Złe czasy mam nadzieję kiedyś się skończą, świat otrząśnie się po koronavirusie jak i po innych nieszczęściach, życie idzie naprzód. Pamiętać jednak będziemy długo bo nawet wojny nigdy nie objęły całego świata. Jeden malutki wirus dokonał tego, że nikt i nigdzie nie czuje się bezpieczny. Dokonał jednak jeszcze czegoś gorszego. W czasie wojny czy innych kataklizmów ludzie sobie pomagali, nawet ryzykując życiem. Obecna sytuacja wyzwala często w ludziach agresję. Żeby ktoś, za blisko nie stanął, żeby nie dotknął. To sytuacja zupełnie odmienna od tych, które ludzkość wcześniej przeżywała. Teraz nie lecą bomby, ludzie się nie zabijają. Zabija nas malutki wirus. Na pierwszej linii są lekarze, pielęgniarki, personel szpitalny, służby miejskie nawet sprzedawczynie w sklepach spożywczych. Oni są najbardziej narażeni, ale są tylko ludźmi. Im też nie starcza już sił i strach pomyśleć co będzie jak ich w wielu miejscach zabraknie. W Niemczech spotkałam się z tym, że ludzie odchodząc od kasy dziękują sprzedawcom, że mogą zrobić zakupy. Tylko mądre, odpowiedzialne zachowanie uchroni nas od najgorszego. Od tego, że nie uda się opanować wirusa, czego w tym nietypowym przedświątecznym czasie nikomu nie życzę. Cieszmy się, że obecna technika pozwoli nam sobie złożyć życzenia przez internet, a na uściski zaczekajmy.
Życzę spokojnych świąt Wielkanocnych.
P.S. Ponieważ koronawirus ograniczył moją pracę, gdy przebywam w Polsce, polegającą na reklamowaniu firmy poprzez roznoszonie ulotek, czy spotykanie się z potencjalnymi zleceniobiorcami poniżej zamieszczam link do firmy z którą współpracuję od 4 lat bez żadnych problemów. Może gdy sytuacja się uspokoi, ktoś skorzysta z oferty. Zapraszam serdecznie
Curaform24
niedziela, 5 kwietnia 2020
niedziela, 23 lutego 2020
e-wszystko albo e-nic
Wszystko rozbiło się o moją e-tożsamość, e-profil i
takie tam, a konkretnie o próbę zalogowania się do mojego e-pitu. Nie jestem
dyletantką jeśli chodzi nowinki techniczne. Jeszcze kiedy pracowałam pierwsza
elektroniczna maszyna do pisania, która zapamiętywała 3 strony ! trafiła na
moje biurko. Potem pierwszy komputer. Staram się być na bieżąco, ale bez
przesady to znaczy wybieram to co mnie interesuje albo jest mi potrzebne .
Korzystam z e-booka bo jest to wygodne szczególnie jak wyjeżdżam, jak jestem w
domu wolę papierowe książki, przychodzą do mnie e-faktury, mam e-dowód,
korzystam z kilku przydatnych aplikacji ale ostatnio e-pit rozłożył mnie na
łopatki. W zeszłym roku byłam pod wrażeniem rozliczenie z fiskusem zajęło mi 5
minut. Niestety w tym roku zmuszona byłam wrócić do wersji papierowej. Ale po
kolei. Na początku próbowałam jak w zeszłym roku. Wszystkie dane do zalogowania
miałam przygotowane, kiedy pojawiła się informacja: jeśli w ubiegłym roku twoja
nadpłata lub niedopłata wyniosła zero zaloguj się przez profil zaufany. ??? No
oczywiście poczytałam co to jest jak to wszystko zrobić i rozpoczęłam proces. Udało mi się w moim banku
utworzyć e-tożsamość, następnie profil zaufany, niestety mimo to nie udało mi się
zalogować do mojego e-pita. Na początku próbowałam wszystko zrobić na laptopie
niestety mam tam system od dawna nie aktualizowany (nie z mojej winy), więc się
nie udało. Spróbowałam na tablecie niby było ok., bank potwierdził moją
tożsamość ale PIT się nie otworzył . Być
może mój tablet chociaż z androidem tez już nie spełnia jakiś norm ma już kilka
lat. Po kilku próbach zrezygnowałam ściągnęłam program do rozliczania PIT-ów za
2019 roku, wpisałam dane, wydrukowałam i wyślę pocztą. No cóż być może już nie nadążam, zresztą tak
prawdę mówiąc kiedyś Internet i dawne komunikatory bardziej mi się podobały.
