Kolejny, a dokładnie 7 raz w przeciągu prawie 2 lat, jadę jako opiekunka, do Niemiec. I muszę powiedzieć, że jadę z przyjemnością. Język to już dla mnie nie jest problem, jak to było na początku. Uczę się jednak cały czas. Po prostu sprawia mi to satysfakcję. Poza tym
przyjemnie jest nie mieć problemów z dogadaniem się w sklepie, porozmawianiem z
taksówkarzem, często taksówką dojeżdżam do miejsca zlecenia, i wysłuchaniem opowieści podopiecznego. Często
bywam na rodzinnych uroczystościach i nie siedzę wtedy jak na przysłowiowym
niemieckim kazaniu. Ale to nie jedyny
powód dla którego z przyjemnością opuszczam Polskę i wieś na Podkarpaciu w
której przyszło mi mieszkać. Tęsknię za niemiecką kultura. Za uśmiechami
ekspedientek w sklepach, które za wszelką cenę chcą sprawić żebyś była
zadowolona, nawet pan który przywozi mrożonki z uśmiecham zostawia mi ulotki
chociaż od kilku miesięcy nic u niego nie kupiłam, albo bardzo niewiele. Jeśli
przez pomyłkę wejdę na ścieżkę rowerową, rowerzysta na mnie zadzwoni, ale potem
czarująco się uśmiechnie i przeprosi, że dzwonił. Mój podopieczny, który ma 94 lata
i ma problem ze słuchem, kiedy ogląda telewizor zbyt głośno nastawiony prosi
abym przymknęła drzwi od tarasu, żeby przypadkiem sąsiadowi nie przeszkadzało.
Mieszka w bliźniaku i tarasy oddzielone są tylko drewnianym przepierzeniem, ale
nigdy nie słyszałam sąsiada. Ludzie po prostu żyją tu tak, żeby przede wszystkim
nie przeszkadzać innym. Jak przyjeżdżam do Polski pierwsze co mnie razi to to,
że u nas jest akurat odwrotnie. Panuje totalne wolność Tomku w swoim domku. A nawet jeszcze gorzej. Myślę, że przeciętny
Polak czuje satysfakcję, jak sąsiadowi wiedzie się źle, albo przynajmniej
gorzej niż jemu. Nikt się nie liczy z tym, że komuś może przeszkadzać dym,
głośne zachowanie czy np. obsadzenie swojej posesji 4 metrowymi chaszczami. Co
z tego, że to zasłania sąsiadowi całe słońce ważne żebym ja miał. Nie rozumiem
takiego zachowania. Inaczej zostałam wychowana. I dzieje się to wszystko w
państwie uchodzącym za ostoję katolicyzmu. A
któreś tam przykazanie mówi, z tego co pamiętam NIE CZYŃ DRUGIEMU CO
TOBIE NIEMIŁE. Przykazania swoje, a ludzie swoje. Zupełnie odwrotne kierunki. Staram
się tak żyć, żeby nikomu nie przeszkadzać i wydaje mi się, że bez problemu adoptowałabym się do niemieckiego
społeczeństwa. Zresztą miałam już taka propozycję. Trochę w przenośni. Po
prostu rodzina chciała, żebym została u nich na stałe. Niestety ciągnie mnie to
tego mojego kawałka ziemi, który jest mój, ale który chętnie przeniosłabym w
zupełnie inne miejsce. Dlatego z przyjemnością wyruszam w kolejną podróż do
ludzi, którzy przywitają mnie z radością, nie będą traktować jak pomoc domową,
ale jak członka ich rodziny i gdzie będę się czuła jak u siebie. Myślę że jakby te pozytywne cechy od Niemców i
Polaków połączyć to byłby naprawdę super naród. Polacy na pewno przewyższają
Niemców zaradnością, ale jeśli chodzi o pomysłowość to jednak stawiałabym na
Niemcy. Podziwiam Niemców za ich tolerancję i zdyscyplinowanie. Jednak jest to
kraj, który przyjął bardzo dużo uchodźców i wygląda na to, że radzi sobie z tym
problemem. My boimy się przyjąć nawet
garstki. Widzę ostatnio bardzo dużo
arabskich kobiet pracujących w sklepach. Kilka razy jechałam taksówką i ani
razu nie wiózł mnie Niemiec, zawsze jakaś inna narodowość. Dużo obcokrajowców
pracuje w usługach. Społeczeństwo Niemieckie robi się społeczeństwem Multi kulturalnym
i Multi narodowościowym i może taka powinna być przyszłość świata ponad
podziałami. Globalna wioska, a nie zaścianek. Zaczęłam tak zupełnie
przyziemnie, a skończyłam globalnie.
czwartek, 20 września 2018
wtorek, 29 maja 2018
To się nadaje do SZPILEK
Pamięta ktoś może Szpilki, taką gazetę. Kiedyś jak wydarzyło się coś bardzo głupiego, nie mieszczącego się w głowie, mówiło się to się nadaje do Szpilek. Sprawdziłam w Wikipedii. Szpilki nie istnieją, natomiast durne sytuacje istnieją i istnieć będą, niestety.
