Znałyśmy
się od mojego pierwszego dnia pracy czyli
od, o ile dobrze pamiętam, od 9 września 1979 r. Pamiętam, że było to w
toalecie, myłyśmy ręce, jestem Jadzia powiedziałaś i zostałyśmy przyjaciółkami
na wiele, wiele lat. Byłaś u mnie kiedy urodziłam córkę, byłaś ze mną kiedy
zmarli moi rodzice. Odwiedziłaś mnie, kiedy wyjechałam daleko od Warszawy. Nie
powiedziałaś o swoich problemach ze zdrowiem, gdy ja miałam problemy z własnym
życiem. W dniu kiedy ukazał się nekrolog, napisałam do Ciebie na Skypie.
Przeczucie?7 zmysł? Nie odpowiedziałaś. Nie mogłaś. Nie było Cię już tutaj.
Jadziu do zobaczenia w lepszym świecie.
poniedziałek, 30 października 2017
wtorek, 3 października 2017
Trzy miasta - Trzy katedry
Tak się złożyło, że podczas mojej pracy jako opiekunka byłam w
trzech miastach, które poszczycić się mogą słynnymi katedrami i udało mi się je zobaczyć. Te miasta to Aachen,
Kolonia i Regensburg. To skłoniło mnie
też, żeby trochę więcej dowiedzieć się na
temat katedr w ogóle, a w szczególności o tych które zwiedziłam. Zachęcona też
przez męża mojej pierwszej podopiecznej do przeczytania książki Kena Folleta
Filary Ziemi, której jednym z głównych wątków jest budowa katedry zaraz po
powrocie do domu pobiegłam po nią do biblioteki. Wiedza zdobyta z Wikipedii na temat
poszczególnych katedr uzupełniona wiadomościami z
książki sprawiła, że patrzę teraz
na katedry zupełnie inaczej. Katedrami przyjęło się nazywać wielkie kościoły
wznoszone w stylu gotyckim lub romańskim. Były one też zwykle siedzibami
biskupów. Budowa katedr ciągnęła się dziesiątki, a niekiedy i setki lat!, a
zmieniający się w jej trakcie budowniczy narzucali budowli swój styl. Stąd
niektóre charakteryzuje wiele odmiennych motywów, które wprawne oko znawcy na
pewno wychwyci. Budowa przerywana była z powodu toczących się wojen, polityki
ówczesnych władców, a także braku funduszy. Niekiedy przerwę w budowie
powodowały pożary lub katastrofy budowlane powstałe na skutek błędnych wyliczeń
ówczesnych budowniczych chcących katedry wznosić coraz wyższe. Katedry
charakteryzują się wysokością głównej nawy przekraczającej często 30 m. To powoduje, że kiedy wchodzimy do katedry wzrok
mimowolnie biegnie ku górze, tak jak to było w zamiarze budowniczych, do nieba,
czyli do Boga. W innego typu kościołach zwykle wzrok kierujemy na ołtarz, bo to
on przykuwa nasza uwagę. Wielkość
budowli, a zwłaszcza ich wysokość jak i ilość rzeźb i koronkowe niemal wykonanie
wież świadczą o kunszcie i zdolnościach dawnych budowniczych, a przede
wszystkim o ogromie wykonanej pracy. Fakt, że trwała ona lata. Lekkości tym
potężnym budowlą dodają liczne witraże.
