niedziela, 22 sierpnia 2010

Nasza Chata pod Wiatrakami XVIII

Dzisiaj trochę opisowo . Chciałam podziękować wszystkim sympatykom mojego blogu, a przede wszystkim serdecznie dziękuję za przemiłe wpisy Scholastyce, Graszy44, aagaa, Gosi, Agnieszce, Ameli10, MariPar, Aszka9, Moje Zacisze, ZiŁ i za zainteresowanie Wszystkim obserwującym mój, a właściwie to Nasz blog, bo choć ja piszę to przed publikacją daję tekst do zatwierdzenia M, żeby nie popełnić jakiejś technicznej gafy.

Chciałam też odpowiedzieć Graszy44 odnośnie naszego szamba, jak to się niezbyt literacko nazywa. Szambo mamy zaplanowane na 5 kręgów (1m x 1m) 2 i 3 kręgi. Szambo jest szczelne – zabetonowane od spodu, i opróżniane raz na 3-4 tygodnie, tak że nie ma problemu z zanieczyszczaniem środowiska. Na początku myśleliśmy o ekologicznej oczyszczalni ścieków, ale po dokładnym zapoznaniu się z jej działaniem i wymogami odnośnie terenu na jakim może być usytuowana zrezygnowaliśmy. Żeby taka oczyszczalnia działała sprawnie nie można w domu używać detergentów, które zabijają drobnoustroje w oparciu o które taka oczyszczalnia działa, a kto ich dzisiaj nie używa? Taka oczyszczalnia np. „typu szwedzkiego” powinna być usytuowana na gruntach przepuszczalnych, nasza okolica to „królestwo” iłu i łupka ze sporym spadkiem terenu , czyli warstwy absolutnie nieprzepuszczalne. Czysta teoretycznie woda jest saczkami rozprowadzana po terenie. Jeśli teren jest nierówny lub nieprzepuszczalny, może sobie spłynąć do sąsiada, lub wypłynąć na naszej działce w najmniej spodziewanym miejscu. To jak czysta jest woda odprowadzana do gruntu przez taka oczyszczalnie, jeśli nie zastosuje się zaleceń producenta może okazać się po paru latach, kiedy chodzenie po terenie znajdującym się nad nią okaże się mało przyjemne. Jest jeszcze jeden powód dla którego zrezygnowaliśmy z oczyszczalni, we wsi planowana jest budowa kanalizacji i w momencie jej powstania nieczystości musza być odprowadzone do wspólnej sieci – nie można wtedy korzystać z indywidualnych oczyszczalni, jakie by one nie były!
Uważam, ze obecnie sytuacja na wsi uległa znacznej poprawie jeśli chodzi o ochronę środowiska, chociaż na pewno są wsie gorsze i lepsze pod tym względem i tradycyjnych domków z serduszkiem nie brakuje, choć łazienki w domu są. Szamba nie są opróżniane tak często jak powinny i w zależności od kierunku wiatru do nas też zalatują niezbyt przyjemne zapachy. A przecież są specjalne preparaty do szamb, które w dużym stopniu likwidują nieprzyjemne zapachy.


