poniedziałek, 12 stycznia 2009

Święta w Berlinie, Sylwester we Dwoje








To były, jak dla mnie, bardzo nietypowe Święta. Nie było przedświątecznej krzątaniny, generalnych porządków i wielkiego pieczenia i gotowania. Okres przedświąteczny i Święta spędziliśmy u córki męża w Berlinie. Trochę pobiegaliśmy po sklepach, jako że sporo jest rzeczy których u nas kupić nie można. Przynajmniej tu gdzie mieszkamy. Ze sklepów z artykułami gospodarstwa domowego i artykułami dekoracyjnymi trudno było mnie wyciągnąć. Odwiedziliśmy najelegantszy i najdroższy sklep czyli KaDeWe, który w tym roku udekorowany był bajkowo – dosłownie. Warto było zobaczyć ze względu na przepiękne dekorację, niekoniecznie robiąc tam zakupy. Wpadliśmy też na kawę po Irlandzku i tort na Potsdamer Platz oraz wypiliśmy grzańca na jednym z wielu, organizowanych w okresie przedświątecznym, kiermaszy. W sumie było miło, na luzie i bez pośpiechu, bez przymusu, że coś koniecznie trzeba zrobić bo bez tego Świąt nie będzie. Zgodnie z tradycją była choinka, sianko pod obrusem, opłatek, barszczyk, pierogi, ryba „po grecku” oraz kompot z suszonych owoców no i prezenty. A najważniejsze, że było rodzinnie i serdecznie. Jedynym minusem w naszym wyjeździe była podróż, którą umyśliliśmy sobie nie samochodem, a koleją i autobusem, niby miało być wygodniej, okazało się jednak niewypałem. Najwięcej zastrzeżeń mam do PKP, że w dobie internetu nie można biletu do Berlina zarezerwować tą drogą, a jedynie kupić na dworcu gdzie są kasy międzynarodowe, czyli od nas najbliżej w Rzeszowie, a to przeszło 50 km. Wracając kupiliśmy sobie miejsca w tzw. kuszetce. Pociag jechał z Berlina do Krakowa calą noc. Upakowani jak śledzie, 6 osób w przedziale, nie można usiąść, tylko leżeć, straszna duchota, nie ma gdzie położyć bagażu, dla mnie koszmar. Nie było nawet porannej kawy, podobno kiedyś była. Pierwszy raz podróżowałam kuszetką i mam nadzieję że ostatni. Czy nie mogłyby być kuszetki 4 osobowe, nawet za dopłatą. Skostniała PKP nadaje się chyba tylko do odstrzału i niech to będzie jak najszybciej. Czy nie należy nam się za w końcu nie tak małe pieniądze podróż w lepszych warunkach? Na osłodę kolej w Berlinie i ta naziemna i podziemna funkcjonuje kapitalnie i przejechanie Berlina wzdłuż i wszerz nie stanowi większego problemu.
Nowy Rok spędziliśmy we dwoje przy lampce wina, eleganckiej kolacji i szampanie, oglądając zdjęcia i wspominając niesamowicie pracowity i obfitujący w różne nietypowe zdarzenia rok 2008.

Wszystkim którzy trafią na mój blog życzę aby ten nowy 2009 rok spełnił pokładane w nim nadzieje i oczekiwania.

Anula

2 komentarze:

Agatek pisze...

Anulo wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.
Gdy czytam o podrozach pociagiem to tez sie zastanawiam czemu PKP nie popracuja nad komfortem w jakim pasazerowie podrozuja. Wielu moich irlandzkich znajomych, ktorzy odwiedzili Polske narzekaja na jak ma sie stosunek ceny za przejazd do jakosci przejazdu. Moze za pare lat to sie zmieni

Anula pisze...

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga i zyczenia :-). Dużo rzeczy sie w naszym kraju zmienia na lepsze, niestety PKP jak na razie wygląda na niereformowalne począwszy od wyglądu dworców, a skończywszy na podróżowaniu pociągiem.
Pozdrawiam serdecznie
Anula