Dla niezorientowanych:
Szpilki – polskie ilustrowane czasopismo satyryczne, założone w grudniu 1935 roku przez Zbigniewa Mitznera(jednocześnie pierwszego redaktora naczelnego), Eryka Lipińskiego i Zenona Wasilewskiego[1]. Programowo związane ze środowiskiem lewicy (przed II wojną światową ośmieszało obóz sanacyjny, a po niej przeciwników ustroju komunistycznego).Podobnie jak wiele innych tytułów prasowych zostało zawieszone na kilka miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego, zaś w 1990 po raz pierwszy przestało ukazywać się. W 1992 próbował reaktywować je Marek Przybylik (od lutego do kwietnia ukazało się 13 numerów Szpilek). Dwie próby reaktywacji zakończyły się niepowodzeniem i w 1994 zostały zawieszone.
W sklepie Biedronka chciałam dzisiaj kupić gazetę, konkretnie Newsweek'a trochę starego, przyznaję, wydanego na weekend majowy, ale leżał sobie na półce, a parę artykułów mnie zainteresowało. Ponieważ znów jadę do Niemiec, pomyślałam, będę miała co poczytać w drodze. Numer podwójny, gruby, będzie co poczytać, cieszyłam się do momentu dojścia do kasy. Tu okazało się, że gazety kupić nie mogę bo została już wycofana. No jak to wycofana, przecież leżała na regale - zapytałam ze zdziwieniem. - Ale w systemie jej nie ma. - odpowiedziała kasjerka. Ale ja chcę ją kupić.- usiłowałam być nieustępliwa. - Ale ja nie mogę jej sprzedać. - odpowiedziała sprzedawczyni stanowczo. Prośba o poproszenie kierowniczki, wprowadzenie gazety do systemu lub skoro jej nie ma podarowania mi jej w prezencie też nic nie dała, ostatecznie zrezygnowana wyszłam ze sklepu bez gazety. No i czy to jest normalna sytuacja? To się po prostu nadaje do Szpilek. Taka gazeta. Była kiedyś.
poniedziałek, 19 lutego 2018
Co nieco z niemieckiej kuchni
Kuchnia Niemiecka nie jest
jednolita i poszczególne landy, zresztą tak jak u nas regiony, mają swoje
tradycyjne potrawy. Nawet popularna w Niemczech sałatka ziemniaczana ma swoje
różne odmiany w zależności od landu. Podstawa do ziemniaki i cebula i sos
zwykle na bazie majonezu ale może być też winegret. Dodatki to ogórek
(konserwowy lub świeży), podsmażany boczek, natka pietruszki. Ja dodawałam np.
trochę świeżej papryki i sporo ziół.
Najbardziej charakterystyczne cechy niemieckiej kuchni duża ilość octu
używanego do potraw, głównie do sałatek, co mnie absolutnie nie odpowiadało.
Sałatki dla siebie robiłam po prostu oddzielnie. Mogłam zjeść taką sałatkę raz
na jakiś czas, ale nie codziennie. Ziemniaki,
często gotowane w mundurkach to też nieodzowny element niemieckiej kuchni. Popularne
są duże knedle ziemniaczane gotowane na parze podawane potem z ciemnym sosem.
Pieczone mięsa, golonka i kiełbasy, podobno jest ich ponad tysiąc odmian, to
podstawa niemieckiej kuchni i duma narodowa. Też miałam swoją ulubioną
kiełbaskę, której odmianę można też kupić w Polsce, ale nie w regionie w którym
mieszkam. Zawsze kupuję ją jak jestem w Warszawie, a pamiętam z dzieciństwa bo
była wyrabiana domowym sposobem razem z kaszanką i salcesonem i kupowaliśmy ją
u miejscowych rolników. U nas nazywa się czarny w Niemczech to Blutwurst (krwista
kiełbasa) lub Rotwurst (czerwona kiełbasa) lub Schwarzwurst (czarna kiełbasa).
Nie należy jej mylić z kaszanką. Wypełnienie stanowi rodzaj puddingu (prawdopodobnie
krew plus mąka) dodatki to cebulka, wędzona słonina, czasami podroby mięsne. W
smaku lekko słodkawa.Je się ją na zimno, ale ostatnio dowiedziałam się, że bywa
serwowana na gorąco jak kaszanka.
Niemcy bardzo pielęgnują swoje tradycje
kulinarne i mimo pojawienia się wielu restauracji i barów serwujących dania
włoskie, azjatyckie, chińskie, tradycyjne potrawy niemieckie nie znikają z ich
stołów. Tak jak u nas utarło się, że naszą narodowa potrawą jest bigos czy
pierogi tak można powiedzieć w Niemczech jest to golonka z kapustą lub grochem
puree. Do tego oczywiście niemieckie niepasteryzowane piwo.
Niemieckie potrawy przede
wszystkim nie są pracochłonne. Może Niemkom znanym skądinąd z zamiłowania do
porządku, nie starczało już czasu na wymyślne i zabierające dużo czasu dania.
Wszystkie obiady, które robiłam będąc ostatnio w Niemczech zajmowały mi góra
pół godziny. Podopieczna, którą się opiekowałam, sama decydowała co ma być
ugotowane, a że przekroczyła już 90 lat sadzę, że były to potrawy od lat
spożywane w tym domu, a co za tym idzie mają coś z tradycji bawarskiej. W
każdym razie po tym jak we wcześniejszej mojej pracy gotowałam co chciałam,
również polskie potrawy tutaj przeszłam szkołę gotowania po niemiecku. Jest to
jakieś doświadczenie. Czegoś się nauczyłam, a z czasem jak podopieczna nabrała
do mnie zaufania dała się nawet namówić na niewielkie zmiany.
