piątek, 11 marca 2011

Kogel Mogel czyli o wszystkim


Długo mnie tu nie było, niestety jakieś wredne przeziębienie wykluczyło mnie z wszelkich działań na ponad tydzień. Leżąc i patrząc bezmyślnie raz w sufit raz w telewizor, bo na nic innego nie miałam ochoty, jeszcze raz utwierdziłam się w przekonaniu, że nasza telewizja jest beznadziejna, a programy tak strasznie durne, że aż boli. Jedyne co dało się oglądać to jakieś stare kreskówki dla dzieci. Nawet z prognozy pogody można zrobić coś czego nie da się oglądać głównie za sprawą osoby prezentującej, która usilnie stara się zainteresować sobą, a nie tym o czym mówi.



-*-


Na wielu blogach, które lubię i czytam ostatnio na topie są kozy. Ja pewnie kóz hodować nie będę, chociaż nigdy nie należy mówić nigdy, ale z dziecięcych lat pamiętam kilka historii związanych z kozami właśnie, a jedna dotyczyła mnie osobiście. Byłam wtedy zupełnie malą dziewczynką, ale na tyle duża, że można mnie było wysłać do pobliskiego kiosku po masło, co moja mama zrobiła. Wręczając mi takie oto 20 zł. (zdjęcie z zasobów internetu).


W drodze do kiosku mijało się łąkę na której pasły się kozy. Kozy to zwierzęta bardzo towarzyskie, więc zboczyłam z drogi, aby je pogłaskać. Miałam w ręku owe 20 zł i zaczęłam sobie nim wymachiwać. Koza doskoczyła i w mgnieniu oka 20 zł znikło w jej pysku. Cóż było robić, wróciłam do domu bez masła i bez pieniędzy, jakąś karę pewnie dostałam, ale nie pamiętam już jaką. W każdym razie przez całe życie towarzyszy mi ta historia i przy większych czy mniejszych uroczystościach rodzinnych zawsze ktoś mówił „ A pamiętacie jak to Hance koza 20 zł zjadła?” (bo niektórzy w rodzinie właśnie Hanka na mnie mówią).
Druga historia, znana z opowiadań, dotyczy mojej Babci i jej kozy. Babcia miała kiedyś kozę i ta koza wszędzie za nią chodziła, nawet do sklepu. Pewnego razu zachorowała i trzeba było iść po jakieś lekarstwa, które kupowało się wtedy w Aptece, a nie jak obecnie u weterynarza. Było już późno i wykupić receptę poszedł wujek. Kolejka była spora, ale wujek coś tam powiedział, że lek pilnie potrzebny dla chorego no i go życzliwie przepuszczono. Wujek czeka grzecznie na lek, niepewnie rozglądając się na boki, aż tu od okienka słyszy głos „ A ta koza to ile ma lat?”. Nie musze opisywać co było dalej. Wujek najadł się wstydu co niemiara i dostawszy lek czmychnął czym prędzej do domu.

A to kózka naszych znajomych


Na krótko przed moim przeziębieniem dotarła do mnie moja wymarzona Janomka. Nowa maszyna do szycia. Wcześniej nawet nie wiedziałam, że takie maszyny istnieją. Świat maszyn jaki się wokół mnie obracał to głównie maszyny Łucznik i Singer. No i jak miałam kupić nową (po dwudziestu kilku latach) pomyślałam właśnie o tych markach wierząc, że co polskie to polskie, no albo niemiecka solidność. Przed zakupem postanowiłam jednak upewnić się na forach internetowych o słuszności swojego wyboru. I co się okazało, że i Łuczniki i Singery to obecnie chińszczyzna, niestety. No i wybór padł na Janome. Maszyna jest nawet za bardzo wypasiona jak na moje potrzeby, chociaż w planie mam szycie patchworków. Rewelacyjne jest automatyczne nawlekanie igły, z tym zawsze jest problem oraz wspaniała szeroka gama ściegów, a także liter. Można wyszywać monogramy.



A to pierwsza rzecz, którą udało mi się uszyć nim choróbsko rozłożyło mnie na łopatki. Taka sobie mała poszewka na jasiek. Uszyta z apaszki i polarku.