Zrobiło się mało przyjemnie od tych wywodów, więc może inny temat, który może zainteresuje tych co też remontują stary dom. Dlaczego remont starego domu? Na pewno jest to dla nas wyzwanie. Już samo poznanie konstrukcji takiego domu jest bardzo ciekawe. Stare domy z bali były budowane bardzo solidnie. Można sobie zadać pytanie, dlaczego często rozbiera się takie domy i przenosi w inne miejsca, nie lepiej wybudować nowy drewniany? Można, ale to nie to samo, bo nie ma już takiego drzewa! Podobno drzewa na taki dom wycinane były z trudno dostępnych miejsc, gdzie drzewa miały ciężkie warunki do rośnięcia i rosły bardzo długo, przyrosty „letnie” i „zimowe”(słoje ciemne i jasne w przekroju pnia) były bardzo blisko siebie, na niektórych z naszych bali można było wyliczyć przeszło sto lat wzrostu jodły! Pozyskane z takich drzew drewno było bardzo twarde. Nasz dom jak większość domów w tej okolicy ma 6,5m szerokości i 13m długości. Przedzielony jest poprzecznymi ścianami w 3 miejscach tworząc 4 pasy 1. szerokości 2,5 m– boisko,2 - 2,5m obora, chlewik, 3- 2,5 m kuchnia i przedpokój i 4 – 3,9 m dwa pokoje. Boisko i dawną oborę czyli powierzchnię 6o m2 wykorzystujemy na pokój, łazienkę, garderobę, wc i cześć holu. Kuchnia będzie w tym samym miejscu, ale otwarta na hol. Jeden pokój pozostanie w stanie niezmienionym jeśli chodzi o metraż, będzie w nim biblioteka z gabinetem, natomiast drugi salonik –jadalnia ma zostać powiększony poprzez rozbudowanie domu i utworzenie litery L, ale to plany na przyszły rok. Do jesieni zamierzamy wykończyć wspomniane wyżej nowe pomieszczenia i wymienić wszystkie okna. Przez zimę remontować kuchnię i przedpokój. W przyszłym roku chcemy wyremontować dwa pokoje które użytkujemy obecnie, oraz przeprowadzić ewentualną rozbudowę i wymianę dachu.


Czytając blogi o remontach starych domów zauważyłam, że niektórzy pragną z detalami odtworzyć charakter starego domu zachowując stare drzwi, okna, kuchnie. Jeśli dom ma być tylko Waszym Domem to szczerze to odradzam, chyba że ma stanowić atrakcję turystyczną i ważne jest zachowanie lub odtworzenie dawnych detali. My w remoncie naszej chaty stawiamy na polaczenie nowoczesności i funkcjonalności z niewątpliwymi zaletami drewnianych bali, starając się jednocześnie zachować charakter budynku. Na początku miałam zamiar zachować stare solidne drewniane drzwi, ale są one bardzo niefunkcjonalne jedna połówka otwarta - za mało na swobodne przejście, dwie otwarte za dużo. Poza tym drzwi są sporo za niskie. Okna (są już zresztą gotowe) też zamówiliśmy plastikowe o drewnianej fakturze, łatwe do mycia, dzielone pośrodku, żeby pasowały do starego domu. Warto też zwrócić uwagę na ocieplanie domu drewnianego, wiele czasu poświęciliśmy na studiowaniu opracowań fachowych, dyskusji na forach internetowych i wynika z tego jasno, że stary dom z autentycznych drewnianych bali to nie ceramiczny domek czy drewniany „kanadyjczyk”, pogoń za jak najmniejszym „K” (współczynnikiem przenikania ciepła), przy niezbyt dokładnej analizie wilgotnościowo – cieplnej, może skończyć się zagrzybieniem ścian i zniszczeniem ścian konstrukcyjnych, czyli drewno, które przetrwało w świetnej kondycji przez kilkadziesiąt lat, ulegnie zniszczeniu w lat kilka. Można oczywiście stosować różnego rodzaju folie czy membrany zapobiegające temu zjawisku, tylko gdzie wtedy mikroklimat tworzony przez konstrukcje drewniane? Przyjęliśmy w naszej chacie taką zasadę: izolować – tak, ale bez przesady, za to z dobrą wentylacją.
Tym razem było opisowo, w następnym wpisie może będę już mogła zamieścić fotki nowych pomieszczeń. Dokumentację robię cały czas niestety brakuje czasu na systematyczne wpisy :(. Chcemy wykorzystać sprzyjającą na razie pogodę żeby jak najwięcej zrobić przed zimą.


Pozdrawiam serdecznie
Anula



A żeby nie było tak zupełnie bez obrazków Nasz Florek zaciekawiony pralką


Jak się Tam dostać?