Najbardziej dziwne były dla
mnie zupy. Przyzwyczajona jestem do zup po pierwsze na jakiejś kostce mięsnej,
po drugie z dużą ilością włoszczyzny. A tu ani tego, ani tego. Zupy były co
najwyżej 3 składnikowe. Podaję trzy przepisy na takie zupy. Była jeszcze zupa z
porów. Ten sam schemat tylko dokładało się 2-3 świeże pomidory.
Zupa cebulowa
Składniki:
Cebula
2 jajka
Natka pietruszki
Rama (podstawowy
tłuszcz do duszenia i smażenia)
Grzanki lub pieczywo
Pieprz , sól
Pokrojoną w kostkę
cebulę zeszklić z łyżką Ramy, dolać około 3 szklanek wody, gotować około 10
minut. Wlać jajka mieszając. Dodać zieloną pietruszkę, pieprz, sól. Podawać z
pieczywem lub grzankami. (grzanki robi się zwykle z białego chleba tostowego,
pokrojonego w kostkę i podsmażonego na
maśle)
Zupa pomidorowa
Składniki:
Puszka pomidorów
2-3 świeże pomidory
Cebula
1 łyżka Ramy
Kostka rosołowa
Natka pietruszki
Sól, pieprz
1-2 łyżki śmietany + 1
łyżka mąki
Zeszklić cebulę, dodać
puszkę pomidorów i 2-3 świeże pokrojone w kostkę, kostka rosołowa. Gotować
10-15 minut. Na koniec zaprawić mąka ze śmietaną, dodać pietruszkę podawać z
przesmażonymi na maśle grzankami z tostu.
Udało mi się wzbogacić zupę o drobniutki makaron,
specjalny do zup i dodawałam łyżeczkę Vegety dla smaku
Zupa selerowa
Składniki:
Seler
Natka pietruszki
1 kiełbaska (wyglądem
przypomina nasze serdelki, ale w środku są kawałki mięsa.
Śmietana, mąka
Najpierw gotujemy do
miękkości selera częściowo obranego i dobrze wyszorowanego. Po ugotowaniu,
obieramy pozostałą skórkę, kroimy w kostkę i dodajemy do wywaru razem z kostką rosołowa, pietruszką, kiełbaską
regensburską pokrojona w kostkę. Gotujemy 5 minut. Na koniec dodajemy śmietana
z mąką do zagęszczenia i posiekaną zieloną pietruszkę. Podawana jest ta zupa z
bułkami.
Zupy te nie były takie do
końca złe, ale jak dla mnie dobre na przystawkę, a nie jako danie obiadowe.
Podstawowy przepis na nieodłączny
sos do sałatek. Można powiedzieć, że jest to najprostszy sos winegret, bez ziół
i innych dodatków typu czosnek.
Podstawowy sos do
sałatek
1 łyżka octu
jabłkowego
2 – 3 łyżki oleju z
orzechów arachidowych
Sól, pieprz, cukier,
czasami łyżka mleka
Częstym daniem był kalafior
z jajkiem sadzonym lub jajecznicą i ziemniakami. Ok jak kalafior był z
podsmażoną bułeczką, ale czasami był z sosem, powiedzmy beszamelowym.
Sos beszamelowy do
kalafiora
Składniki:
1 Łyżka masła
1 łyżka mąki
1 szklanka wywaru z
kalafiora
1 łyżka posiekanej
pietruszki
Gałka muszkatołowa
1 łyżka tartej bułki
1 łyżka śmietany lub
mleka
sól
Łyżkę masła rozpuścić
w rondelku dodać łyżkę mąki i szklankę wody z gotowanego kalafiora, energiczne
mieszać żeby się nie zważyło, dodać posiekaną pietruszkę i gałkę muszkatołową
oraz łyżkę bułki tartej i łyżkę śmietany lub mleka. Polać sosem kalafiora,
zwykle gotowanego w całości.
Nieraz obiad był na słodko: Naleśniki posypane cukrem z
cynamonem do tego gruszki z puszki. Czasami
żurawina, albo przecier jabłkowy. Ja dokładałam sobie do tego twarożek. Naleśniki
trochę inne niż nasze bo tylko z mlekiem i z 5-6 jajkami. Na każde jajko jedna
łyżka mąki.
Sałatkę z gotowanej
kalarepki po niemiecku Korabi, nawet
polubiłam. Kalarepka jest bardzo częstym gościem na niemieckich stołach.
Sałatka z kalarepy
Składniki:
2 kalarepki średniej
wielkości
Masło
Gałka muszkatołowa
Zielona pietruszka
Śmietana
Mąka
Kalarepki obrać, pokroić
w paski, gotować w niewielkiej ilości wody, dodać masło, gałkę muszkatołową, zagęścić
mąką wymieszaną ze śmietaną. Posypać pietruszką.
Z selera też była dobra.