Katedra w Aachen
Widok na kaplice pałacową
Katedra
Wnętrze kaplicy pałacowej
Świecznik Barbarossy
W głębi relikwiarz NMP
Pierwsza katedrą na mojej drodze była katedra w Aachen
(Akwizgranie) pod wezwaniem św. Marii w Akwizgranie, mieście przy samej
belgijskiej granicy. Katedra składa się z 3 części, z których najstarsza
powstała za czasów panowania Karola Wielkiego. Jest to tzw. Kaplica Pałacowa
Karola Wielkiego wzniesiona w latach 780-800. Pełniła ona funkcję Kaplicy
Koronacyjnej. Miały tu miejsce koronacje 32 króli niemieckich. Kaplicę
wzniesiono na planie koła, które symbolizuje Niebo. Chór opierający się
na czworokącie to symbol życia ziemskiego, natomiast całość opiera się na
planie ośmiokąta symbolizującego wieczność. Katedra jest miejscem spoczynku
Karola Wielkiego jak również jednych z najważniejszych relikwii kościoła
chrześcijańskiego. Są to relikwie Marii, Jezusa i Jana Chrzciciela. Relikwie te
były prezentami, które Karol Wielki otrzymał podczas koronacji. Tradycja
wystawiania relikwii co 7 lat jest dalej kontynuowana. Ostanie miało miejsce w
2014 roku Oprócz wspomnianych relikwii może się ona poszczycić Świecznikiem Barbarossy z XII w, podarowanym
przez Fryderyka I Barbarossę stąd nazwa oraz odlanymi około roku 800 wielkimi
drzwiami nazwanymi Wilcze Wrota ważącymi ponad 4 tony. Świecznik Barbarossy
wisi w kaplicy pałacowej. Ma 4,20 m średnicy, wisi na 27 m łańcuchu, 4 metry
nad posadzką. W dobie wczesnego romanizmu, XI wiek, katedra została rozbudowana,
natomiast lata 1355-1414 to czas budowy prezbiterium i ukończenia budowli. Prezbiterium
czyli przestrzeń w kościele przeznaczona dla duchowieństwa ma 25 m długości, 13
m szerokości i 32 m wysokości.
Katedra w Kolonii
Następna to katedra Św. Piotra i NMP w Kolonii. Budowa jej trwała
z przerwami około 600 lat. Budowę rozpoczęto w 1248 roku, a ukończono w 1880. Kamień
węgielny pod budowę katedry położono w 1248 roku. Ponad 70 lat trwała budowa
prezbiterium, którego uroczyste poświęcenie nastąpiło w 1322 roku. Do roku 1510
trwała budowa wieży południowej na której zawieszono 3 dzwony. Potem prace
ustały na ponad 300 lat. W 1842 roku król pruski Fryderyk Wilhelm I V położył kamień węgielny pod dalszą budowę
katedry. Jest to najwyższa katolicka katedra na świecie i najwyższy kościół
gotycki w Niemczech. Wieże katedry wznoszą się na wysokość 157 m. Jej wymiary też budzą podziw i uznanie
dla budowniczych. 144 m długości i 86 m szerokości. I tu też znajdują się cenne
dla katolickiego świata relikwie – Relikwie 3 Króli. Na wieżach katedry wisi 12
dzwonów z których jeden Dzwon św. Piotra jest największym i najcięższym bijącym
dzwonem w Europie.
Katedra w Ratyzbonie
Ogród katedralny w miejscu pierwszej katedry
Kolejna katedra to Katedra pod wezwaniem Św. Piotra w
Ratyzbonie
(Regensburgu). Jest to jedna z najznamienitszych budowli gotyckich w
południowych Niemczech. Budowę jej
rozpoczęto około IX wieku i ukończono około XI –XII wieku. Niestety pożar około
roku 1273 zniszczył katedrę. Pozostała po niej jedna z wież, a na jej miejscu
jest obecnie ogród katedralny. Budowę nowej katedry rozpoczęto 1290 roku
natomiast ostateczne ukończenie budowli nastąpiło w 1872 roku. Budowa tej katedry też została
wstrzymana na wiele lat. Na przestrzeni XVII I XVIII wieku kościół otrzymał
liczne wykończenia barokowe jednak w XIX w na polecenie króla Bawarii Ludwiga I
przywrócono katedrze jej gotycki charakter. Katedra ma 86 m długości i 34,80 m
szerokości, jej wieże od podstawy mierzą 105 m, a wysokość nawy głównej 32 m.
Wszystkie trzy katedry są na liście światowego dziedzictwa kultury
UNESCO.
Każda z katedr jest inna. Na pewno niezaprzeczalnie najpiękniejsza
i budząca największe wrażenie jest ta w Kolonii, ale największy urok ma dla
mnie ta w Ratyzbonie. Ratyzbona to nie jest wielkie miasto jak Kolonia. Jest o połowę mniejsze jeśli
chodzi o liczbę ludności od Aachen. Nie ma tu wieżowców. W większości jest to
niska zabudowa, a stare miasto, które również znajduje się liście światowego
dziedzictwa kultury UNESCO otacza ściśle katedrę. Katedra dominuje
niepodzielnie nad miastem. Jej wieże wyłaniają się spośród czerwonych dachów
miasta. Idąc wąskimi uliczkami starego miasta
nagle stajemy przed jej ogromem, ale ona tutaj po prostu pasuje.