A może coś jest pod spodem?




poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Nasza Chata pod Wiatrakami XVII


Czasem słońce, czasem deszcz… i normalna pogoda, a u nas ostatnio albo słońce i upał nie do zniesienia, albo deszcz. Wilgotność powietrza przekracza 70, a przy takiej wilgotności wszystko idzie wolniej. W wątku ogrodowym nawet nie bardzo mi się chce pisać bo najlepiej ze wszystkiego rośnie trawa i zielsko. Trawy nie mam jak skosić bo za mokro, z zielskiem to samo. Kwiaty w taką pogodę wiadomo - szybko przekwitają i nie zdążą nacieszyć oczu swoim pięknem.
Tak kwitły róże przed ostatnimi deszczami




Prace w chacie po wyschnięciu płyty nam się spiętrzyły i tak naprawdę nie wiadomo za co się brać! W czasie schnięcia płyty właściwie wszystkie pomieszczenia, w których można było coś robić, były wyłączone z prac. Na górze schła płyta na dole były podtrzymujące stemple. W międzyczasie zamówiliśmy drzewo na nowe legary – stare nad częścią gospodarczą były kiepskie, cegłę i pustaki na ścianki wewnętrzne, drzwi do piwnicy i okna do całego domu. Teraz wypadałoby rozpocząć prace na wszystkich frontach.
Tak wygląda całe pomieszczenie - trochę już zastawione materiałami budowlanymi -
po usunięciu dzielącej je ściany, została tylko ostatnia belka.



Oczywiście nasz kot musi uczestniczyć przy wszystkich pracach i wszystko dokładnie obejrzeć.

Zejście do piwnicy - na razie po drabinie.

Wycięte belki posłużyły nam do wypełnienie miejsc po oknach i drzwiach od boiska i wymianie niektórych belek






Wszystkie szczeliny pomiędzy belkami zostały w większości oczyszczone, przedmuchane przy pomocy kompresora, następnie zakonserwowane przeciwko różnym smakoszom drewna i pleśni również przy użyciu kompresora. Powstałe przestrzenie pomiędzy belkami zostaną wypełnione pianką. Staraliśmy się w większości wykorzystać miejsca po oknach i drzwiach na przyszłe okna i drzwi, ale nie wszędzie się to udało. Na zdjęciu powyżej (2 od góry) widać wypełnione belkami miejsce po oknie. Nowe wypadnie tuz obok wyciętej ściany.
Mniej więcej w połowie starego okna będzie biegła ściana. Natomiast w miejsce widocznych drzwi będą wstawione drzwi wychodzące na skarpę i tarasik.


Belki w większości są bardzo zdrowe. Pisałam już, że przy ich cięciu poszedł nie jeden łańcuch od piły. Nadgryziona przez spuszczele ( to one są głownie szkodnikami takiego drewna) to zwykle warstwa 2-3 cm, dalej szkodniki wysiadają, nie dają sobie rady z tak twardym drewnem.


W tej chwili cała konstrukcja domu została trochę osłabiona. Poprzeczne ściany, których w środku było 3 spajały dłuższe boki domu, dlatego wymurowane w środku ścianki będą połączone z belkami specjalnymi śrubami w ten sposób aby belki mogły „pracować” jak wiadomo drewno to nie mur i pracuje cały czas, czyli zmienia swoją objętość.




Prace wykopaliskowe (drenacyjne, doprowadzenie wody (mamy w domu dwa ujęcia wodę studzienną i z miejscowego wodociągu) już za nami. Pozostała jeszcze jedna poważna, ale to już zajęcie dla koparki – wykopanie szamba. Właśnie dzisiaj przywieziono nam betonowe kręgi pod tą inwestycję. Czas kiedy będzie można zrezygnować z Toi Toi zbliża się wielkimi krokami i to nas cieszy
Zapraszam też do odwiedzenia mojego ogrodu – link na górze bloga :)


Pozdrawiam Wszystkich serdecznie
Anula

poniedziałek, 12 lipca 2010

Nasza Chata pod Wiatrakami XVI


Uff jak goraco i uff no to płytę mamy wylaną! Poprzedziło ją wiele prac przygotowawczych, ale w końcu jest! Nasza przyszła sypialnia i łazienka ma już swoje podwaliny. Było to jak do tej pory największe przedsięwzięcie. Pogoda dopisała – zaczęło padać po wylaniu ostatniej taczki betonu. Niestety nie było możliwości, żeby zamówić gruszkę z betonem ze względów logistycznych. W sumie poszło 34 betoniarki. A oto jak przebiegały prace.