Sałatka z selera
Składniki:
Średni seler
Cebula
½ szklanka wywaru z
gotowania selera
1 łyżka octu
2 łyżki oleju, sól,
pieprz, łyżka śmietany
Natka pietruszki
Ugotowany seler kroimy
w plasterki, cebulę w talarki plus sos: ½ szklanki wywaru, 1 łyżka octu, 2
łyżki oleju, sól, pieprz, natka pietruszki, łyżka śmietany. Delikatnie razem
wymieszać.
Często robiłam też zapiekankę z warzyw. Warzywa (cebula,
marchew, cukinia, papryka, fasolka zielona, 2 pomidory)) dusi się z dodatkiem
nieodłącznej łyżki Ramy do miękkości. Tuż przed podaniem kładzie się plasterki
sera ementaler. Jak ser zaczyna się rozpuszczać podaje się na stół. Do tego
gotowane ziemniaki.
Dużo dań było
bezmięsnych, ewentualnie z podsmażanymi kiełbaskami, czasami były steki wołowe,
w piątki przeważnie ryba, która zawsze mi smakowała. Nie było natomiast żadnych
klusek, krokietów, kasz, placków np. z jabłkami, ryżu nie wspominając o
pierogach.
Po pobycie u kilku niemieckich rodzin śmiało mogę
stwierdzić, że na śniadanie chyba każdy Niemiec je chleb z marmoladą, niektórzy
jak moi podopieczni również na kolację. Podstawowym trunkiem jest piwo. Drugim
wino. W sezonie oczywiście jada się szparagi, choć nie są one tanie. Najlepsze
są świeże, niemal prosto po zebraniu. Pietruszka korzeniowa prawie tu nie
występuje jest natomiast pasternak i używa się dużo pietruszki naciowej. Rabarbar
u nas raczej zapomniany, w Niemczech cieszy się ogromnym powodzeniem. Wiosną
pojawiają się tarty z rabarbarem, ciasta z rabarbarem, sok z rabarbaru i bardzo
smaczne jogurty. Jadłam bardzo dobrą marmoladę z rabarbaru z dodatkiem chyba
mirabelek. Jest tu również znana i często kupowana skorzonera inaczej czarne
korzonki (taka nazwa jest również niemiecka).
W Niemczech jest też tak, że najlepsze marcepany są z
Lubeki, Drezno to Bożonarodzeniowe strucle obsypane pudrem z dużą ilością
bakali, a najlepsze Lebkuchen czyli pierniki pochodzą Norymbergii.
Biała kiełbasa, słodka musztarda, precel z ziarenkami
soli i piwo to wizytówka Bawarii.
W najbliższym czasie jadę do Hamburga, a tam podobno
tradycyjnym daniem są Gruszki, fasola i boczek (Birnen, Bohnen Und Speck), mam
nadzieję, że nie będę musiała jej próbować. Jakoś gruszki z boczkiem zupełnie
mi nie pasują, chociaż lubię smakować nowe rzeczy.
Na razie jednak jestem w domu i z przyjemnością zajadam polskie zupy z dużą ilością warzyw. Tu akurat barszczyk ukraiński, ale też jak to moja ostatnia podopieczna mówiła misz-masz czyli wszystkiego za dużo.
Z kolei na śniadanie lub kolację lubię takie jajko na pieczywie. Miksuje sie tylko jajko z dodatkiem śmietany lub serka i smaży taki średniej grubości placuszek.Troszkę soli do smaku. Tego nauczyłam się w Niemczech, ale mi smakuje więc chętnie wprowadziłam na stałe do swojej kuchni.
poniedziałek, 29 stycznia 2018
Niezbędniki i "zbędniki" w kuchni i nie tylko
Ostatnio, z
racji swojej pracy jako opiekunka, wiele czasu spędzam w niemieckich kuchniach i nadziwić
się nie mogę ilości znajdujących się tam kuchennych gadżetów. Zastosowania
niektórych nawet trudno mi się domyśleć, więc ku zdziwieniu domowników po prostu
pytam. Dla mnie są to gadżety, zbędniki bez których mogę się spokojnie obejść,
albo zastąpić czymś innym. Nie jestem aż tak radykalna jak mąż mojej
poprzedniej podopiecznej, były wojskowy, który mówił, że w kuchni potrzebny
jest tylko nóż, widelec i łyżka, bo w wojsku to wystarczyło, może w wojsku i
dla tych co nie gotują to tak jednak uważam, że w niektórych przypadkach
dochodzimy po prostu do absurdu. Długo nie wiedziałam do czego służy ten
przedmiot.
Aż któregoś dnia miałam do otworzenia puszkę z owocami. Normalną z
uchwytem do otwierania, a podopieczna pyta mnie czy znalazłam otwieracz, ja na
to że puszka już otworzona.” Jak to bez otwieracza. „ No przecież tu
niepotrzebny. Okazuje się, że jak najbardziej potrzebny i to jest właśnie ten
otwieracz.
Tyle puszek otworzyłam bez otwieracza, więc
uważam to urządzenie za zupełnie niepotrzebne.
Posiadanie z kolei takiego elektrycznego urządzenia do otwierania puszek
mogę wytłumaczyć tylko tym, że jest to stare urządzenie, a kiedyś niewiele
puszek otwierało się jak wyżej. Osobiście wolę jednak zwykły manualny
otwieracz.
