi. Mam w domu 4 albo 5 noży i to mi zupełnie wystarcza. Do chleba, do warzyw, do mięsa i mały zgrabny nożyk do wszystkiego. Zawsze przed kupnem czegoś nowego nie tylko do kuchni zastanawiam się długo czy jest mi to rzeczywiście niezbędne, czy będzie to rzecz którą będę często używała czy gadżet, który przy kolejnych porządkach wyląduje w piwnicy, a z czasem w koszu na śmieci. Tak było z formami do smażenie jajek sadzonych, żeby się nie rozlewały na patelni i miały ładny kształt. Ładnie wyglądało tylko na obrazku. W rzeczywistości nie funkcjonowało, jajko wypływało po spodem. No cóż nie zawsze jestem odporna na reklamę. 


piątek, 22 grudnia 2017

Święta Bożego Narodzenia w Niemczech



Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku





To już moje trzecie święta w Niemczech i drugie, które spędzam jako opiekunka. Jak święta Bożego Narodzenia wyglądają na podstawie moich obserwacji? Świąteczna atmosfera wkracza do niemieckich domów już  z pierwszym dniem adwentu czyli cztery tygodnie przed świętami, kiedy to pojawiają się wianki adwentowe bądź świeczniki z czterema świecami. W pierwszym tygodniu adwentu pali się jedną świecę, w drugim drugą, a kiedy nadchodzą święta palą się 4 świece. W adwentowych wiankach świece symbolizują światło, zieleń jodły – nadzieję, fioletowa wstążka, która powinna się w nim znaleźć – refleksje nad przeszłością. Nie ma chyba domu, żeby nie było w nim kalendarza adwentowego i wcale nie chodzi tu tylko o frajdę dla dzieci. W zeszłym roku dostałam kalendarz adwentowy od męża mojej podopiecznej (ona oczywiście też dostała), które rozdawał  Bank swoim klientom. Oprócz czekoladek można było wygrać pobyt w SPA, bon na zakupy i inne atrakcje. Innym zwyczajem, w Polsce niespotykanym jest umieszczanie w oknach światełek, papierowych dekoracji i kolorowych gwiazdek. Niemcy lubują się we wszelkiego rodzajach dekoracjach na co dzień, nie może więc ich zabraknąć z okazji Świąt. Idąc ulicą trudno oprzeć się patrzeniu w udekorowane okna. Przedświąteczny okres to czas jarmarków, na które Niemcy chodzą całymi rodzinami. Są tam atrakcje dla dzieci i dorosłych. Karuzele, słodycze, niezliczona ilość świątecznych ozdób i dekoracji oraz produkty spożywcze. Można coś zjeść i oczywiście napić się grzanego wina. Często występują zespoły muzyczne.









Byłam i grzanego wina się napiłam :), a na pamiątkę mam kubek z Regensburga. 



Ciekawe jest to, że niektóre produkty pojawiają się w niemieckich sklepach tylko w okresie przedświątecznych i przez pozostałą cześć roku są w zasadzie niedostępne. Co więcej Niemcy nie wyobrażają sobie jedzenia ich w innym czasie. Należą do nich m.in. pierniki występujące w różnych odmianach, niektóre na spodzie mają opłatek, ciasteczka imbirowe i wspomniane już ciasto z bakaliami. Ileż to ja się w lecie naszukałam pierników. Nie ma i już. Okres przedświąteczny to dla Niemców okres obdarowywania się prezentami i składania sobie świątecznych wizyt.