Widok kamiennej piwnicy i pomieszczenia gospodarczego z góry:





Przygotowana zazbrojona powierzchnia.





Nie mam zdjęcia z piwnicy, ale tam stały solidne podpory (stemple), całość pod folia zaszalowana deskami. Płyta sięga poza ścianę widoczną po lewej stronie, mniej więcej do połowy następnego pomieszczenia. Potem zostanie rozebrana i wykorzystana do uzupełnienia miejsca po drzwiach od boiska, a także do wymiany dolnych trochę nadgryzionych przez czas i korniki belek. Generalnie belki są zdrowe i niejeden łańcuch od piły już wykończyły. Wymiany wymagają tylko dwie belki od dołu. Wszystkie prace związane z płytą zostały odebrane przez KB.

I gotowa płyta! Te trzy miejsca to wyloty kominów, teraz będą budowane dalej w górę.


Miejsce na schody w dół




Ktoś zostawił swoje ślady na jeszcze świeżej płycie. Nie była to nasza Florka.


Teraz chwila oddechu płyta musi się wiązać przez około 2 tygodnie, a my mamy czas na prace porządkowe wokół domu.
Mam nadzieje, że teraz relacje z remontu, a może restaurowania starej chaty – ładniej brzmi, będą pojawiały się częściej.
No i jeszcze słów kilka o mieszkaniu na wsi. Tak naprawdę to chyba nigdzie indziej, a mieszkałam już w wielu miejscach, nie czuje się tak dobrze jak tu. Najbardziej przypomina mi to czasy dzieciństwa i mieszkanie w moim rodzinnym domu. Mam trochę rzeczy zabranych z tego domu m.in. 2 szafki nocne. Z mebli które tu zastałam zostawiłam szafę i stare lustro (toaletkę), może uda się odnowić jakiś stary stół. Chciałabym też zachować jedne drzwi i zrobić na strychu taki pokój w starym stylu, który byłby jednocześnie moją pracownią… bo czasami lubię coś uszyć i nie tylko.
Przeglądając blogi znajduję wiele osób, rodzin, które tak jak my podjęli się niełatwego zadania remontu starego domu. Wiadomo przy takich remontach mogą się zdarzyć różne „niespodzianki”, ale ja z podziwem patrzę na dawną technologie budowania takiego domu i chylę głowę nisko przed jego budowniczymi i ich kunsztem. O konstrukcji takiego domu i metodzie budowania napiszę jeszcze nieraz.
Serdecznie pozdrawiam wszystkich sympatyków mojego blogu!
Anula


P.S.A Florka nam rośnie (chociaż powstały wątpliwości czy to na pewno kotka, najwyżej będzie Florek :)). Zaliczyła już jedna doniczkę i nie ma w zasadzie miejsca do wysokości 1 m (na razie) gdzie by nie weszła. Raz została zamknięta w szafie, raz w kanapie. Powoli zaczyna zwiedzać okolice wokół domu, staramy się aby nauczyła się trzymać domu i nie oddalała się za bardzo, zwłaszcza, ze ulicą przy której mieszkamy samochody jeżdżą dużo za szybko.

piątek, 11 czerwca 2010

Nasza Chata pod Wiatrakami XV

Witam po dłuższej przerwie. Wydawałoby się, że jak pada deszcz to jest czas na pisanie bloga, a tymczasem taka pogoda tak przygnębia, że jakoś brak chęci do czegokolwiek. Jeden, dwa, trzy dni deszczu można jakoś wytrzymać, ale cały miesiąc. Potem powodzie całkiem blisko nas też jakoś nie nastrajały do pisania. W maju odwiedziła nas też moja córka, przebywająca od jakiego czasu w Paryżu. Niestety prawie całemu jej pobytowi towarzyszył deszcz. Ledwo zdążyła przed wielką falą dotrzeć do Katowic skąd miała lot do Paryża. Dzień później przejazd przez Kraków mógł być kłopotliwy.
W chacie mimo złej pogody sporo zostało zrobione, głównie dlatego, że prace wykonywane były w piwnicy.
Najpierw zostały wykopane, a potem wylane fundamenty pod ściany piwnicy. Niestety cały czas towarzyszyło nam błoto.