Specjalne nożyczki, które posiadają kilka
nożyków, do cięcia szczypiorku lub innej zieleniny. Ma to znacznie przyspieszyć
pocięcie. Do tego dołączona jest często szczoteczka do czyszczenia zakamarków
tego „niezbędnego” urządzenia. Zdecydowanie jestem za zwykłą deseczką i nożem.
Takie coś do formowania kulek z ciasta lub z mięsa, obok napisano "Nigdy więcej klejacych rąk". Lubię klejące ręce, to cała przyjemność
wyrabiać takie kulki recznie. :)
Urządzenie do przekuwania
jajek przed gotowaniem, żeby nie popękały. Nawet nie próbowałam tego stosować.
Być może ma to zastosowanie w restauracjach, czy hotelach, gdzie trudno byłoby
podać klientowi popękane jajko ugotowane na miękko. Natomiast stwierdziłam, że
jest niebezpieczne w szufladzie bo kilka razy się nim ukłułam. Szpikulec jest
bardzo ostry. W końcu ma przekuć skorupkę i nie uszkodzić jajka.
Specjalna pokrywka, a
właściwie pół pokrywki do odcedzania ugotowanych warzyw, makaronu itd. Jakoś
zupełnie mnie nie przekonuje. Nie poddam się reklamie będę odcedzała po staremu przy użyciu pokrywki
lub sitka.
Maszynka do robienia warzywnego makaronu, ani jej cena też mnie raczej
nie przekonuje, ale skusiłam się na
zakup nożyka do krojenia, a właściwie strugania warzyw na paseczki, sałatki
bardzo ładnie wyglądają z cienkimi paseczkami marchewki lub selera z tym, że
mój jest jednofunkcyjny – tylko paseczki, ten poniżej to obierak plus nożyk do
dekoracyjnych pasków.
Specjalny uchwyt do krojenia w paski np. cebuli lub jajek raczej się bez
niego obędę.
Kolejny gadżet to parawan na płytę kuchenną
chroniący przed pryskaniem. ? Też go trzeba umyć, poza tym chroni tylko płytę
ewentualnie kafelki za płytą, mnie nie. Nie ma u mnie
miejsca na coś takiego, lepsza jest druciana przykrywka na patelnie.
Trzymacz do gorących ziemniaków gotowanych w mundurkach. Pomaga w ich
obieraniu. Bardzo popularny w Niemczech bo tu często gotuje się ziemniaki w
mundurkach i takie podaje się na stół. Każdy przy pomocy tego urządzenia i
nożyka sobie ziemniaka obiera. Nazywam to „Trójząb”. Szpikulce są bardzo ostre.
Pozostanę przy widelcu, chociaż przyznaję kupiłam jeden.
Usiłowałam się dowiedzieć do czego służy ten przedmiot, ale mój
niemiecki okazał się niewystarczający. Wydaje mi się, że służy do wyjmowania i
osączania owoców z kompotu, ale to tylko przypuszczenie. Może ktoś wie? Jest to dość stary przedmiot. Za mojej
bytności w domu gdzie go zobaczyłam nigdy nie był używany. Leżał sobie
spokojnie w szufladzie.
Co zrobić kiedy saszetka do herbaty nie ma
sznureczka?
A co jeśli jest w ogóle bez saszetki? Luzem. Są specjalne saszetki do
herbaty, różnej wielkości do filiżanki i
do dzbanka. Do tych saszetek są czasami w komplecie czasami oddzielnie
specjalne plastikowe uchwyty, które umieszcza się na kubku.
Ani jedno ani drugie mnie nie przekonuje.
Herbata bez sznureczka zupełnie mi nie przeszkadza, a sypaną wolę parzyć w
czajniczku, albo w kubku z sitkiem i przykrywką.
Coś spoza kuchni przyrząd służący do
zapinania, przeciągania guzików w koszuli, swetrze itp.
I do zdejmowania butów oraz do idealnego składania koszul.
Zdjęcia które zamieściłam pochodzą z gazetek
reklamowych. Przykłady można mnożyć. Tych moim zdaniem zbędników jest bardzo dużo,
o wiele za dużo i ludzie zaczynają się od nich uzależniać.
Niemcy uwielbiają
gadżety, i chyba są bardzo mało odporni na reklamę. Łatwo dają się namówić na
zakup kolejnych rzeczy mających ułatwić lub usprawnić różne prace domowe,
ogrodowe, hobbystyczne czy czynności
pielęgnacyjne itp. Czy je potem wykorzystują czy rzeczy te tylko zalegają w
szafkach i szufladach to inna sprawa. Z tego co zdążyłam zaobserwować większość
jest nieużywana. Tu gdzie jestem obecnie jest 8 nożyków do obierania warzyw.