Takie np. Odigo wyszukiwało się osobę o podobnych zainteresowaniach i można
było przegadać (wtedy się tylko pisało) pół albo i całą noc bez zobowiązań.
Oczywiście to była loteria nie wiadomo kto był po drugiej stronie , ale taka
rozmowa czasem pomagała, jak terapia, a jak nie to szukało się kogo innego. Bez
zobowiązań, tak po prostu. Pamiętam był taki gościu na Odigo o niku Radyjko
świecił się cały czas, ale nigdy z nim nie rozmawiałam. Tak w ogóle to jestem
za tym, żeby to wszystko kiedyś walnęło i żebyśmy wrócili do normalności, a
przy najmniej cofnęli się o jeden albo dwa kroki.
Anula
Anula
niedziela, 26 stycznia 2020
Ogród Dalii W Hamburgu
Dzisiaj chciałam Was zabrać na wycieczkę do Ogrodu Dalii. Byłam w Hamburgu kilkakrotnie, ale dopiero za ostatnim razem dowiedziałam się, że całkiem blisko, jakieś dwa km od miejsca gdzie pracowałam znajduje się piękny ogród Dalii. Był to zresztą ostatni dzwonek, jako że zaczął się już październik, ale zdążyłam i dzielę się fotkami, które zrobiłam.
Ogród ma 15000 m kw i obsadzony jest 11000 tysiącami dalii w ponad 600 odmianach. Otwarty jest od połowy lipca do końca października, od godziny 8.00 do zmierzchu.
Ogród powstał w 1920 roku, ale w dzisiejszej formie egzystuje od 1932 r. Wejście do niego jest bezpłatne.
Na zdjęciu powyżej ogród znajduje się na górze po lewej stronie, nad stadionem.
Podłużny obszar w kolorze różowym na planie to właśnie ogród Dalii. Znajduje się on na obrzeżach dużego terenu rekreacyjno-sportowego.
Myślę, że spacer, nawet wirtualny, był miłą odskocznią dla oka w te szare, bezśnieżne zimowe dni.
Pozdrawiam serdecznie
Anula
piątek, 10 stycznia 2020
Australia - Ostatni Brzeg?
Film Ostatni Brzeg z 1959 r. oglądałam w
latach 70-tych, będąc młodą dziewczyną, ale musiał zrobić na mnie wielkie
wrażenie bo pamiętam go do dzisiaj, chociaż w tamtych czasach światowa wojna nuklearna nie była tak realna jak może być dzisiaj. W końcu minęło
kilkadziesiąt lat, a ludzkość chyba jak nigdy dotąd dąży do globalnego
konfliktu, który może być niewyobrażalny w skutkach.
W filmie
Ostatni Brzeg po globalnej wojnie
nuklearnej jedynym miejscem na którym
jeszcze daje się żyć jest Australia. Do niej nie doszło jeszcze promieniowanie,
ale to tylko kwestia czasu.