Pozostałe dwie katedry są trochę wyobcowane wśród otaczających ich
współczesnych budowli choć niewątpliwie nie mają wśród nich konkurencji i to
one przyciągają wzrok.
Zdjęcia, niestety, nie wszystkie udane, szczególnie we wnętrzach gdyż nie zawsze miałam ze sobą aparat, w większości korzystałam z tabletu.
Pozdrowienia z Regensburga
sobota, 16 września 2017
Przystanek Regensburg - Bawaria
Po trochę przydługim pobycie w
Polsce (miał być miesiąc, a wyszły prawie dwa), znów jadę do Niemiec. Tym
razem do Regensburga, w Bawarii. Podróż znacznie krótsza, bo tylko 17 godzin
autokarem.
Jadę do małżeństwa, ale do
opieki mam mieć głównie panią, chociaż wiadomo pomaga się ogólnie rodzinie. W
autobusie zastanawiam się jaka to będzie rodzina z którą przyjdzie mi spędzić
najbliższe dwa miesiące. Podoba mi się w tej pracy to, że poza obowiązkami zwiedza się
też przy okazji różne miasta i odwiedza różne domy. Jest to też jakaś forma poznawania innych
zwyczajów, nowych miejsc i nowych ludzi. Jak się trafi na niezbyt miłą
podopieczną czy rodzinę, to w końcu to tylko 2 miesiące, da się przeżyć.
Na miejscu jestem około 5.30. Czeka
na mnie opiekunka, z mężem podopiecznej. Od razu łapiemy kontakt. Spędzimy
razem cały dzień, bo ona wyjeżdża dopiero wieczorem. Sporo czasu na przekazanie
szczegółów dotyczących pracy.
Pierwsze wrażenie nadzwyczaj
dobre. Państwo mieszkają na obrzeżach miasta w dużym domu z ogrodem. Starszy pan wydaje się miły. Ma ponad 90 lat,
ale dalej jeździ samochodem. Dowiaduję się też, że dobrze radzi sobie z obsługą
komputera. Spędza przy nim po kilka godzin dziennie. Pani, 91 lat, ma poważne
problemy z chodzeniem i wykonywaniem podstawowych czynności z powodu chorób
reumatycznych. Chodzi z laską lub balkonikiem, ale trzeba na nią uważać żeby
się nie przewróciła. Podobno w ostatnim czasie kilka razy się to zdarzyło bo
koniecznie chce być samodzielna.
Natomiast dwa razy dziennie po
kilkanaście minut pedałuje na rowerku. Niesamowite.
Na początku mam trochę problemy
z porozumiewaniem. Trochę z powodu 2 miesięcznej przerwy, trochę ze
zdenerwowania. Pan trochę niedosłyszy, Pani natomiast słuch ma nad wyraz dobry,
o czym przekonałam się już pierwszego dnia włączając czajnik, aby wypić herbatę
po obiedzie. – Co tak szumi? zapytała Starsza Pani, mimo że siedziała
w drugim końcu salonu. Oni piją wodę, ja lubię po obiedzie herbatę. Trudno,
mogę się dostosować do różnych rzeczy, składania ściereczek na 3 , a nie na
dwa, podawania innych talerzyków do śniadania, innych do kolacji, a jeszcze
innych do obiadu, tak samo, ze sztućcami, ale swoich przyzwyczajeń żywieniowych
nie zamierzam zmieniać w drastyczny sposób. Wywalczyłam twarożek na śniadanie , którego w tej rodzinie się nie jada w ogóle. Starsi państwo jedzą tylko żółty ser i marmoladę.
Na szczęście mąż podopiecznej kupuje taką z gorzkich pomarańczy, która mi smakuje.