Używam jednego, którym wg mnie najlepiej się obiera. Noży nawet nie usiłowałam
policzyć, ale nóż, który podobno przeznaczony jest do krojenia sera, z
dziurkami na ostrzu, wcale sera dobrze kroi. Mam w domu 4 albo 5 noży i to mi
zupełnie wystarcza. Do chleba, do warzyw, do mięsa i mały zgrabny nożyk do
wszystkiego. Zawsze przed kupnem czegoś nowego nie tylko do kuchni zastanawiam się
długo czy jest mi to rzeczywiście niezbędne, czy będzie to rzecz którą będę często
używała czy gadżet, który przy kolejnych porządkach wyląduje w piwnicy, a z czasem w koszu na śmieci. Tak było z formami do smażenie jajek sadzonych, żeby się nie rozlewały na patelni i miały ładny kształt. Ładnie wyglądało tylko na obrazku. W rzeczywistości nie funkcjonowało, jajko wypływało po spodem. No cóż nie zawsze jestem odporna na reklamę.
piątek, 22 grudnia 2017
Święta Bożego Narodzenia w Niemczech
Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku
To już moje trzecie święta w Niemczech i drugie, które spędzam
jako opiekunka. Jak święta Bożego Narodzenia wyglądają na podstawie moich obserwacji? Świąteczna atmosfera wkracza do niemieckich domów już z pierwszym dniem adwentu czyli cztery tygodnie przed świętami, kiedy to pojawiają się wianki adwentowe bądź świeczniki z czterema świecami. W pierwszym tygodniu adwentu pali się jedną świecę, w drugim drugą, a kiedy nadchodzą święta palą się 4 świece. W adwentowych wiankach świece symbolizują światło, zieleń jodły – nadzieję, fioletowa wstążka, która powinna się w nim znaleźć – refleksje nad przeszłością. Nie ma chyba domu, żeby nie było w nim kalendarza adwentowego i wcale nie chodzi tu tylko o frajdę dla dzieci. W zeszłym roku dostałam kalendarz adwentowy od męża mojej podopiecznej (ona oczywiście też dostała), które rozdawał Bank swoim klientom. Oprócz czekoladek można było wygrać pobyt w SPA, bon na zakupy i inne atrakcje. Innym zwyczajem, w Polsce niespotykanym jest umieszczanie w oknach światełek, papierowych dekoracji i kolorowych gwiazdek. Niemcy lubują się we wszelkiego rodzajach dekoracjach na co dzień, nie może więc ich zabraknąć z okazji Świąt. Idąc ulicą trudno oprzeć się patrzeniu w udekorowane okna. Przedświąteczny okres to czas jarmarków, na które Niemcy chodzą całymi rodzinami. Są tam atrakcje dla dzieci i dorosłych. Karuzele, słodycze, niezliczona ilość świątecznych ozdób i dekoracji oraz produkty spożywcze. Można coś zjeść i oczywiście napić się grzanego wina. Często występują zespoły muzyczne.
Byłam i grzanego wina się napiłam :), a na pamiątkę mam kubek z Regensburga.
Ciekawe jest to, że niektóre produkty pojawiają się w niemieckich sklepach tylko w okresie przedświątecznych i przez pozostałą cześć roku są w zasadzie niedostępne. Co więcej Niemcy nie wyobrażają sobie jedzenia ich w innym czasie. Należą do nich m.in. pierniki występujące w różnych odmianach, niektóre na spodzie mają opłatek, ciasteczka imbirowe i wspomniane już ciasto z bakaliami. Ileż to ja się w lecie naszukałam pierników. Nie ma i już. Okres przedświąteczny to dla Niemców okres obdarowywania się prezentami i składania sobie świątecznych wizyt.
Niemki nie przepracowują się tak jak nasze, polskie kobiety, które
przedświąteczne dni spędzają w kuchni, przyrządzając wiele pracochłonnych
potraw, głównie związanych z wigilią. Wigilia jest u nas najważniejszą częścią Świąt i w większości domów obchodzi się ją w zgodzie z tradycjami, które nakazują włożyć sianko pod obrus, dodać jedno nakrycie dla zbłąkanego wędrowca, z ukazaniem się pierwszej gwiazdki rozdać prezenty, podzielić się opłatkiem przy składaniu życzeń, przygotować co najmniej 12 potraw, iść na pasterkę itd. W Niemczech wieczór wigilijny spędza się
po prostu przy trochę wystawniejszej kolacji. Nie
ma zwyczaju łamania się opłatkiem, a podarunki jeśli są, znajdują się na stole.
Zgodnie z tradycją powinno być 9 dań, a nie jak u nas 12. Lubianym przez
Niemców daniem jest kapusta ze smażonymi kiełbaskami. Ze słodkości to ciasta z
dużą ilością bakalii np. strucla bożonarodzeniowa obsypana dużą ilością pudru podobna do becika, lub tradycyjne ciasto z jabłkami podawane z lodami i bitą
śmietana. Bardziej wyszukane potrawy serwowane są w pierwszy dzień świąt.
Popularne w niemieckich rodzinach są pieczone gęsi lub kaczki. W zeszłym roku
uczestniczyłam w kolacji wigilijnej u znajomych mojej podopiecznej i jej męża.
Podano przystawkę z łososia z dużą ilością sałat, następnie pieczeń wołową,
tradycyjne niemieckie kluski gotowane na parze, czerwoną kapustę duszoną,
gołąbki warzywne i dwa rodzaje sosu. Na deser było francuskie ciasto z
jabłkami, lody i bita śmietana. Można powiedzieć, że była to bardzo wykwintna
kolacja. Jak będzie w tym roku jeszcze nie wiem, ale myślę że podobnie bo mamy iść do syna mojej podopiecznej.