Potem powstały ściany piwnicy i kominy, wentylacyjny i dymny.


Takie „ustrojstwa” wymyślił mąż, żeby łatwiej było wymurować kominy






I gotowa ściana. Kamienna piwnica też już została dokończona.




Ponieważ pomieszczenie gospodarcze w piwnicy wyszło nam dość duże i do tego jeszcze kamienna piwnica, przynajmniej na razie zrezygnowaliśmy z budowy dodatkowego pomieszczenia w miejscu gdzie kiedyś stała szopka. Fundamenty, oraz niskie ścianki które już w zeszłym roku zostały pod to pomieszczenie przygotowane po niewielkich zmianach pozostaną i w środku będzie miejsce na drewno do kominka.

Wszystkiego nie da się przewidzieć, pewne rzeczy wychodzą w trakcie i tak np. musieliśmy poszerzyć drzwi zewnętrzne do piwnicy, gdyż teraz będą one drzwiami zewnętrznymi, wcześnie miały być drzwiami wewnętrznymi i jako takie zostały zaplanowane na trochę węższe. Poczyniliśmy jeszcze jedną zmianę. Z początku do pomieszczeń gospodarczych i piwnicy miało się wchodzić tylko z zewnątrz, teraz chcemy w środku zrobić schody do piwnicy, gdzie planujemy umieszczenie pieca gazowego do centralnego ogrzewania i zbiornika na wodę. Tym samym zlikwidowaliśmy z planu małe pomieszczenie, które miało służyć jako gospodarcze na parterze domu. Miejsce to zostanie wykorzystane na schody.

Remontowanie domu, szczególnie jak się w nim mieszka, wymaga więcej czasu niż budowanie od podstaw nowego. Wiele rzeczy trzeba najpierw zabezpieczać, zwłaszcza miejsca, gdzie łączą się ściany. Wszystkie nasze obecne działania to przygotowania pod wylanie płyty. Otrzymamy wtedy ponad 60 m2 powierzchni do zagospodarowania, w tym około 40 m2 parteru i około 20 m2 piwnicy. Pozostała cześć domu nie będzie już wymagała tylu zabiegów, bo nie ma pod nią piwnicy.

W niewielkich przerwach pomiędzy deszczami udało mi się ułożyć ścieżkę z kostki wzdłuż domu, dosyć miałam chodzenia po błocie, a wysypane kamyki znikały w nim nie wiadomo kiedy. Jest to oczywiście prowizorka, ale błota nie ma.




Została też odkopana, do drugiego kręgu, studnia w celu jej wyprostowania i uszczelnienia, a także wykonania wokół drenacji, a mnie przybył kolejny kawałek działki do zagospodarowania, który nie będzie już rozkopywany ;).



W chacie przybył nowy domownik. Nazywa się Florka i jest małą czarno-białą kotką. Ma niecałe dwa miesiące i jak każde małe kocię jest zabawna i prześmieszna.




Na razie to tyle z naszej chaty. Dziękuję bardzo sympatykom mojego blogu za cierpliwość, w oczekiwaniu na nowe wieści z chaty, gdyż od ostatniego wpisu upłynęło sporo czasu.