-*-


Chyba jak skończy się remont będzie mi brakowało pakowania i rozpakowywania. Znów musiałam spakować cześć rzeczy, głównie dekoracyjnych, żeby ich bez końca nie przestawiać. Przedtem je zostawiłam bo chciałam żeby nawet w prowizorycznych warunkach było jakoś przytulnie. Jednak zbliżający się remont kuchni wymusił na mnie konieczność zapakowania kolejnych rzeczy, nawet w trosce by się nie uszkodziły. Przy okazji zrobiłam im zdjęcia.



Szklany samochód ma ponad 50 lat. Pucharki przywiezione przez córkę ze Szwecji. Są gliniano-ceramiczne. Pudełko po herbacie nie bardzo stare, ale dość oryginalne.

-*-
Na koniec opiszę historię, która spędziła nam sen z powiek na wiele godzin. Otóż parę dni temu nasz kot Kacper wpadł do domu i nie jak zwykle prosto do kuchni, gdzie są miski z jedzeniem tylko do pokoju pod stół. Mąż zdążył krzyknąć „on jest cały mokry!”. Nie dość, że cały mokry, z wyjątkiem łba, cały był brudny i śmierdzący! Zanim to do mnie dotarło chwyciłam go i wyniosłam do kuchni. Tam się okazało, że musiał wpaść do ustępu, bo nie była to ani fosa ani nawet szambo, coś znacznie gorszego! Zawsze wydawało mi się, że kot takie miejsca omija, ale może pognał za myszą. Zajęcia mieliśmy na dobre dwie godziny. Najpierw dokładna kilkakrotna kąpiel kota, nawet nie protestował. Chyba nigdy nie widziałam tak wdzięcznego spojrzenia kociego J. Potem mycie podłóg i generalnie wietrzenie domu. Na koniec pozapalaliśmy kadzidełka i usiedliśmy, była 3 nad ranem, a mieliśmy iść wcześniej spać. Okazuje się , że na wsi czyha na kota jeszcze więcej niebezpieczeństw niż w mieście, tyle, że przecież w większości los kota mało kogo obchodzi. Jak opowiadałam historię sąsiadce, patrzyła na mnie z niedowierzeniem, tyle zachodu ze zwykłym dachowcem, przecież by się wylizał. Pewnie na -10 stopnowym mrozie, na pewno. W każdym razie Kacper przykrego zdarzenia nie odchorował, ale mam nadzieję, że będzie to miejsce omijał z daleka.
-*-
A już tak zupełnie na zakończenie 2 zdjęcia - wspomnienie z dzieciństwa.

 




Moja Niania Marta ze mną oraz wózek mojego dzieciństwa no i mała Ania w nim.



Serdeczności dla Wszystkich


Anula




PS. W następnym poście najprawdopodobniej relacja z remontu bo zaczyna się coś dziać.

15 komentarzy:

ankaskakanka pisze...

Bardzo ciekawy post, zawierający w swej treści wiele fajnych tematów. Zacznę od jasia, pomysł super. Uśmiałam się natomiast z opowiadania o kozie. Dowodzi to prawdzie, że koza zje wszystko. A kot? Wiele razy śmiałam się z zachowania mojej pieski. Po to są pupile. Zdjęcia z dzieciństwa ciekawe. Pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

A to się działo, Kacper był chyba wystraszony bardziej niż Wy, gdzieś czytałam ostatnio, że kot wpadł do beczki z ropą i też go ratowali, ostatnio moczyłam pranie w wannie, a Gucio chodzi po brzegu i mówię do niego" łaź, łaź, wpadniesz do wody". Autko jak ze szkła butelkowego, pucharki super , a pudełko po herbacie jak towar pakowany na kontenerowiec. Podusia śliczna, mam takie chustki, bo miałam szyć tunikę z kwadratów, ale jakoś zeszło, może coś wymodzę. Jaki śliczny dzidziuś w wózku i obok niani!
Takie kozy mi się marzą, pa, Anulko.

Riannon pisze...

Uwielbiam stare fotografie, analizowałam każdy szczegół. To tak, jakby świat zatrzymał się w jednym kadrze, świat, którego już nie ma. Te 20 zł oglądałam, jak jakiś egzotyczny pieniążek, bo nie znam takiego :-)
Koty, cóż- i one przeżywają swoje przygody. Dobrze, że udało się mu wyjść z tego, w co wpadł i dotarł do domu. Pozdrawiam ciepło :-)

Asia i Wojtek pisze...