Jedno co można powiedzieć na pewno to to że nie ma tu takiego szaleństwa z zakupami i przygotowaniami przedświątecznymi. Niemcy bardziej sobie cenią spotkania towarzyskie przy kawie i ciasteczkach niż przy suto zastawionym stole, nawet w okresie świąt, natomiast każda wizyta w tym okresie, u fryzjera, u lekarza, czy kosmetyczki nie obejdzie się bez prezentu.
Pewnie nie wszyscy wiedza, że zwyczaj ubierania choinki wywodzi się z Niemiec. To tutaj od XV i XVI wieku umieszczano w domach zielone iglaste drzewka mające symbolizować drzewo życia dane ludziom przez nowo narodzonego Jezusa. Pod choinką często znajduje się miejsce na figurki przedstawiające szopkę. A jako, że zwyczaj ustawiania choinki pochodzi z Niemiec mają oni też wesoła kolędę o choince „O Tannenbaum”. Tutaj w wykonaniu Nany Mouskouri.
Weźmy przykład z Niemek odpuśćmy sobie chociaż trochę to świąteczne szaleństwo miejmy czas dla siebie i rodziny. Spędźmy ten czas po prostu przyjemnie.
poniedziałek, 30 października 2017
Dla Ciebie Jadziu
Znałyśmy
się od mojego pierwszego dnia pracy czyli
od, o ile dobrze pamiętam, od 9 września 1979 r. Pamiętam, że było to w
toalecie, myłyśmy ręce, jestem Jadzia powiedziałaś i zostałyśmy przyjaciółkami
na wiele, wiele lat. Byłaś u mnie kiedy urodziłam córkę, byłaś ze mną kiedy
zmarli moi rodzice. Odwiedziłaś mnie, kiedy wyjechałam daleko od Warszawy. Nie
powiedziałaś o swoich problemach ze zdrowiem, gdy ja miałam problemy z własnym
życiem. W dniu kiedy ukazał się nekrolog, napisałam do Ciebie na Skypie.
Przeczucie?7 zmysł? Nie odpowiedziałaś. Nie mogłaś. Nie było Cię już tutaj.
Jadziu do zobaczenia w lepszym świecie.
wtorek, 3 października 2017
Trzy miasta - Trzy katedry
Tak się złożyło, że podczas mojej pracy jako opiekunka byłam w
trzech miastach, które poszczycić się mogą słynnymi katedrami i udało mi się je zobaczyć. Te miasta to Aachen,
Kolonia i Regensburg. To skłoniło mnie
też, żeby trochę więcej dowiedzieć się na
temat katedr w ogóle, a w szczególności o tych które zwiedziłam. Zachęcona też
przez męża mojej pierwszej podopiecznej do przeczytania książki Kena Folleta
Filary Ziemi, której jednym z głównych wątków jest budowa katedry zaraz po
powrocie do domu pobiegłam po nią do biblioteki. Wiedza zdobyta z Wikipedii na temat
poszczególnych katedr uzupełniona wiadomościami z
książki sprawiła, że patrzę teraz
na katedry zupełnie inaczej. Katedrami przyjęło się nazywać wielkie kościoły
wznoszone w stylu gotyckim lub romańskim. Były one też zwykle siedzibami
biskupów. Budowa katedr ciągnęła się dziesiątki, a niekiedy i setki lat!, a
zmieniający się w jej trakcie budowniczy narzucali budowli swój styl. Stąd
niektóre charakteryzuje wiele odmiennych motywów, które wprawne oko znawcy na
pewno wychwyci. Budowa przerywana była z powodu toczących się wojen, polityki
ówczesnych władców, a także braku funduszy. Niekiedy przerwę w budowie
powodowały pożary lub katastrofy budowlane powstałe na skutek błędnych wyliczeń
ówczesnych budowniczych chcących katedry wznosić coraz wyższe. Katedry
charakteryzują się wysokością głównej nawy przekraczającej często 30 m. To powoduje, że kiedy wchodzimy do katedry wzrok
mimowolnie biegnie ku górze, tak jak to było w zamiarze budowniczych, do nieba,
czyli do Boga. W innego typu kościołach zwykle wzrok kierujemy na ołtarz, bo to
on przykuwa nasza uwagę. Wielkość
budowli, a zwłaszcza ich wysokość jak i ilość rzeźb i koronkowe niemal wykonanie
wież świadczą o kunszcie i zdolnościach dawnych budowniczych, a przede
wszystkim o ogromie wykonanej pracy. Fakt, że trwała ona lata. Lekkości tym
potężnym budowlą dodają liczne witraże.