Serdecznie pozdrawiam
Anula z Chaty pod Wiatrakmi

Na koniec ciekawostka zielone jajka ( na zdjeciu wyszły niebieskie) od kury zwanej zielononóżką. Podobno bez cholesterolu :).

wtorek, 4 maja 2010

Nasza Chata pod Wiatrakami XIV

Deszcz siąpi, pogoda albo barowa, albo dobra do pisania bloga, może być też jedno i drugie, lampka czegoś na wzmocnienie w takich chwilach jak najbardziej wskazana. No ale do rzeczy. Prace przy remoncie aczkolwiek w tempie żółwiowym posuwają się do przodu. Nie pamiętam już, czy pisałam, że kamienna piwnica (zdjęcie tutaj) w czasie zimy częściowo się zawaliła. Być może przyczyniły się do tego prace związane z usuwaniem starych wylewek w dawnej oborze. Niestety nic się nie dało zrobić, poza rozebraniem jej do reszty. W tym samym miejscu powstaje nowa piwnica murowana z kamieni tyle że bez łukowego sklepienia. W tej chwili po zdjęciu podłogi na dawnym boisku (pomieszczenie gospodarcze), również nie ma tam sufitu, który już wcześniej został rozebrany, w zasadzie w tym miejscu były tylko poukładane deski, powstało pomieszczenie o wysokości 3 kondygnacji: piwnicy, parteru i strychu.
Na boisku były jeszcze stare żarna w kiepskim już stanie. Kamienie wykorzystane zostaną na skalniku.




Po wymurowaniu piwnicy, zostanie zrobiony szalunek, na całym boisku i części następnego pomieszczenia, pod wylanie podłogi. W tym miejscu planowana jest łazienka, sypialnia i garderoba. Z sypialni ma być wyjście na niewielki tarasik usytuowany na górze skarpy. Obecna ściana z bali oddzielająca boisko od następnego pomieszczenia zostanie rozebrana, powstanie druga ściana z pustaków, jakiś metr dalej. Bale zostaną wykorzystane na podmianę niektórych zewnętrznych bali i na uzupełnienia np. w miejsce gdzie obecnie są drzwi od boiska.



















Mieszkając już miesiąc w drewnianej chacie mogę już powiedzieć, że mieszka się tu rewelacyjnie. Drewniane domy są bardzo dźwiękoszczelne, głosy z zewnątrz dochodzą bardzo przytłumione, wilgotność jest w sam raz, nie ma suchego powietrza, ani nadmiernej wilgoci. Poza tym są bardzo wdzięcznym obiektem do remontu, po prostu da się z nimi zrobić wiele rzeczy, które przy domu murowanym są po prostu niemożliwe do wykonania. Najważniejsze, żeby rogi domu stały stabilnie, z resztą można robić wszystko, no powiedzmy prawie wszystko.


Pozdrawiam majowo

Anula


wtorek, 20 kwietnia 2010

Tragedia, która nie powinna się wydarzyć!

Smoleńsk 10 kwietnia 2010 r.


Złe warunki atmosferyczne, błąd pilota, zła organizacja, a może wszystko po trochu złożyło się na tragedię, która nie powinna mieć miejsca. Nie było to trzęsienie ziemi, ani inny kataklizm. Mgły są częstym zjawiskiem, ale do przewidzenia i z tego powodu samoloty zwykle się nie rozbijają. Lecą na inne lotnisko. Nie ma ważniejszej rzeczy nad życie ludzkie. Nie można go ryzykować z przyczyny innej niż ratowanie innego życia. Tu taka sytuacja nie miała miejsca. Na pewno zawinił czynnik ludzki, jaki by on nie był. Na pewno tyle ważnych osób nie powinno lecieć jednym samolotem. Jakbyśmy byli zgodnym narodem i partyjne podziały nie górowałyby nad zdrowym rozsądkiem, obchody rocznicowe w Katyniu mogłyby być jedne. Ale my jesteśmy dziwnym narodem.


