Utwór zespołu Klincz z roku 1984. Nie pamiętałam tego utworu z tamtych lat. Widocznie bardziej pochłaniały mnie wtedy pieluchy bo w tym roku urodziłam córkę. Odkryłam go całkiem niedawno w wykonaniu Krzysztofa Krawczyka ( drugi link). Też bardzo dobre wykonanie, którego też wcześniej nie słyszałam. Wolę jednak oryginalną wersję instrumentalną. Jak znajdziecie chwilę na rozmyślania to warto posłuchać tych utworów. Zapraszam. Anula
zespół Klincz - Latarnik
Krzysztof Krawczyk - Latarnik
piątek, 24 stycznia 2014
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Post na Święta
Święta
w wielu domach już dawno zatraciły swój świąteczny charakter. Przestały
sprawiać przyjemność, stały się natomiast smutną koniecznością. Koniecznością
upieczenia wielu ciast, przygotowania wielu potraw i zakupieniu wielu
prezentów. Gdzieś w tym chaosie zakupów, przygotowań, sprzątania,
dekorowania zagubiło się to co w
świętach najważniejsze, świąteczny nastrój. I to nie nastrój stworzony przez zapalone
świece i bogato udekorowaną choinkę, w tym roku dla odmiany bombkami w odcieniu
morskim, czy specjalnie na święta zakupionym nowym serwisem w tym samym odcieniu.
Święta to nie obowiązek, kto nie chce nie musi ich obchodzić, a już na pewno
nie powinien tego nie robić na siłę. Święta to czas, kiedy powinniśmy zrobić
coś wyjątkowego. Zapomnieć dawne urazy, popatrzeć w głąb siebie, zastanowić się
nad sensem wszystkiego co robimy. Może warto coś w naszym życiu zmienić. Może nie
wszystko co robimy jest ważne, może szkoda na to czasu. Święta powinny zostać w
naszej pamięci jako coś wyjątkowego co będziemy pamiętać jeszcze długo po tym jak
przeminą. Co zrobimy w te święta to już zależy od nas, ale nie dajmy się
zwariować. Podarujmy sobie na święta spokój, miłość, uśmiech i życzliwość. Nie
bądźmy zaganiani, miejmy czas na prawdziwie rodzinne, przyjacielskie spotkania
bez zbędnego blichtru i przepychu, za to z poczuciem, że po świętach pozostanie
w nas coś więcej niż tylko zmęczenie.
Tydzień
temu przyniosłam ze strychu kartony z ozdobami świątecznymi, które niemal w
całości powędrowały z powrotem na strych. To co pozostało przedstawiam na
zdjęciach. Natura daje czasem więcej niż droga szklana bombka, której stłuczenie
może nam zepsuć cały świąteczny nastrój.
Życzę
Wszystkim, aby te Święta były dla Was takie jakich naprawdę chcecie. To będzie najwspanialszy
prezent jaki dacie sobie, a może także waszym bliskim.
czwartek, 12 grudnia 2013
Kacperek wrócił :)
Po 3 długich nocach i 2 dniach. Dzisiaj jakąś godzinę temu wyszłam sprawdzić czy może gdzieś się nie pojawił, a on właśnie wychodził zza rogu domu. Przyniosłam go do domu i okazało się, że jest tylko wystraszony, trochę wybrudzony i bardzo głodny. Zaczynałam już tracić wiarę tym bardziej, że Kacper nie miał w nawyku znikania z domu na długo. Dziękuję bardzo za duchowe wsparcie Marysi z Pogórza, Węszynosce, Agacie Rak, Efce Raj, Asi i Wojtkowi i Pacjanowi z Barcelony, a przede wszystkim dziękuję córce, która zamieszczała ogłoszenia na wszystkich możliwych portalach i przez Facebooka rozsyłała wiadomości po całym internecie także wśród społeczności naszej miejscowości. Być może właśnie te jej prośby o sprawdzenie szop i komórek sprawiły, że Kacperek wrócił. Nie wygląda na to żeby był gdzieś daleko, ale że przez przypadek został gdzieś zamknięty.
Jeszcze raz bardzo serdecznie Wszystkim dziękuję i mam jeszcze prośbę trzymajcie kciuki za moją Martę w piątek 13 podchodzi do egzaminu na prawo jazdy.