 Niemki nie przepracowują się tak jak nasze, polskie kobiety, które przedświąteczne dni spędzają w kuchni, przyrządzając wiele pracochłonnych potraw, głównie związanych z wigilią. Wigilia jest u nas najważniejszą częścią Świąt i  w większości domów obchodzi się ją w zgodzie z tradycjami, które nakazują włożyć sianko pod obrus, dodać jedno nakrycie dla zbłąkanego wędrowca, z ukazaniem się pierwszej gwiazdki rozdać prezenty, podzielić się opłatkiem przy składaniu życzeń, przygotować co najmniej 12 potraw, iść na pasterkę itd. W Niemczech wieczór wigilijny spędza się po prostu przy trochę wystawniejszej kolacji. Nie ma zwyczaju łamania się opłatkiem, a podarunki jeśli są, znajdują się na stole. Zgodnie z tradycją powinno być 9 dań, a nie jak u nas 12. Lubianym przez Niemców daniem jest kapusta ze smażonymi kiełbaskami. Ze słodkości to ciasta z dużą ilością bakalii np. strucla bożonarodzeniowa obsypana dużą ilością pudru podobna do becika, lub tradycyjne ciasto z jabłkami podawane z lodami i bitą śmietana. Bardziej wyszukane potrawy serwowane są w pierwszy dzień świąt. Popularne w niemieckich rodzinach są pieczone gęsi lub kaczki. W zeszłym roku uczestniczyłam w kolacji wigilijnej u znajomych mojej podopiecznej i jej męża. Podano przystawkę z łososia z dużą ilością sałat, następnie pieczeń wołową, tradycyjne niemieckie kluski gotowane na parze, czerwoną kapustę duszoną, gołąbki warzywne i dwa rodzaje sosu. Na deser było francuskie ciasto z jabłkami, lody i bita śmietana. Można powiedzieć, że była to bardzo wykwintna kolacja. Jak będzie w tym roku jeszcze nie wiem, ale myślę że podobnie bo mamy iść do syna mojej podopiecznej. 
Jedno co można powiedzieć na pewno to to że nie ma tu takiego szaleństwa z zakupami i przygotowaniami przedświątecznymi. Niemcy bardziej sobie cenią spotkania towarzyskie przy kawie i ciasteczkach niż przy suto zastawionym stole, nawet w okresie świąt, natomiast każda wizyta w tym okresie, u fryzjera, u lekarza, czy kosmetyczki nie obejdzie się bez prezentu.

Pewnie nie wszyscy wiedza, że zwyczaj ubierania choinki wywodzi się z Niemiec. To tutaj od XV i XVI wieku umieszczano w domach zielone iglaste drzewka mające symbolizować drzewo życia dane ludziom przez nowo narodzonego Jezusa. Pod choinką często znajduje się miejsce na figurki przedstawiające szopkę. A jako, że zwyczaj ustawiania choinki pochodzi z Niemiec mają oni też wesoła kolędę o choince „O Tannenbaum”. Tutaj w wykonaniu Nany Mouskouri.


Weźmy przykład z Niemek odpuśćmy sobie chociaż trochę to świąteczne szaleństwo miejmy czas dla siebie i rodziny. Spędźmy ten czas po prostu przyjemnie.




poniedziałek, 30 października 2017

Dla Ciebie Jadziu

Znałyśmy się od mojego pierwszego dnia  pracy czyli od, o ile dobrze pamiętam, od 9 września 1979 r. Pamiętam, że było to w toalecie, myłyśmy ręce, jestem Jadzia powiedziałaś i zostałyśmy przyjaciółkami na wiele, wiele lat. Byłaś u mnie kiedy urodziłam córkę, byłaś ze mną kiedy zmarli moi rodzice. Odwiedziłaś mnie, kiedy wyjechałam daleko od Warszawy. Nie powiedziałaś o swoich problemach ze zdrowiem, gdy ja miałam problemy z własnym życiem. W dniu kiedy ukazał się nekrolog, napisałam do Ciebie na Skypie. Przeczucie?7 zmysł? Nie odpowiedziałaś. Nie mogłaś. Nie było Cię już tutaj. Jadziu do zobaczenia w lepszym świecie. 

