piątek, 17 grudnia 2010

Moje życie na wsi


Kiedyś ludzie uciekali ze wsi do miast za chlebem, za pracą, za lepszymi warunkami życia, dzisiaj ludzie z miast uciekają na wieś szukając spokoju, bliskości z naturą, inności. Dawniej emigrujący do miast niewiele ze sobą zabierali. W mieście zdobywali wykształcenie, zakładali rodziny, dorabiali się mieszkania, samochodu, domu. Dzisiaj na wieś ciągną ludzie, którym miasto i jego szybki rytm życia w gonitwie za pieniądzem nie odpowiada. Świadomie decydują się na pewne niedogodności życia na wsi w myśl twierdzenia coś za coś. Nie są jednak w stanie zmienić swojej mentalności i przyzwyczajeń do innego życia. Nigdy nie byli rolnikami. Nie siali, nie zbierali, nie hodowali zwierząt. Nie znają się na tym i znać się nie zamierzają. Ale są dużym potencjałem intelektualnym, który może kiedyś zostanie przez ludność wiejską zauważony. Kiedyś nie teraz. Na razie jesteśmy, obcy, inni, nie przystający do wiejskiej rzeczywistości, a jednak tu żyjący i stanowiący wiejską społeczność.


Przeprowadziwszy się na wieś zetknęłam się z wieloma problemami, które w mieście nie występowały. Szybko jednak zauważyłam, że oprócz dróg, których jakość ważna jest zarówno dla rodowitych mieszkańców wsi jak i tych napływowych, w końcu każdy jakiś tam samochód ma, innych wspólnych problemów brak. Ludzie tak żyją i to im nie przeszkadza, my napływowi jeśli nam się nie podoba, to nasz problem. Jeśli coś ma się na polskiej wsi zmienić to musi to wypłynąć z potrzeby ich rodowitych mieszkańców. Nie można nikogo uszczęśliwiać na siłę, ani wprowadzać swoich reguł gry. Tu karty rozdaje wieś i trzeba nimi grać jak się chce tu mieszkać. Jak się sprowadziłam na wieś miałam ambicje, żeby coś zmienić. Byłam nawet na jednym zebraniu wiejskim, pierwszym i jak mi się wydaje ostatnim. Nie mój świat. Przyszło mi żyć w warunkach wiejskich, ale mój świat jest za moją furtką. Poza nią jest inny świat, z którego mentalnością trudno mi się pogodzić, ale który muszę zaakceptować, chcąc tu mieszkać. Zawsze będę tu obca, nie znam historii mieszkających tu rodzin, ich konfliktów, sporów i prawdę mówiąc mnie to nieciekawi. Kto komu kiedy i za ile. Chcę mieć poprawne stosunki z sąsiadami, być pomocna i akceptowana na tyle na ile to możliwe. Oni jak będą chcieli zaakceptują moja inność, ja muszę zaakceptować ich bo to w końcu ja się tu przeniosłam ze wszystkimi konsekwencjami jakie ta przeprowadzka pociągnęła za sobą. Nie będę toczyć wojen o fosy, o zbyt szybka jazdę kierowców często bez prawa jazdy, o brak chodników, o brak tabliczki z napisem „Sołtys”, o schludne sklepy, o brak w kiosku gazety którą czytam, o to żeby dzieci chodziły lewa stroną drogi i żeby były na tej drodze widoczne. Nie będę bo nie chce usłyszeć że „przyjechała z miasta i się wymądrza”. Szkoda moich nerwów i zdrowia w końcu przeprowadziłam się na wieś żeby mieć święty spokój.

Dopiero teraz mieszkając na wsi prawie rok czasu zobaczyłam jak duże są różnice w mentalności, zachowaniu, życiowych priorytetach. Do czego przywiązuje się wielką wagę, a czego zupełnie się nie zauważa. Z drugiej strony ludzie na wsi mają swój honor i dumę i nie lubią jak obcy mieszają się w ich sprawy, wiec ja też nie będę. Mogę służyć pomocą i radą jeśli ktoś sobie tego będzie życzył i nic poza tym. Nie chce i nie będę się nikomu z niczym narzucać. Wydaje mi się nawet, że taka postawa zaczyna już procentować. Zyskałam życzliwość mieszkających wokół ludzi mimo, że w wielu przypadkach postępuję zupełnie inaczej niż oni, nie jest dla nich ujmą zwrócić się do mnie czy do męża o radę w różnych sprawach, chętnie pożyczam książki o tematyce ogrodniczej i nie tylko, księgozbiór mamy spory. Pomagamy jak ktoś potrzebuje  pomocy przy komputerze, na tym akurat się znamy, czy inną przysługę na miarę naszych możliwości. Lubię jak na herbatkę wpadnie sąsiadka.
 Wieczory na wsi trochę się dłużą, myślałam o stworzeniu Klubu Pań Wiejskich, spotykających na np. czwartkowych wieczorkach. Spotykały by się tam panie, które zjechały tu z różnych stron Polski i mogłyby na takich spotkaniach podzielić się własnymi doświadczeniami z różnych dziedzin życia. Z czasem na takie spotkania może zaczęłyby przychodzić i tutejsze gospodynie.
Można by wynająć salę w szkole, myślę że nie byłoby problemu, każda z pań przyniosła by coś z własnej kuchni. Takie nowoczesne Koło Gospodyń. Kiedyś kobiety na wsi spotykały się przy darciu pierza, może teraz przy herbatce i laptopie, którego znaczenie na wsi nie zostało jeszcze docenione. Może zrodziłaby się jakaś ciekawa inicjatywa. Ech pomarzyć. To się zdarza tylko w amerykańskich filmach.