Dobrze, ze Kacper do domu przybiegł, bo mokry na mrozie - brrr, aż strach myśleć!Ja nad swoimi zwierzakami jak kwoka się trzęsę, co jakiś czas zwołując towarzystwo, żeby zrobić " kolejno odlicz".

M. pisze...

U nas pies Piątek robi takie szambiarskie numery. O kozach nie będę nic pisać, bo od wczoraj jest ich już 12! O matko ...
Super zdjęcia! Muszę koniecznie poprosić moją mamę żeby coś wyszperała. Kraków 61 i dzidziuś Maka.
Pozdrawiam cieplutko! Magda

ZiŁ pisze...

Gromkie "meeeee" w kwestii kozich opowieści:)

Auto rządzi.

Svarta pisze...

:)) No wreszczie slynna historia ujrzala swiatlo dzienne :)) W ogole mi wylecialo z glowy, ze te maszyne masz zamiar nabyc :)) A ten samochodzik to chyba jest taka jakby butelka bo chyba nawet korek byl.

Anula pisze...

Aniu dziękuję, miło, że do mnie zagladasz :)

Marysiu autko rzeczywiście ze szkła butelkowego, zreszta z tyłu ma korek, może też stać pionowo. Ja sporo apaszek wykorzystałam na poduszki. O to może bedzie kiedyś jeszcze jedna hodowczyni kóz :).

Riannon bardzo ładnie powiedziane "Świat zatrzymany w kadrze" chociaż to tyko mój mały świat ;). Wszystkie zdjęcia wykonane w moim rodzinnym mieście Skierniewicach. Ten duzy budynek do szkoła do której chodziłam :)Mam troche starych banknotów może kiedyś pokażę, chociaż tego akurat nie. Był okres kiedy 20 zł były metalowe i wtedy śmiano sie w rodzinie, że koza by mi ich nie zjadła :)

Asia i Wojtek ja teraz jak koty wpadaja patrze jakie maja kolory ;)

Magdo to rzeczywiście hodowla się rozrasta :), ale mleczko kozie podobno zdrowe, serek też kiedyś jadłam i mi smakował. 61 to ja już 4 latka miałam :)

Ził serdeczne dzięki :)

Z samochodzikiem dobrze pamiętasz, Martusiu, a maszyna dla mne też była niespodzianką, bo o takiej nie myślałam.

Wszystkim jeszcze raz serdecznie dziekuje za odwiedziny :)

amelia10 pisze...

Historia o kozie i 20 zl banknocie cudna. Te banknoty pamietam, a jakze Jestesmy Anulko z tych samych "czasow".
A kozy uwielbiam, to boskie stworzenia.
A te czarno-biale fotografie... to jak powrot do dziecinstwa.

Posylam serdecznosci.

Grasza44 pisze...

Anulko, Ty jak nie piszesz, to nie piszesz...ale jak już zaczniesz, to czyta się z zapartym tchem i z uśmiechem na ustach:)))Przygoda z kozą niesamowita, ale potwierdza się powiedzenie, że koza jest wszystkożerna:)))No i sama zobacz, jak tu można coś zaplanować, kiedy życie ciągle szykuje nam niespodzianki...Kacper, ten to dopiero miał przygodę, a Wy razem z nim:)))Nie zazdroszczę tego zapachu:)))Zdjęcia z dzieciństwa są urocze, a wózek i ja miałam podobny, strasznie mi się te stare wózeczki podobają. Moc uścisków i pozdrowień Ci przesyłam.

kasiexa pisze...

to się mieliście z Kacprem, mój o tym samym imieniu wybyl 16 lutego i nie wróci...ech...

Grasza44 pisze...

Anulko, kochanie zaprosiłam Cię do zabawy...mam nadzieję, że się przyłączysz, wpadnij do mnie! Pozdrawiam serdecznie.

Anula pisze...

Amelio bardzo mi miło, że mamy wspomnienia z tych samych lat :) podobne sentymenty :)

Graszko dziękuje, fakt, że długo nieraz mi schodzi zanim zabiore się za kolejnego posta, chociaż tematów w głowie kłębi się jeszcze sporo :)

Kasiexa dziękuję i pozdrawiam :)

Anula pisze...

Graszko dziękuję za zaproszenie postaram się dołaczyć do zabawy :)

Grasza44 pisze...

Anulko, cieszę się...nie musisz się spieszyć:))) Pozdrawiam cieplutko.