Podopieczna nie lubi też żadnych innowacji w przygotowywaniu obiadów, więc po paru
moich „nieudanych” próbach gotowania przydreptała do kuchni, aby
pokazać mi jak przyrządza się kapustę kiszoną z surowym boczkiem. I dobrze, bo
to co zobaczyłam znacznie odbiegało od tego co zamierzałam zrobić.
A więc najpierw w garnku
rozgrzewa się olej i przysmaża na nim cebulę, dość mocno, następnie wrzuca się
puszkę kiszonej kapusty i wlewa taką sama, odmierzaną puszką ilość wody. Do
tego wkłada się około 8 centymetrowej grubości płat surowego boczku pokrojonego
na 3 części (dla 3 osób) i gotuje się pomału 2 godziny. Prawie żadnych przypraw
poza jedną łyżeczką kminku.
Zawsze myślałam, że w kwaśnej
kapuście mięso się nie ugotuje, ale o dziwo ugotowało się. Podaje się tę
kapustę z ugotowanymi w mundurkach ziemniakami. Na talerzu każdy sobie dosala i
żeby ładnie powiedzieć dodaje pieprzu.
Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu
Starsza Pani schrupała wszystkie chrząstki, aż mnie zęby zabolały, a Starszy Pan zjadał
pozostałą kapustę, na zimno, mimo, że chciałam podgrzać, przez dwa dni do kolacji, czyli do chleba z
marmoladą. To akurat mnie nie zdziwiło bo w poprzednim domu mąż podopiecznej dołożył sobie pozostały z poprzedniego dnia gulasz do ryby. No cóż jeśli chodzi o kuchnię niemiecką jak i o kulturę jedzenia to nie mam o Niemcach najlepszego zdania. W większości jest to kuchnia oparta na gotowych półproduktach, albo wręcz gotowych potrawach. Wrzucić do piekarnika, albo na patelnię i gotowe. Ważne, żeby było szybko i mało roboty to drugie chyba przeważa. Nikt w domu nie robi klusek, placki ziemniaczane też są gotowe, ciasta się kupuje, ewentualnie gotowy biszkopt na to mus jabłkowy i bita śmietana oczywiście gotowa. Moja podopieczna dzień w dzień na śniadanie i na kolacje je taki sam chleb z masmixem, morelową marmoladą posypaną ziarnami słonecznika i na to żółty ser, zawsze ten sam. Asortyment produktów, które jedzą jest bardzo ograniczony. Moje nieśmiałe propozycje, że może ugotuję coś innego pozostały jak dotąd bez odpowiedzi. No cóż z drugiej strony może trudno się dziwić mają swoje lata i swoje przyzwyczajenia.
Nie pierwszy raz zachwyciły
mnie w Niemczech… cmentarze. Tak się złożyło, że w poprzednim miejscu mojej
pracy często siadałam z podopieczną na ustronnej ławeczce z której roztaczał
się widok na cały cmentarz, a tutaj skracając sobie drogę do sklepu idę przez
dwa cmentarze. Idąc podziwiam pięknie utrzymane groby, całe w zieleni i
kwiatach. Rosną róże, bukszpany, azalie, wrzosy, najróżniejszego rodzaju krzewy
iglaste i liściaste. Niektóre groby są jak ogród kwiatowy inne toną w zieleni
owinięte przez liście bluszczu. Wokół grobów rośnie trawa, albo wysypany jest
żwirek. Nie ma tylu zniczy co na naszych grobach. Jest zwykle wyznaczone miejsce
na jeden znicz, czasem dwa. Niemcy nie lubują się też w sztucznych kwiatach,
przeważają żywe. Zainteresowały mnie natomiast niewielkie kamienne, albo
metalowe pojemniczki z zamknięciem i niewielką szczoteczką w środku znajdujące
się na wielu grobach. Często bardzo ozdobne. Otóż jest to pojemnik na wodę
święconą, a szczoteczka to kropidełko. Czasami zastępuje się je gałązką tui.
Jest tu zwyczaj skrapiania grobu święconą wodą podczas modlitwy. Innym
zwyczajem jest umieszczenie na nowym grobie informacji o zmarłej osobie wraz z
jej zdjęciem.