Anula
kobieta miejska na wsi

17 komentarzy:

aagaa pisze...

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam Twojego posta.Swienie piszesz.I wszystko prawda.
Serdecznie pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Oj, Anulu! Szkoda, że tak daleko jesteśmy od siebie, byłabym na każdym spotkaniu, a jeszcze można byłoby pośpiewać, podziergać, wymienić roślinki, oby Ci się udało, zwłaszcza teraz, w długie zimowe wieczory. Inicjatywa super. I wcale nie musi zdarzyć się w amerykańskim filmie.
Pozdrawiam ciepło Maria z Pogórza Przemyskiego

Grey Wolf pisze...

no właśnie..starsi są już niereformowalni..rok w rok to samo robią, pole, zwierzęta, nie chcą i boją się każdej zmiany..a jak widzą, że trzeba drogę poprawić to do siebie, a nie do innego, bo po co do jednej chałupy..ale jeździć to każdy by chciał..my zawsze obcy, niepowiązani układzikami, znajomościami, rodzinnie..mają za 'wariatów' :)..ja wolę na wsi, ale na uboczu, w lesie ;)..nie wiem czy bym długo wytrzymał w samej wsi, przez płot, ale zależy też od sąsiadów właśnie!

Svarta pisze...

Świetny post, czytałam go i się uśmiechałam od ucha do ucha :) Życzę tego Kółka bardzo, myślę, że mogłoby być nawet rzadziej niż co tydzień, ale właśnie gromadzące też 'wiejskich inaczej' z dalszych stron :) Buziooole

Aszka9 pisze...

Ja przestałam toczyć bój o chodniki,kanalizację i wyobraż sobie o tabliczkę z godzinami przyjęć pani sołtys.Mentalności ludzi nie zmienię.To ja się tu wprowadziłam i nie mogę mieć do nich pretensji ,że myślą inaczej.I nauczyłam się najważniejszego-żadnego spoufalania się .
Szkoda

Anula pisze...

Ago - dziękuję :) Mam nadzieję, że teraz czas mi pozwoli i czesciej będę odwiedzała Twój blog :)

Maryś oj byłoby SUPER!!!!!I żebyśmy mieszkały bliżej i zeby się udało! :)

Szary Wilku ja jednak wolę trochę bliżej ludzi :)

Martusiu dziękuję i czekam ze napiszesz cos o nowym miejscu pobytu :) Buziaczki

Aszko dziękuję za odwiedziny, chociaż nie cieszę sie że mamy takie same odczucia akurat w tej kwestii, wolałabym żeby było inaczej, z drugiej jednak strony nie jestem odosobniona w swoich przemyśleniach i odczuciach.

Anonimowy pisze...

Pięknych, zdrowych, rodzinnie ciepłych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. Dużo zdrowia, pogody ducha i spełnienia marzeń oraz tego, by przy świątecznym stole nie zabrakło światła i ciepła rodzinnej atmosfery, a Nowy Rok 2011 przyniósł ze sobą szczęście, pomyślność i wszystko, co najlepsze.
Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! :-)
Agnieszka

Anonimowy pisze...

No, nie! Wyszedł mi jeżozwierz, chyba mam nieodpowiedni materiał, szeroka, chropowata wstążka, przecięta na pół. W ogólnym zarysie wyszło, Anulko, jak u Ciebie, tylko jakieś takie niedopracowane, chyba nie jest dobrze ściągnięta ta gwiazdka,
jutro zakupię odpowiedni materiał. A dzisiaj próbny keks, wyszedł, narobiłam cykaty z dyni, cytryny i pomarańczy i muszę to jakoś spożytkować, jeśli nie zjemy do Świąt, to zostanie ten, piszą w mądrych przepisach, że ma dojrzewać.
A jak u Ciebie z tymi 12-toma potrawami?
A dziecko moje jedno będzie w Anglii podczas Świąt, przyjedzie dopiero w styczniu, pozdrawiam serdecznie Maria z Pogórza Przemyskiego

Anula pisze...

