No właśnie. Zawsze to duże przedsięwzięcie. Obgotować kapustę, poodrywać delikatnie liście, ugotować ryż, przygotować mięso itd.itd. Pół dnia pracy, choć w efekcie mamy gar gołąbków, ale tak naprawdę mamy już serdecznie dość i nawet nie chce nam się ich spróbować. Czy jest sposób na szybkie gołąbki? I to nie takie w formie kotlecików z kapustą w środku, zamiast na zewnątrz. Jest. Z tym, że jednak pierwszy raz trzeba się trochę pomęczyć, ale potem to już bajka. Gołąbki robimy w pół godziny. Pomysł podpatrzony u tutejszych gospodyń, które obgotowane liście kapusty, ładnie zwinięte, zamrażają. Potem wystarczy wieczorem wyjąć liście z zamrażarki, żeby się spokojnie przez noc rozmroziły i robimy gołąbki na jakie nam przyjdzie ochota. Sama przyjemność. Zwykle robiłam gołąbki 2-3 razy do roku, bo obgotowywanie kapusty skutecznie mnie zniechęcało. Teraz mając zamrożone liście robię znacznie częściej i w mniejszych ilościach, zwykle na jeden, dwa obiady. Mrożone liście mają jeszcze tę zaletę, że zajmują mniej miejsca niż gotowe gołąbki, poza tym za każdym razem możemy poeksperymentować z farszem. Nigdy wcześniej liści kapusty nie mroziłam, więc może nie tylko ja?
Liście zwinięte do zamrożenia
Zamrażam też małe liście, którymi potem wykładam spód garnka z gołąbkami.
Pewnie ile gospodyń tyle rodzajów gołąbków. Ja podobno robię gołąbki po warszawsku 1/2 ryżu, 1/2 mięsa. Im dalej na południe w gołąbkach było mniej mięsa, im dalej na północ mięsa było więcej. Wynikało to z zamożności regionów. Teraz różnice wynikają raczej z upodobań.
Pozdrawiam