środa, 18 października 2017

wtorek, 3 października 2017

Trzy miasta - Trzy katedry

Tak się złożyło, że podczas mojej pracy jako opiekunka byłam w trzech miastach, które poszczycić się mogą słynnymi katedrami i  udało mi się je zobaczyć. Te miasta to Aachen, Kolonia i Regensburg.  To skłoniło mnie też,  żeby trochę więcej dowiedzieć się na temat katedr w ogóle, a w szczególności o tych które zwiedziłam. Zachęcona też przez męża mojej pierwszej podopiecznej do przeczytania książki Kena Folleta Filary Ziemi, której jednym z głównych wątków jest budowa katedry zaraz po powrocie do domu pobiegłam po nią do biblioteki.  Wiedza zdobyta z Wikipedii na temat poszczególnych katedr uzupełniona wiadomościami  z  książki  sprawiła, że patrzę teraz na katedry zupełnie inaczej. Katedrami przyjęło się nazywać wielkie kościoły wznoszone w stylu gotyckim lub romańskim. Były one też zwykle siedzibami biskupów. Budowa katedr ciągnęła się dziesiątki, a niekiedy i setki lat!, a zmieniający się w jej trakcie budowniczy narzucali budowli swój styl. Stąd niektóre charakteryzuje wiele odmiennych motywów, które wprawne oko znawcy na pewno wychwyci. Budowa przerywana była z powodu toczących się wojen, polityki ówczesnych władców, a także braku funduszy. Niekiedy przerwę w budowie powodowały pożary lub katastrofy budowlane powstałe na skutek błędnych wyliczeń ówczesnych budowniczych chcących katedry wznosić coraz wyższe. Katedry charakteryzują się wysokością głównej nawy przekraczającej często 30 m.  To powoduje, że kiedy wchodzimy do katedry wzrok mimowolnie biegnie ku górze, tak jak to było w zamiarze budowniczych, do nieba, czyli do Boga. W innego typu kościołach zwykle wzrok kierujemy na ołtarz, bo to on przykuwa nasza uwagę.  Wielkość budowli, a zwłaszcza ich wysokość jak i ilość rzeźb i koronkowe niemal wykonanie wież świadczą o kunszcie i zdolnościach dawnych budowniczych, a przede wszystkim o ogromie wykonanej pracy. Fakt, że trwała ona lata. Lekkości tym potężnym budowlą dodają liczne witraże.

Katedra w Aachen
Widok na kaplice pałacową
Katedra 




Wnętrze kaplicy pałacowej

Świecznik Barbarossy

 W głębi relikwiarz NMP

     





Pierwsza katedrą na mojej drodze była katedra w Aachen (Akwizgranie) pod wezwaniem św. Marii w Akwizgranie, mieście przy samej belgijskiej granicy. Katedra składa się z 3 części, z których najstarsza powstała za czasów panowania Karola Wielkiego. Jest to tzw. Kaplica Pałacowa Karola Wielkiego wzniesiona w latach 780-800. Pełniła ona funkcję Kaplicy Koronacyjnej. Miały tu miejsce koronacje 32 króli niemieckich.  Kaplicę  wzniesiono na planie koła, które symbolizuje Niebo. Chór opierający się na czworokącie to symbol życia ziemskiego, natomiast całość opiera się na planie ośmiokąta symbolizującego wieczność. Katedra jest miejscem spoczynku Karola Wielkiego jak również jednych z najważniejszych relikwii kościoła chrześcijańskiego. Są to relikwie Marii, Jezusa i Jana Chrzciciela. Relikwie te były prezentami, które Karol Wielki otrzymał podczas koronacji. Tradycja wystawiania relikwii co 7 lat jest dalej kontynuowana. Ostanie miało miejsce w 2014 roku Oprócz wspomnianych relikwii może się ona poszczycić  Świecznikiem Barbarossy z XII w, podarowanym przez Fryderyka I Barbarossę stąd nazwa oraz odlanymi około roku 800 wielkimi drzwiami nazwanymi  Wilcze Wrota  ważącymi ponad 4 tony. Świecznik Barbarossy wisi w kaplicy pałacowej. Ma 4,20 m średnicy, wisi na 27 m łańcuchu, 4 metry nad posadzką. W dobie wczesnego romanizmu,  XI wiek, katedra została rozbudowana, natomiast lata 1355-1414 to czas budowy  prezbiterium i ukończenia budowli. Prezbiterium czyli przestrzeń w kościele przeznaczona dla duchowieństwa ma 25 m długości, 13 m szerokości i 32 m wysokości.
Katedra w Kolonii