Tajemnicze pojemniki
Te cmentarze naprawdę wyglądają jak ogrody.
poniedziałek, 26 czerwca 2017
Pierwsze spotkanie z Alzheimerem
Książki do malowania dla dorosłych
Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że jest to taka
straszna choroba. Często mówiło się o
niej w żartach traktując jako rodzaj trochę większego zapominalstwa. Tymczasem
jest to bardzo poważna choroba, prowadząca do śmierci. Nie ma na nią lekarstwa,
można jedynie spowolnić jej postępowanie, co wymaga wiele wysiłku i
zaangażowania całej rodziny, a jak rodzina nie daje rady zatrudnia do pomocy
opiekunkę. Do takiej właśnie pracy trafiłam.
Pomalowane przez moją podopieczną
Moją podopieczną okazała się pani, nazwijmy ją Berta,
która miała już w dość znacznym stopniu zaawansowaną chorobę Alzheimera. Opiekę
nad nią sprawował mąż. Biorąc pod uwagę jej wiek - 67 lat, wydawało mi się, że
na pana Alzheimera to o wiele za wcześnie, ale zdarzają się przypadki u dużo
młodszych osób. Jedną z najmłodszych osób u której zdiagnozowano Alzheimera jest Michelle. Zdiagnozowano u niej tę chorobę gdy miała 39 lat. Tu można o tym przeczytać.
Największe ryzyko zachorowania jest jednak po przekroczeniu 64 lat.
Było to
moje pierwsze zetknięcie się z tą chorobą w takim stadium i w takim wieku. To z
czym miałam do czynienia wcześniej, w mojej rodzinie czy słyszałam od znajomych
dotyczyło osób dużo starszych, schorowanych, mało aktywnych. Tu zastałam kobietę pełną energii, która nie
bardzo wiedziała co z tą energią zrobić, bo w otaczającej ją rzeczywistości nie
umiała się odnaleźć. Trzeba jej było wypełnić czas różnymi zajęciami na miarę
jej możliwości, ale też nie zupełnie głupimi, jak np. dzielenie fasolek na
czerwone i białe. Najważniejsze było to, że Berta poczuła do mnie zaufanie, a z
czasem stałam się niemal członkiem rodziny. Najsmutniejsze natomiast, że odkąd
pojawiła się choroba zniknęły wszelkie dawne przyjaźnie. Nikt jej nie
odwiedzał. Pomijając niezbyt częste wizyty dzieci, była tak naprawdę sama z mężem
no i ze mną. Mąż już nie dawał rady z prowadzeniem domu, którym wcześniej
zajmowała się Berta i dodatkowo opieką nad nią. Dzieci mieszkały w innych miejscowościach, rodzeństwa Berta nie miała. Jeśli ktoś powie,
że rodzice opiekują się dziećmi to dzieci powinny potem rodzicami to w
przypadku Alzheimera się myli. Opieka nad chorym na Alzheimera to 48 godzin na
dobę, a niektórzy mówią, że więcej. Tu nie ma szans na poprawę. Może być tylko
gorzej. To nie dziecko, które rośnie i jest coraz mądrzejsze. Tu jest wręcz
odwrotnie. To choroba mózgu. Brzydko nazywana też otępienną. Ale taka prawda.
Osoba chora traci kontakt z rzeczywistością. Nie wie jaki jest dzień, jaka pora
roku, nie potrafi kojarzyć faktów. Zauważy okruszek na stole, ale paczki
chusteczek nie widzi. Żyje w świecie, który trudno nam zrozumieć. To taka
częściowa śmierć za życia. Nie ma tę chorobę lekarstwa. Można jedynie ćwiczeniami
umysłowymi, zdrowym stylem życia, odpowiednią dietą i odpowiednim stosunkiem do
chorego spowolnić jej postępowanie. Na pewno też każdy chory zachowuje się
inaczej. Moja podopieczna w momencie rozpoznania choroby miała około 65 lat.
Choroba postępowała u niej gwałtownie, potem trochę wyhamowała. Do mojego
przyjazdu trwało to około 2 lat. Wcześniej była kobietą bardzo aktywną i
zawodowo i w domu. Jeździła samochodem, na rowerze. Sporo podróżowała z mężem.