Nasza narodowa buta, nawet w obliczu tak wielkiej tragedii nie pozwala się przed nią skłonić nisko i z pokorą. Przez nieprzemyślaną decyzję kogoś (można tylko przypuszczać kogo) na zawsze pozostanie rysa na tej tragedii. Bo czyż miejscem ostatniego spoczynku pary prezydenckiej musiał być Kraków. Czy naprawdę trzeba było wielkiej wyobraźni, żeby przewidzieć, że spowoduje to niezadowolenie sporej grupy społeczeństwa. Bo dużo osób chociaż nie protestuje to wyraża co najmniej swoje zdziwienie zaistniałą sytuacja. Czy trzeba dodatkowych przejazdów, utrudnień, czyż Warszawa i Świątynia Opatrzności nie była godna przyjąć u siebie Prezydenta. Dlaczego taka osoba jak Prezydent nie miała napisanego testamentu z wyrażoną wolą co do miejsca spoczynku. A jeśli taki testament był i wolą prezydenta było być pochowanym na Wawelu czemu nikt o tym nie powiedział. Może ostatnia wolę uszanowałoby całe społeczeństwo i nie byłoby niepotrzebnego zgrzytu. My Polacy jesteśmy dziwnym narodem.


Nawet największe tragedie jednoczą nas tylko na chwilę. Zginał Prezydent i jego żona i zginęło prawie sto osób, których śmierć to największa, niewyobrażalna tragedia dla ich rodzin i najbliższych i wielka strata dla Polski. Córka prezydenta, która straciła rodziców, nie głowę Państwa i jego małżonkę, ale rodziców i wygląda na bardzo osamotnioną, ale o tym czasami zupełnie się zapomina. Nie zauważyłam żadnego czułego gestu ze strony jej wujka, w końcu najbliższej rodziny. Pisma i portale internetowe prześcigają się teraz w tworzeniu kolejnego mitu. Chcą przechytrzyć historię, która jest bezwzględna i pamięta wszystko. Wierzę, że Maria i Lech Kaczyńscy byli dobrym małżeństwem, pewnie dobrymi rodzicami i wrażliwymi ludźmi, ale przez te parę lat, kiedy byli pierwszą parą w państwie , Pan Prezydent nie wzniósł się ponad partyjne podziały i nie starał się nawet być Prezydentem Nas wszystkich, Polaków, a Pani Prezydentowa raczej była w cieniu. Czy teraz w ciągu tygodnia coś się zmieniło? My Polacy jesteśmy dziwnym narodem.

Ta tragedia nigdy by się nie wydarzyła, gdybyśmy się wznieśli ponad partyjne podziały.

wtorek, 6 kwietnia 2010

Nasza Chata pod Wiatrakami XIII



Przepraszam, wszystkich sympatyków mojego bloga, za brak życzeń świątecznych i świątecznej atmosfery, która zawitała do innych blogów, po prostu w nawale pracy związanej z przeprowadzką i przygotowaniami do świąt, nie dałam rady :(.




Swiąteczna Niespodzianka od przyjaciólki. Skrzyneczka, a w niej pisanki. Własnorecznie zdobione. Dziekuje serdecznie Jadziu!



Po 2 tygodniowym życiu na wysokich obrotach najpierw pakowanie, potem przeprowadzka i rozpakowywanie poczułam się jak balon z którego uszło powietrze. Delektowałam się błogim spokojem i zadowoleniem, że nic nie muszę, w czym utwierdzał mnie też mąż, chociaż gdzieś w zakamarkach podświadomości błąkała się myśl o konieczności napisania na blogu chociaż paru słów. No i tak zeszło aż do dzisiaj, kiedy pogoda jest deszczowa i senna, na zewnątrz nic się robić nie da,a święta mamy już za sobą. Ale może po kolei.


Pierwsze kartki, które trafiły do chaty
Przeprowadzkę mieliśmy zaplanowaną na piątek, tydzień przed świętami. Wcześniej przyszedł właściciel firmy od przeprowadzek, rzucić okiem na to co mamy do przewiezienia i jaki trzeba będzie podstawić samochód. Ocenił, ze 3 ludzi załatwi nam przeprowadzkę w 2 godziny, my oceniliśmy na minimum 3. Jak się później okazało przeprowadzka zajęła 7 godzin. Oczywiście miały być wszelkie zabezpieczenia mebli, folia bąbelkowa, narożniki na meble itp. W rzeczywistości była to zwykła tektura i cienka folia. Meble musiały być najpierw owinięte folia, potem tektura i na to jeszcze raz folia. To zajęło sporo czasu. Chłopaki pracowali ciężko, ale widać było, że pojęcia o pakowaniu za dużego nie mieli. Ostatecznie sporo rzeczy (m.in. drabinka, suszarka, stolik) się nie zmieściło, kosztowało nas to dodatkowe dwa kursy, a telewizor dość ciężki, bo nie z tych z nowszej generacji, wieźli w szoferce na kolanach.