Nadzieja umiera ostatnia
Anula
Jeszcze raz bardzo serdecznie Wszystkim dziękuję i mam jeszcze prośbę trzymajcie kciuki za moją Martę w piątek 13 podchodzi do egzaminu na prawo jazdy.
Nadzieja umiera ostatnia
Anula
środa, 11 grudnia 2013
Ciężkie życie kota na wsi
Nasz
kot Kacper zaginął w poniedziałek po południu. Po prostu wyszedł jak zwykle i
nie wrócił. Zwykle pojawiał się co godzinę, dwie.
Wieczorem
zaczęłam się niepokoić. Co chwilę wychodziłam z domu nawoływałam. Nic. Rano
obeszłam okolicę. Też nic. Czasami w pobliże domów podchodzą lisy, ale wtedy psy głośno ujadają. Tej nocy
było wyjątkowo cicho.
Ostatnio,
jak zrobiło się chłodniej, koty (bo mam dwa) wychodziły na krótko i zaraz
dobijały się do drzwi. Noce spędzały w domu. Wychodziły około 4-5 nad ranem,
ale też na chwilę. W lecie nie można ich było utrzymać w domu, gdy nastały
chłody ciągnęły do domowego ciepełka i swoich legowisk. Dlatego niepojawienie
się Kacpra do wieczora bardzo mnie niepokoiło. Myślałam jeszcze, że może ktoś zamknął go przez
przypadek w jakieś szopie i kot nie mógł wyjść, ale rano ktoś go usłyszy i
wypuści.
Dziś
jest już 2 dzień Kacpra nie ma. Obeszłyśmy razem z córką okolice i sąsiadów,
wywiesiłyśmy ogłoszenie na bramce i tablicy informacyjnej na wsi, a nawet córka
zamieściła ogłoszenie w internecie. Jeszcze wierzę, że wróci. Kacper to bardzo
ciekawski kot, ale przez to pewnie co jakiś czas wpada w tarapaty. Na początku jak
był jeszcze mały zdejmowaliśmy go z drzewa. I to nie prawda, że kot jak wejdzie
na drzewo to i z niego zejdzie, a taki krąży mit. Drugim razem Kacper wpadł do
niezabezpieczonego ustępu. Tylko głowa była czysta. I jeśli ktoś uważa, że kot
by się wylizał to też się myli. Tyko wielokrotna kąpiel uratowała go od niechybnej
śmierci. Nawet nie protestował.
Kolejny
przypadek to utrata ogonka, który trzeba mu było amputować . Nie wiem w jakich
okolicznościach tak strasznie go uszkodził, że nic innego nie można było
zrobić.
Kacper
jest wykastrowany co miało zapewnić trzymanie się kota bliżej domu i właściwie przez
ostanie dwa lata tak było. Nawet jak na miesiąc wyjechałam i sąsiadki
opiekowały się kotami jak wróciłam Kacper pojawił się od razu. Tym
bardziej nie mogę zrozumieć co się teraz
stało. Jakiś czas temu w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął też kot sąsiadki.
Bardzo często spotykam się, ze stwierdzeniem, że kot w różnych trudnych sytuacjach sobie poradzi. Nawet przysłowie mówi, że jak spada to na cztery łapy. Przeczą temu fakty, że tak wiele kotów ginie na wsi, bez wieści, w niewyjaśnionych okolicznościach. Bo też i ranga kota na wsi zmalała. Kiedyś
bronił domu przed myszami i zajmował honorowe miejsce na zapiecku. Teraz na
myszy rozsypuje się trutki, które są groźne dla kotów. Koty zwykle nie zjedzą
czegoś zepsutego, ale zatrutą mysz lub samą trutkę mogą. Rozsypywanie takich
trutek w miejscach, otwartych, dostępnych dla kotów jest na wsi zjawiskiem
dość powszechnym, a obiegowa wieść niesie, że kot zatrutej myszy ani trutki nie
zje. Niezabezpieczone studnie i szamba to też potencjalne zagrożenie na
wszędobylskich kotów. Kota można też zupełnie przypadkiem zamknąć w jakieś
komórce czy szopie skąd nie będzie potrafił wyjść lub wywieźć w samochodzie,
gdzie nieopatrznie z kociej ciekawości wskoczył. Niestety natura tak je stworzyła, że są
wszystkiego ciekawe i często nieświadome zagrożeń, które stwarza dla nich człowiek.