Dziś
słysząc doniesienia o pożarach trawiących Australię , o miliardach spalonych, zaczadzonych
lub padniętych z braku wody zwierząt łzy cisną się do oczu. Australia nie
byłaby już tym ostatnim rajem na ziemi, a wręcz piekłem. Cierpią też ludzie,
ale to przecież skutek swoich działań. To wskutek myślenia, że człowiek wszystko
może i w swoich poczynaniach przekracza coraz więcej granic, których
przekraczać nie powinien. Opamiętanie przychodzi zwykle za późno, albo wcale. Zachowujemy
się jakbyśmy nie widzieli zagrożenia, mnie to nie dotyczy, niech to robią inni,
a trzeba zacząć od siebie. Za dużo rzeczy popsuliśmy na tym świecie i nie ma
szans na to, że jak niektórzy myślą przyroda sama sobie z tym poradzi. Mówi się
u na mądry Polak po szkodzie, ale to
powiedzenie chyba dotyczy całej ludzkości, chociaż po tej szkodzie , która może
nastąpić może już nie być mądrego, niestety.
W
2000 r. powstał remake filmu Ostatni Brzeg, nie oglądałam go jeszcze, ale może
obejrzę . Ciekawa jestem jakie zrobi na mnie wrażenie. Na pewno nie takie jak
ten oglądany dawniej bo wtedy mimo wszystko traktowałam to jak fantastykę,
teraz już nie. Zagrożenie jest realne i wszystko może się zdarzyć.
czwartek, 19 grudnia 2019
Świątecznie pozdrawiam
Witam
Wszystkich
w tym przedświątecznym tygodniu, pełnym przygotowań, bieganiny,
krzątaniny, zakupów, aby gdy nadejdzie
ten świąteczny czas, zabłyśnie wigilijna gwiazdka wszystko było gotowe. Też tak
kiedyś miałam, ale przez ostatnie trzy lata Święta Bożego Narodzenia spędzałam
poza domem, albo w Niemczech (pracując), albo u rodziny.
W tym roku jest inaczej. Z dwóch
powodów. Po pierwsze, że córka nie przyjeżdża na święta do Polski, a po drugie,
że zmęczyła mnie ostatnio praca w Niemczech (bardziej psychicznie niż
fizycznie). 24 godziny na dobę, przez dwa miesiące ze schorowaną, starszą,
obcą często uciążliwą osobą to
wyczerpująca praca, głównie psychicznie. Przez ten czas żyje się rytmem tej
osoby w dzień i w nocy. Dzień za dniem tak samo. Ostatnio jeździłam do osoby
praktycznie nie wychodzącej z domu z powodu niesprawności nóg. Brak podjazdu
dla wózka uniemożliwiał spacery. To ograniczenie, brak możliwości wyjścia z
podopiecznym pomiędzy ludzi, na świeże powietrze, do sklepu wpływało również
negatywnie na jego psychikę, a tym samym na zachowanie.
Sanatorium "Pod Jodłą"
Pomyślałam,
że na święta wykupię sobie pobyt w Sanatorium z jakimiś regenerującymi zabiegami. Chciałam odpocząć od
wszystkiego. Od Niemiec, od mojej wsi, od codziennego gotowania. Czułam, że jak
czegoś nie zrobię dla siebie to eksploduję i trzeba będzie mnie zbierać w
przestworzach. Ostatnie trzy lata żyłam praktycznie na walizkach. Zanim
zdążyłam się rozpakować trzeba było się pakować na kolejny wyjazd. Przyjazd do
domu łączyły się zwykle z ogromną pracą w ogrodzie. Zapłaciłam za to
ponad półroczną kontuzją nadgarstka. Tak więc potrzebny mi był wypoczynek na jakim
tak prawdę mówiąc jeszcze nie byłam. Niestety nie udało mi się zorganizować
wyjazdu na święta m.in. dlatego że w okresie świąt nie ma żadnych zabiegów. W
sumie to zrozumiałe terapeuci, rehabilitanci też chcą mieć Święta. Do Sanatorium pojechałam więc wcześniej i nie
żałuję bo spędziłam wspaniały tydzień wypełniony licznymi zabiegami i
spacerami. Jedzenie było smaczne, pokój przytulny z wszystkim co potrzeba. Było
też kulturalnie bo zaliczyłam spektakl
teatralny w miejscowej, bardzo zresztą kameralnej Sali widowiskowej. Nie
musiałam też daleko jechać bo Iwonicz
Zdrój, gdzie byłam jest dosłownie za miedzą.