Przez parę pierwszych dni trudno było się poruszać w labiryncie kartonów

Przeprowadzajac się dwa lata temu z domu do bloków, sytuacja była dużo prostsza bo było niewiele mebli, w większości kartony i wszystko było składane w jednym pokoju. Tu sytuacja była zupełnie inna. W międzyczasie przybyły meble i trzeba było tak zorganizować przeprowadzkę żeby najpierw wypakowywać meble i ustawiać je na docelowych miejscach, potem na srodek kartony. Myśleliśmy, że jak już ktoś zajmuje się przeprowadzkami to takie różne niuanse są mu znane. Okazuje się, że nie, a profesjonalizm jest tylko w reklamie.
Przeżyłam też chwile grozy! Chwilę po zakończeniu wyładunku, samochód już pojechał, my też postanowiliśmy pojechać po resztę rzeczy i przy okazji coś przekąsić na mieście. Ale gdzie jest moja torebka? Najpierw położyłam ja na kanapie, potem na fotelu tyle pamiętam. Szukamy pomiędzy kartonami. Nic. W torebce klucze od mieszkania, karty, dokumenty, wiadomo- wszystko! Nachodzą mnie czarne myśli, może w całym tym zamieszaniu zmieniła właściciela. Po chyba 15 minutach stresu, nagłe olśnienie. Sięgam po duże otwierane pudło na różne drobiazgi, stojące górze regału. Otwieram – jest! Co za ulga! Teraz dopiero przypomniałam sobie moment włożenia tam torebki. Jakbym sobie nie przypomniała szanse znalezienia jej tam były raczej marne.
Największe niedogodności w chacie to obecnie brak łazienki i szafy. Przy pierwszej kąpieli w wannie chyba otworze szampana, bo przez okres ostatnich 2 lat był niestety tylko prysznic, teraz musi jakoś wystarczyć duża miska (największa jaka była do kupienia:)). W domu mieliśmy garderobę, w bloku szafy w zabudowie, teraz musi wystarczyć jedna szafa, którą tu zastaliśmy, do czasu aż powstanie garderoba. Dlatego część regałów na książki pełni teraz rolę kredensu, w kredensach jest miejsce na ubrania. Ubrania zimowe i wiele rzeczy, które obecnie nie są niezbędnie potrzebne do życia powędrowało na strych w oczekiwaniu na swoje miejsce.

Zawsze podobały mi się obrusy za szkłem i teraz zupełnie przypadkiem tak właśnie jest


W chacie pierwsze co będzie robione to….. odbudowa piwnicy. Pokazywałam ją wcześniej, niestety część jej w zimie się obsunęła, widocznie liczne kucia przy usuwania betonowej podłogi w dawnej oborze, osłabiły jej konstrukcję. Zostaną odbudowane tylko boczne ściany, sklepieniem będzie wylewka pod podłogi w sypialni, łazience i garderobie. Będą to pierwsze pomieszczanie, które powstaną w gospodarczej dotychczas części chaty.


O tym co będzie się działo w ogrodzie będę pisać w swoim dawnym blogu ogrodowym. Taką myśl podsunęła mi Scholastyka. I to chyba niezły pomysł, bo chociaż mój dawny ogród jest już w innych rekach i nawet nie wiem i nie chcę wiedzieć jak wygląda to wiele pomysłów tam zrealizowanych chcę wykorzystać w nowo zakładanym ogrodzie.
Tak więc miłośników ogrodu już wkrótce zapraszam tu


Serdecznie Wszystkich Pozdrawiam
Anula