Jej biblioteczka świadczyła o zainteresowaniu literaturą, a liczne książki
kucharskie i ogrodnicze, że lubiła też gotowanie i ogród. Kiedy rozpoczynałam pracę wydawało mi się, że Berta
czyta książki. Leżały na szafce przy łóżku i często z nimi chodziła,
przekładała, kartkowała. Pomyślałam, że
jeszcze nie tak źle. W krótkim czasie okazało się jednak, że były to książki,
które kiedyś przeczytała, może ulubione, ale na pewno już ich wtedy nie
czytała. Po paru dniach znalazłam jedna w koszu na śmieci.
Podstawowym problemem z Bertą było bezwiedne chowanie
przez nią przedmiotów i potem mówienie, że wszystko jej ginie. Chowała, a
właściwie to przekładała w inne miejsce rożne przedmioty w domu. Szukaliśmy
ich z mężem Berty i znajdowaliśmy w najmniej spodziewanych miejscach. Niektórych
nie udało się odnaleźć. Trzeba było pilnować ją przy ubieraniu, bo wkładała po
kilka warstw bielizny. Jeśli obudziła się w nocy (spała w swoim pokoju) mimo,
że była niewyspana i zmęczona zaczynała się ubierać. Trzeba było interweniować.
Namówić do spania, chwilę porozmawiać. Miała zegarek na ręku i często
sprawdzała na nim godzinę, ale raczej nieświadomie. Ciągle uczyłam się czegoś
nowego na co trzeba zwracać szczególną uwagę. Po pierwsze, żeby zapewnić bezpieczeństwo,
po drugie żeby sobie trochę ułatwić pracę. Chwile grozy przeżyłam, kiedy Berta
wtargnęła mi na ulicę przy czerwonym świetle. Po prostu spojrzała na zielone
światło, które było nad jej głową, dla samochodów. Na moją uwagę, że światło na
które ma patrzeć jest na wprost, zdziwiona wzruszyła ramionami, czyli było jej
wszystko jedno gdzie to zielone światło zobaczy. Przy przejściach bez świateł
raczej zawsze uważała. Kiedy byłyśmy w sklepie niczego nie brała, czasami
oglądała, ale kiedy powiedziałam, że tego nie potrzebujemy, odkładała na półkę.
Jeśli poprosiłam wybierała sobie jogurt, czy wędliny na jakie miała ochotę. Z
czasem jednak chodzenie po sklepach zaczęło ją denerwować. W domu miałam
problem bo chodziła do piwnicy, wyjmowała przeznaczone do prania rzeczy z
koszy, składała w kostkę i przynosiła na górę . Jak nie zauważyłam, rzeczy
lądowały razem z czystymi w szafkach i trzeba było od nowa segregować. Potem przeniosłam kosz z rzeczami do
prania w inne miejsce w piwnicy, a przy
pralce stał zawsze pusty kosz i problem
zniknął. Z chorym na Alzheimera się nie walczy. Ciężko mu coś wytłumaczyć,
zmusić do zrobienia tego co byśmy chcieli. Musimy jakimś fortelem sprawić, ze
chory zrobi to chcemy. W przeciwnym
razie chory się zdenerwuje. Poczuje się zagrożony. Od zdenerwowania do jeszcze
większego zamknięcia się w sobie już tylko jeden malutki krok. Trzeba tego
unikać za wszelką cenę. Apatia, smutek, lęki to najwięksi sprzymierzeńcy Alzheimera. Jeśli chory znajdzie się w takim stanie trudno go będzie namówić na
cokolwiek. Kiedy rozpoczynałam pracę moja podopieczna miała do ułożenia puzzle
(500 elementów) i całkiem sobie dobrze radziła. Były też drewniane układanki. W
miarę zapoznawania się z sytuacją zaproponowałam książki do malowania, które
sprawdziły się bardzo dobrze. Potem starałam
się dowiedzieć czym interesowała się Berta zanim zachorowała. Co lubiła robić.
Jedna z takich rzeczy okazało się dzierganie szydełkiem. Pracę wykonywała
bardzo starannie, ale tylko jednym ściegiem. Innego nie udało mi się jej nauczyć.
Pomagałam pozszywać zrobione przez Bertę elementy. Powstało kilka bardzo
ładnych poduszek. Berta lubiła też przeglądać czasopisma i ulotki reklamowe ze
sklepów. Namawiałam ją żeby mi coś przeczytała. Czytała nie zwracając uwagi na
kropki, przecinki i akapity.