Iwonicz Zdrój
Święta
natomiast zamierzam spędzić w zaciszu chaty pod kocykiem z dobrą książką i kolędą.
Coś tam do zjedzenia też sobie przygotuję . Pewnie z wizytą wpadnie kot sąsiadów,
który mój dom traktuje już chyba na równi ze swoim, a może nawet bardziej. Wiem, że w Wigilię nikt nie powinien być sam,
ale ja jestem obecnie sama z wyboru, a nie z konieczności więc to zupełnie co innego. Uszczęśliwianie
kogoś na siłę nie ma sensu. Oczywiście z rodziną i ze znajomymi będę się
spotykać wirtualnie.
Życzę
Świąt takich jakie sobie wymarzycie,
hucznych
albo spokojnych ,
tłumnych
albo kameralnych,
w
domu lub restauracji
tak
abyście się dobrze czuli, aby było miło, świątecznie, cudownie
po prostu tak jak lubicie
Anula
Gwiazdka wykonana z papierowych torebek po Herbacie :)
niedziela, 8 września 2019
"Kumpel" chleb :)
Dlaczego Kumpel chleb zaraz wyjaśnię, bo wiąże się z tym zabawna historia. Jak jeszcze mieszkałam w Warszawie wracając z pracy, wiadomo, robiłam zakupy. Zawsze długo szukałam chleba, bo lubię dobry chleb, a wtedy jeszcze nie piekłam, no i raz trafiłam mleczny chlebek pszenno-żytni, który nam zasmakował i córka nie wiedząc czemu nazwała go Kumpel Chleb. No i tak zostało. Jak przychodziłam z pracy pytała "Masz Kumpel chleb?". Pewnego dnia była u nas na kolacji moja siostra i chleb też jej bardzo smakował. Moja córka powiedziała wtedy bo to Kumpel Chleb. Siostra się nie dopytywała, ale za jakiś czas zadzwoniła, gdzie można ten chleb kupić. Powiedziałam jej gdzie, ale za parę dni znów zadzwoniła, że pytała się i tam gdzie jej powiedziałam i gdzie indziej i takiego chleba nie mają. Jak to nie mają - zdziwiłam się z kolei ja. No pytam wszędzie o Kumpel Chleb i nie mają - na to moja siostra. No i wtedy sytuacja się wyjaśniła i oczywiście było dużo śmiechu z tego zabawnego słownego nieporozumienia.
Ten post napisałam już dawno. Leżał sobie jako wersja robocza i nabierał wartości aż w końcu z braku weny do pisania innych historii puściłam go w blogowy świat.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich Tu Zaglądających, a znajomym obiecuję, że wkrótce napiszę coś więcej . Głównie o swojej pracy jako opiekunka w Niemczech, niedługo minie 3 lata jak wyjechałam pierwszy raz. Ale to nie jedyne temat, czuje, że powoli wraca mi wena do pisania :) . Pa .
niedziela, 9 grudnia 2018
Święta za pasem
Święta
Bożego Narodzenia , w których tradycja i religia mieszają się ze sobą w sposób
szczególny, sprawiając, że dekorujemy mieszkanie, przygotowujemy Wigilijne
potrawy, ubieramy choinkę, zasiadamy
wspólnie do stołu, słuchamy kolęd, dzielimy się opłatkiem bez względu na
przekonania, dajemy sobie prezenty.
Jednym słowem staramy się, aby ten Wigilijny wieczór był wyjątkowy, a święta na
długo zostały w naszej pamięci. Coraz częściej jednak słyszę od znajomych, ach
niech już będzie po świętach. Tak dużo wysiłku kosztują ich przygotowania do świąt, że na samą myśl o nich mają dość. To prawda, że te
święta powinny być wyjątkowe, ale nie koniecznie musi być tak, że padniemy wykończeni na kanapę i nie będziemy w stanie się nimi cieszyć. Aby tak nie było, warto
przygotowania do świąt zacząć dużo wcześniej. Znam osoby, które choinkowe
prezenty kompletują przez cały rok. Aby podarunek był niebanalny, żeby przypadł
do gustu i po świętach nie trzeba będzie zastanawiać się co z nim zrobić. Córka np. przygotowuje mi listę rzeczy, które chciałaby dostać i ja
sobie z tej listy wybieram. Im dłuższa lista tym większa niespodzianka, a
prezent zawsze jest trafiony. Wiele potraw możemy zrobić wcześniej i zamrozić.