Katedra w Aachen
Widok na kaplice pałacową
Katedra
Wnętrze kaplicy pałacowej
Świecznik Barbarossy
W głębi relikwiarz NMP
Pierwsza katedrą na mojej drodze była katedra w Aachen
(Akwizgranie) pod wezwaniem św. Marii w Akwizgranie, mieście przy samej
belgijskiej granicy. Katedra składa się z 3 części, z których najstarsza
powstała za czasów panowania Karola Wielkiego. Jest to tzw. Kaplica Pałacowa
Karola Wielkiego wzniesiona w latach 780-800. Pełniła ona funkcję Kaplicy
Koronacyjnej. Miały tu miejsce koronacje 32 króli niemieckich. Kaplicę
wzniesiono na planie koła, które symbolizuje Niebo. Chór opierający się
na czworokącie to symbol życia ziemskiego, natomiast całość opiera się na
planie ośmiokąta symbolizującego wieczność. Katedra jest miejscem spoczynku
Karola Wielkiego jak również jednych z najważniejszych relikwii kościoła
chrześcijańskiego. Są to relikwie Marii, Jezusa i Jana Chrzciciela. Relikwie te
były prezentami, które Karol Wielki otrzymał podczas koronacji. Tradycja
wystawiania relikwii co 7 lat jest dalej kontynuowana. Ostanie miało miejsce w
2014 roku Oprócz wspomnianych relikwii może się ona poszczycić Świecznikiem Barbarossy z XII w, podarowanym
przez Fryderyka I Barbarossę stąd nazwa oraz odlanymi około roku 800 wielkimi
drzwiami nazwanymi Wilcze Wrota ważącymi ponad 4 tony. Świecznik Barbarossy
wisi w kaplicy pałacowej. Ma 4,20 m średnicy, wisi na 27 m łańcuchu, 4 metry
nad posadzką. W dobie wczesnego romanizmu, XI wiek, katedra została rozbudowana,
natomiast lata 1355-1414 to czas budowy prezbiterium i ukończenia budowli. Prezbiterium
czyli przestrzeń w kościele przeznaczona dla duchowieństwa ma 25 m długości, 13
m szerokości i 32 m wysokości.
Katedra w Kolonii
Następna to katedra Św. Piotra i NMP w Kolonii. Budowa jej trwała
z przerwami około 600 lat. Budowę rozpoczęto w 1248 roku, a ukończono w 1880. Kamień
węgielny pod budowę katedry położono w 1248 roku. Ponad 70 lat trwała budowa
prezbiterium, którego uroczyste poświęcenie nastąpiło w 1322 roku. Do roku 1510
trwała budowa wieży południowej na której zawieszono 3 dzwony. Potem prace
ustały na ponad 300 lat. W 1842 roku król pruski Fryderyk Wilhelm I V położył kamień węgielny pod dalszą budowę
katedry. Jest to najwyższa katolicka katedra na świecie i najwyższy kościół
gotycki w Niemczech. Wieże katedry wznoszą się na wysokość 157 m. Jej wymiary też budzą podziw i uznanie
dla budowniczych. 144 m długości i 86 m szerokości. I tu też znajdują się cenne
dla katolickiego świata relikwie – Relikwie 3 Króli. Na wieżach katedry wisi 12
dzwonów z których jeden Dzwon św. Piotra jest największym i najcięższym bijącym
dzwonem w Europie.
Katedra w Ratyzbonie
Ogród katedralny w miejscu pierwszej katedry
Kolejna katedra to Katedra pod wezwaniem Św. Piotra w
Ratyzbonie
(Regensburgu). Jest to jedna z najznamienitszych budowli gotyckich w
południowych Niemczech. Budowę jej
rozpoczęto około IX wieku i ukończono około XI –XII wieku. Niestety pożar około
roku 1273 zniszczył katedrę. Pozostała po niej jedna z wież, a na jej miejscu
jest obecnie ogród katedralny. Budowę nowej katedry rozpoczęto 1290 roku
natomiast ostateczne ukończenie budowli nastąpiło w 1872 roku. Budowa tej katedry też została
wstrzymana na wiele lat. Na przestrzeni XVII I XVIII wieku kościół otrzymał
liczne wykończenia barokowe jednak w XIX w na polecenie króla Bawarii Ludwiga I
przywrócono katedrze jej gotycki charakter. Katedra ma 86 m długości i 34,80 m
szerokości, jej wieże od podstawy mierzą 105 m, a wysokość nawy głównej 32 m.
Wszystkie trzy katedry są na liście światowego dziedzictwa kultury
UNESCO.
Każda z katedr jest inna. Na pewno niezaprzeczalnie najpiękniejsza
i budząca największe wrażenie jest ta w Kolonii, ale największy urok ma dla
mnie ta w Ratyzbonie. Ratyzbona to nie jest wielkie miasto jak Kolonia. Jest o połowę mniejsze jeśli
chodzi o liczbę ludności od Aachen. Nie ma tu wieżowców. W większości jest to
niska zabudowa, a stare miasto, które również znajduje się liście światowego
dziedzictwa kultury UNESCO otacza ściśle katedrę. Katedra dominuje
niepodzielnie nad miastem. Jej wieże wyłaniają się spośród czerwonych dachów
miasta. Idąc wąskimi uliczkami starego miasta
nagle stajemy przed jej ogromem, ale ona tutaj po prostu pasuje.
Pozostałe dwie katedry są trochę wyobcowane wśród otaczających ich
współczesnych budowli choć niewątpliwie nie mają wśród nich konkurencji i to
one przyciągają wzrok.
Zdjęcia, niestety, nie wszystkie udane, szczególnie we wnętrzach gdyż nie zawsze miałam ze sobą aparat, w większości korzystałam z tabletu.
Pozdrowienia z Regensburga
Subskrybuj:
Posty (Atom)























