Następna to katedra Św. Piotra i NMP w Kolonii. Budowa jej trwała z przerwami około 600 lat. Budowę rozpoczęto w 1248 roku, a ukończono w 1880. Kamień węgielny pod budowę katedry położono w 1248 roku. Ponad 70 lat trwała budowa prezbiterium, którego uroczyste poświęcenie nastąpiło w 1322 roku. Do roku 1510 trwała budowa wieży południowej na której zawieszono 3 dzwony. Potem prace ustały na ponad 300 lat. W 1842 roku król pruski Fryderyk Wilhelm I V  położył kamień węgielny pod dalszą budowę katedry. Jest to najwyższa katolicka katedra na świecie i najwyższy kościół gotycki w Niemczech. Wieże katedry wznoszą się na wysokość  157 m. Jej wymiary też budzą podziw i uznanie dla budowniczych. 144 m długości i 86 m szerokości. I tu też znajdują się cenne dla katolickiego świata relikwie – Relikwie 3 Króli. Na wieżach katedry wisi 12 dzwonów z których jeden Dzwon św. Piotra jest największym i najcięższym bijącym dzwonem w Europie.

Katedra w Ratyzbonie







 Ogród katedralny w miejscu pierwszej katedry

Kolejna katedra to Katedra pod wezwaniem Św. Piotra w 
Ratyzbonie (Regensburgu). Jest to jedna z najznamienitszych budowli gotyckich w południowych Niemczech.  Budowę jej rozpoczęto około IX wieku i ukończono około XI –XII wieku. Niestety pożar około roku 1273 zniszczył katedrę. Pozostała po niej jedna z wież, a na jej miejscu jest obecnie ogród katedralny. Budowę nowej katedry rozpoczęto 1290 roku natomiast ostateczne ukończenie budowli   nastąpiło  w 1872 roku. Budowa tej katedry też została wstrzymana na wiele lat. Na przestrzeni XVII I XVIII wieku kościół otrzymał liczne wykończenia barokowe jednak w XIX w na polecenie króla Bawarii Ludwiga I przywrócono katedrze jej gotycki charakter. Katedra ma 86 m długości i 34,80 m szerokości, jej wieże od podstawy mierzą 105 m, a wysokość nawy głównej 32 m.
Wszystkie trzy katedry są na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO.

Każda z katedr jest inna. Na pewno niezaprzeczalnie najpiękniejsza i budząca największe wrażenie jest ta w Kolonii, ale największy urok ma dla mnie ta w Ratyzbonie. Ratyzbona to nie jest wielkie miasto  jak Kolonia. Jest o połowę mniejsze jeśli chodzi o liczbę ludności od Aachen. Nie ma tu wieżowców. W większości jest to niska zabudowa, a stare miasto, które również znajduje się liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO otacza ściśle katedrę. Katedra dominuje niepodzielnie nad miastem. Jej wieże wyłaniają się spośród czerwonych dachów miasta. Idąc wąskimi uliczkami starego miasta  nagle stajemy przed jej ogromem, ale ona tutaj po prostu pasuje. Pozostałe dwie katedry są trochę wyobcowane wśród otaczających ich współczesnych budowli choć niewątpliwie nie mają wśród nich konkurencji i to one przyciągają wzrok. 
Zdjęcia, niestety, nie wszystkie udane, szczególnie we wnętrzach gdyż nie zawsze miałam ze sobą aparat, w większości korzystałam z tabletu. 
Pozdrowienia z Regensburga