Agnieszko serdecznie dziekuję za pamieć i przemiłe, ciepłe życzenia :). Ja również tą drogą chciałam Ci życzyć przepięknych, nastrojowych Świąt Bozego Narodzenia, a Nowy Rok niech przynosi dzień za dniem tylko szczęście i radość.

Maryś na pewno się uda, początki sa zawsze trudne.
A moje potrawy wigilijne to w tym roku
1. Kompot wigilijny
2. pierogi z serem białym i kapustą (biała gotowaną nie kszona, specjalnośc tesciowej pychota)
3. pierogi z kapusta i grzybami
4. Barszczyk czerwony z uszkami (do grzybowego farszu dodaje drobniutko posiekanych orzechów tak 1-2 łyżki)
5. sledziki tradycyjnie w oleju z cebulka
6. ryba po grecku
7. kapusta z grochem
8. rydze smazone (otrzymane jesienią i zamrożone)
9. kapusta z grzybami
10,Zupa grzybowa
11.Nalesniczki ze sliwkami lub jabłkami (ciasto na nalesniki z dodatkiem mąki graham)
12.Makowiec (zamiast kutii, której nikt nie chce jeść)
No i jest 12, a jakie sa Twoje?
No i nie przepracowuj sie za bardzo w końcu swięta to ma też być odpoczynek i relaks :)
Buziaczki

Anonimowy pisze...

Bardzoooo ciekawy post Anulko :)
Ja mam podobna sytuacje, tylko moja klimatyzacja trwa omal 16 lat i ciagle czuje sie tu jakos nie tak...Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie i zycze spokojnych i radosnych swiat Bozego Narodzenia :)

Grasza44 pisze...

Anula z wielkim zaciekawieniem przeczytałam Twoje refleksje z życia na wsi. Jesteś niezwykle mądrą i wrażliwą kobietą - myślę, że dobrze postępujesz w stosunku do tubylców. Nie można przychodząc w gości przestawiać gospodarzowi mebli...dostosowanie się do środowiska, to niezwykle trudna rzecz!Bardzo dobry pomysł Ci zaświtał z tym Kołem Kobiet...może wypalić, jeżeli zrobisz to w sposób delikatny i powolny...bo kropla drąży skałę! Anulko, mój syn też się wyprowadza z Warszawy, bo ma dosyć tego pędu życia i woli spokój wiejski i kontakt z naturą. Buduje już dom na Mazurach i niedługo wyjadą moje dzieci na stałe...mnie na zmiany środowiska już nie stać - jak to mówią "starych drzew się nie przesadza". Kochanie jeszcze raz Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!

Anonimowy pisze...

Ojojoj! Jaka u Ciebie różnorodność potraw, zaintrygowały mnie pierogi z serem i kapustą białą, na Pogórzu spotkałam się z inną odmianą: ziemniaki z kapustą kiszoną, ale nie próbowałam. My Wigilię spędzamy u Mamy męża, ja przygotuję pstrągi smażone na masełku, uszka, pierogi ruskie i słodkości, a barszcz jemy na wywarze rybnym i grzybowym, zabielany, jedyny w smaku, raz w ciągu roku, a potem jedziemy do mojej Mamy, do domu rodzinnego.
Spokojnych Świąt, Anulko i dobrego Nowego Roku Maria z Pogórza Przemyskiego

Anula pisze...

Serdecznie dziękuję Anonimowemu Gościowi :) Mam nadzieję, że u mnie bedzie inaczej tym bardziej że już widzę światełko w tunelu :)

Och Graszko dziękuje, kochanie, za tak miłe słowa :) No i budujące jest to, że znajduję poparcie dla swojego punktu widzenia. A z dziećmi to już tak jest, układaja zycie po swojemu i czasami to trudno powiedzieć czy to one są egoistyczne czy my zaborcze :)

Maryś ten barszczyk mnie zaintrygował, musisz mi dać przepis, takich pierogów z kolei ja nie znam :), ale te z biała kaustą i serem to rewelacja, tylko kapusta nie moze być rozgotowana i dobrze wyciśnięta i miesza się z serem pół na pół.

Pozdrawiam cieplutko i świątecznie
Anula

Riannon pisze...

Anula. Jestem pierwszy raz na Twoim blogu. Przeczytałam wpis i poczułam, jakby ktoś wziął myśli z mojej głowy i przelał je na monitor. Mimo, że z miasta innego, mimo że w innym rejonie się osiedliłam, a doświadczenia jakby takie same.
Bardzo podoba mi się Twój pomysł ze spotkaniami z ludźmi. Ja od 10 lat mieszkam na odludziu i też zaczynam odczuwać potrzebę kontaktów, spotkań przy jakimś wspólnym hobby. Tylko, że my jesteśmy tu zupełnie sami. Jeśli masz grono mentalnie podobnych do siebie ludzi, osiedleńców, razem możecie wiele zrobić, nie tylko dla siebie, ale z czasem i dla otoczenia. Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam mocno kciuki :-)

Anula pisze...