Wskazówki
dla opiekujących się chorymi na Alzheimera:
1. Zawsze
wydawaj polecenia wyraźnie, spokojnym głosem,
krótkimi zdaniami i koniecznie nawiązując kontakt wzrokowy z chorym, jeśli
trzeba powtórz kilka razy, wtedy masz szansę, że cię zrozumie
2. Nigdy
nie należy mówić choremu, że coś zrobił źle, lepiej powiedzieć, że może to
zrobić lepiej, że da radę.
3. Należy
usunąć przyczynę powodującą nieodpowiednie zachowanie chorego, a nie próbować
go oduczyć, żeby tego nie robił. U mnie tak było z rzeczami do prania i ze
zmywakiem, którego Berta używała do wszystkiego od wytarcia podłogi do
wycierania sztućców. Zniknął zmywaczek z pola widzenia i problem się rozwiązał.
4. Chorzy
lubią jak się nimi zajmujemy, suszymy włosy, czeszemy, masujemy, kremujemy itp.
5. Muzyka
relaksacyjna lub muzyka którą kiedyś słuchał, bardzo dobrze wpływa na chorego
6. Usuń
z miejsc dostępnych dla chorego przedmioty, którymi może sobie zrobić krzywdę,
albo źle zastosować np. krem do depilacji, czy żele do włosów mogą zostać
zastosowane do twarzy. Berta używała kremu do paznokci do twarzy
7. Jeśli
chory zaczyna być smutny, płacze, użala się nad sobą trzeba starać się zwrócić
jego uwagę na coś innego, czasami trzeba go po prostu zostawić. Po jakimś
czasie przestanie i nie będzie pamiętał, że płakał.
Zajęcia
dla chorego z Alzheimerem
1. Bardzo
dobrze jak chory uczestniczy w różnych pracach domowych. Póki sobie daje radę,
trzeba go angażować przy prasowaniu, składaniu prania (czystego),
sprzątania ze stołu czy nakrywaniu stołu, czy przyrządzaniu posiłków. Oczywiście wszystko pod kontrolą.
2. Oglądanie
starych albumów to bardzo dobre zajęcie, ćwiczące pamięć. Trzeba pytać gdzie to
było, jak nazywają się osoby na zdjęciach.
3. Różnego
rodzaju układanki
4. Puzzle.
Można pomóc choremu, aby najpierw ułożył ramkę, wybierając tylko puzzle
brzegowe. Wyjmowałam często z ułożonych już puzzli niektóre fragmenty, albo
pojedyncze puzzle i Berta całkiem sprawnie je uzupełniała.
5. Pytajmy
rodzinę czym się chory kiedyś interesował
6. Bardzo
dobre są książki do malowania dla dorosłych,
7. Oglądanie
telewizji. Programy o gotowaniu, przyrodnicze, koncerty. Filmy raczej odpadają
8. Spacery.
Zwykle chodziłyśmy dwa razy na godzinę lub więcej.
9. Proste
ćwiczenia relaksujące, również z piłką
Naprawdę, może ktoś nie uwierzyć, ale po 4 miesiącach, bo
tyle spędziłam z chorą za pierwszym razem smutno mi było wyjeżdżać i ją
zostawić. Zagubione duże dziecko. Niestety teraz po miesięcznej przerwie i kolejnych
3 miesiącach nie mogę się doczekać końca. Nie daję rady. Niestety najprawdopodobniej
wkrótce nikt nie da rady i jeśli pojawi się agresja, a zaobserwowałam już jej
początki to pozostanie tylko specjalny ośrodek.W kolejnych postach postaram się więcej napisać o zachowaniu chorego, o tym jak wygląda dzień z chorym na Alzheimera.
Pozdrowienia jeszcze z Niemiec
Korzenne pierniczki z Aachen tzw Printy, wyglądają pięknie, niestety strasznie twarde. Może to profanacja, ale paczuszkę którą dostałam wykorzystuję powoli do musli na mleku. W tej postaci smakują mi wybornie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