Np. bigos, kapustę wigilijną, pierogi, uszka do barszczu. Ja mrożę nawet
niektóre ciasta i naprawdę nic nie tracą, ani na wyglądzie, ani na smaku. Potrawy będą wtedy bardziej dopieszczone niż
te robione w pośpiechu na ostatnią chwilę. Można też ograniczyć ilość
przygotowywanych potraw, aby potem nie jeść ich przez cały tydzień lub wręcz
wyrzucać. Pamiętajmy, że wiele osób stosuje ostatnio diety, nie jedzą słodyczy i namawianie ich na skosztowanie kolejnej potrawy na nic się nie zda. Aby wszystko dobrze sobie zorganizować warto wcześniej zrobić sobie
listę zakupów i rzeczy, które musimy zrobić. Usiąść spokojnie i poświęcić nawet
godzinę, aby wszystko dokładnie zapisać. Ja robię zwykle trzy listy: potraw, zakupową i rzeczy które muszę przed świętami zrobić. Potem dużą przyjemność sprawia mi wykreślanie kolejnych pozycji. To naprawdę
bardzo ułatwia i nie będzie sytuacji, że okaże się, gdy już będzie za późno, bo
sklepy zamknięte, że czegoś nam zabrakło, albo o czymś zapomnieliśmy. np: wysłać kartki.
Lubię
święta i lubię przygotowania do Świąt, ale w tym roku będą to już moje trzecie
z kolei Święta, które spędzę poza domem. Dwukrotnie byłam w Niemczech, a w tym roku zamierzam spędzić je
z rodziną i przyjaciółmi w Warszawie. O moich pierwszych świętach jako
opiekunka już pisałam. Właściwie była to kolacja Wigilijna u znajomych
podopiecznej. Pozostałe dwa dni świąt upłynęły jak normalne dni. W zeszłym roku
byłam w Bawarii, w Regensburgu. Wigilię wraz z podopieczną i jej mężem
świętowałam u ich syna, który jako jedyny z ich czworga dzieci mieszkał także w
Regensburgu. Na kolację podano pieczeń wieprzową, kapustę i pieczywo, a na deser
tiramisu wykonane przez synową. Po kolacji rozdano prezenty głównie pierniki w
ozdobnych metalowych pudełkach. Syn z
synową dostali od rodziców lampę i bardzo mi się podobało jak otwierali
prezent. Ona rozwiązała wstążkę, On odwinął papier, Ona zdjęła papier, On odchylił jeden
bok zamkniętego pudełka, Ona drugi. I tak po kawałeczku przesuwając sobie
prezent po stole rozpakowali go. Potem syn grał kolędy na trąbce, mąż
podopiecznej przygrywał na pianinie. Było bardzo miło i wesoło. Pierwszy dzień
świąt rodziny spędzały we własnym gronie czyli z dziećmi, a drugiego dnia świąt
był wielki zjazd rodziny w domu podopiecznej. Synowe i córki poprzywoziły
ciasta, ale na obiad wszyscy udaliśmy się do restauracji. W sumie było ponad 20
osób. Po obiedzie w domu była kawa i słodkości. Nie uważam, że mamy spędzać
Święta tak jak Niemcy. Bardzo lubię naszą tradycyjną Wigilię z jej bezmięsnymi potrawami, ale nie
dajmy się zwariować i niech szaleństwo gotowania i sprzątania nie zabije w nas
ochoty na świętowanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