Cieszę się bardzo że do mnie zawitałaś :) dzięki temu i ja trafiłam na Twój blog:) W pięknym miejscu mieszkasz i świetnie opisujesz swoje wiejskie doświadczenia. Jeszcze wszystkiego nie przeczytałam, ale bardzo mnie wciągnął Twój blog jak również pamiętnik Ewy - jest niesamowity!
Życzę spełnienia marzeń w nadchodzącym Roku :).

Gevilla pisze...

Zainspirowałaś mnie i dodałaś mi odwagi do stworzenia własnego bloga o podobnej tematyce co prawda ja dopiero zaczynam pisanie ale mam nadzieję, że tak jak Ty znajdę osoby które będą śledziły moje poczynania :) Pozdrawiam i zapraszam do siebie http://gevilla.blogspot.com/

ala kot. pisze...

Szanowna Pani,
z uwagą przeczytałam wpisy dotyczące mieszkańców Łęk Dukielskich i jako osoba będąca jej częścią, poczułam się zobowiązana do odpowiedzi na nie. Otóż jesteśmy społecznością z długą historią, wyrosłą na silnych więzach rodzinnych i sąsiedzkich. Przez ostatnie dziesięciolecia dzięki pracy i wspólnej mobilizacji udało się zrealizować wiele inicjatyw, którym decydują o dzisiejszym obrazie miejscowości. Przed wojną była to budowa Kościoła narodowego oraz dużej, jak na tamte czasy, szkoły podstawowej. Lata 50-te i późniejsze przyniosły powstanie ośrodka zdrowia, Kościoła rzymsko-katolickiego, remizy, kółka rolniczego, czy też nieistniejącego obecnie domu ludowego. Równolegle prowadzono rozbudowę szkół w Myszkowskim i na Pałacówce. W czasach najnowszych otwarto chociażby nowy Kościół, gimnazjum czy salę widowiskowo-sportową. Możnaby wymienić jeszcze kilka rzeczy, najlepiej będzie jak odeślę Panią do lektury strony internetowej, którą mamy już od kilku lat (http://www.stowlekidukielskie.dukla.org). Tam jest wszystko lepiej opisane, opisane ze szczegółami, zdjęciami itd.. Trzeba przy tym podkreślić, że wszystko to wykonaliśmy sami, własnymi rękami, bez jakiejkolwiek pomocy i wsparcia osób z zewnątrz, czy też jakichkolwiek sugestii.
W kilku miejscach narzeka Pani na zły stan infrastruktury-brak chodników, kiepską nawierzchnię dróg itd. Tym właśnie różni się z definicji miasto od wsi-sposobem urbanizacji i możliwością komunikowania się. Dzieje się także dlatego, że region, w którym mieszkamy jest chyba jednym z najbiedniejszych w Polsce i najbardziej zaniedbanych. Za ten stan rzeczy, my jako mieszkańcy, nie ponosimy winy, zresztą wystarczy zobaczyć jak wygląda Dukla, która jest miastem gminnym i powinna być teoretycznie wizytówką regionu. Jako podatnicy nie mamy tutaj większego wpływu na jaki cel przeznacza się nasze pieniądze. Przeszłość wyglądała bardzo podobne, w latach 50-tych i 60-tych przeprowadzane były u nas „obowiązkowe” zbiórki pieniądze na odbudowę zniszczonej Warszawy. Przykładowo, taki uczeń 3 klasy nie dostał świadectwa na zakończenie roku, jeśli nie złożył odpowiedniej datki na ten właśnie cel.
Co tyczy się „udogodnień”, które posiada ludność mieszkająca w miastach, nie wynika to bynajmniej z jej zaradności czy działalności w czynie społecznym. Centra są przede wszystkim ośrodkami, gdzie skupia się administracja itd. i to ona stwarza sobie warunki do lepszego funkcjonowania, ściągania inwestorów itd., Dobro i wygoda mieszkańców jest tutaj wtórnym efektem.
Jest wreszcie jeszcze jedna ważna rzecz, która odróżnia nas, mieszkańców wsi. Bardzo często jesteśmy zmuszeni wyjeżdżać do większych miast w celu dalszego kształcenia się lub za pracą, potrafimy z łatwością wtopić się w styl tamtejszego życia i nieźle radzimy sobie w nowych realiach. W drugą stronę, niestety, nie zawsze to działa…
Łęczanka