Kacperku
wróć
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Wydarzenie roku - Chata zyskała komin :)
Dla mnie to wielkie wydarzenie. Czekałam na ten komin długo. Najpierw prace remontowe zostały przerwane z powodu wyjazdu męża. Potem były wspólne plany wyjazdu na dłużej za granicę. Dom był nawet jakiś czas wystawiony na sprzedaż. Ostatecznie jednak chata zostaje z nami, a my z nią : ). Właściwie to ja zostaję, bo mąż niestety jeszcze jakiś czas będzie poza domem.
Dom bez komina, sami rozumiecie - wygląda trochę dziwnie. Co prawda była rura od pieca gazowego, ale to nie to samo. Ale komin już jest. Ten najważniejszy do którego ma zostać podłączona rura od kominka - kozy. Udało się niemal w ostatniej chwili bo tydzień później już zrobiło się za zimno. Po długich poszukiwaniach piec też został wybrany i mam nadzieję, że atmosferę świąt ociepli dodatkowo ciepło płynące z kominka.
Pozdrawiam ciepło :)
Anula
Dom bez komina, sami rozumiecie - wygląda trochę dziwnie. Co prawda była rura od pieca gazowego, ale to nie to samo. Ale komin już jest. Ten najważniejszy do którego ma zostać podłączona rura od kominka - kozy. Udało się niemal w ostatniej chwili bo tydzień później już zrobiło się za zimno. Po długich poszukiwaniach piec też został wybrany i mam nadzieję, że atmosferę świąt ociepli dodatkowo ciepło płynące z kominka.
Komin na strychu
Anula
środa, 27 listopada 2013
Smaki z dzieciństwa - Zalewajka -
Zalewajka to była moja ulubiona zupa z dzieciństwa. Ostatnio
znów jest częstym gościem na moim stole, ale nieco zmodyfikowana. Wykorzystuję na
nią pozostałą po zrobieniu sera serwatkę. Prawdziwą zalewajkę robiło się
na ugotowanych w kostkę ziemniakach
zalanych (stąd zalewajka) żurem z zakwasu chlebowego. Przed podaniem okraszało się
skwarkami lub przesmażoną cebulką. Nie
każdy ma dostęp do serwatki, ale kto ma, proponuję wykorzystać ją na smaczną
zupę.
Zalewajka na serwatce
Składniki :
Serwatka z 2 l mleka
3 duże ziemniaki pokrojone w kostkę
Włoszczyzna
Średnia cebula
Ząbek czosnku
sól
(ewentualnie kawałek słoniny na skwarki)
2 łyżki śmietany
1 łyżka mąki
Wykonanie:
Serwatkę zagotowujemy
i odstawiamy
W niewielkiej ilości osolonej wody gotujemy ziemniaki
pokrojone w kostkę i warzywa
Łączymy serwatkę z wywarem ( ja pozostawiam wszystkie warzywa z wyjątkiem
pora)
Zagęszczamy śmietaną wymieszaną z mąką
Na patelni przysmażamy cebulkę z czosnkiem lub skwarki,
które dodajemy jak zupa jest już na talerzu.
(U mnie ich nie widać bo dodałam wcześniej i wymieszałam z
całością zupy)
Do zalewajki podajemy pieczywo.
Smacznego
piątek, 1 listopada 2013
Pyszny chleb żytni razowy na zakwasie
Tak dobry chleb razowy dawno mi nie wyszedł. Zrobiłam go w
oparciu o przepis znaleziony w internecie, ale pod modyfikacji jest to już
całkiem inny przepis. Co najważniejsze nie było prób i błędów wyszedł za
pierwszym razem i na stałe wszedł do listy chlebów najczęściej pieczonych, a
nawet uplasował się na samym szczycie.
Robi go się następująco:
Przede wszystkim trzeba mieć sporo zakwasu i zacząć chlebek
dzień wcześniej wieczorem.
Składniki:
50 g maki żytniej razowej
240 g + 50 g dobrej źródlanej wody
100 g mąki pszennej razowej
200 g mąki żytniej białej
200 g zakwasu żytniego
1 płaska łyżeczka suchych drożdży
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka brązowego cukru
Składniki na jedną keksówkę o wymiarach 31 x 12 x7,5 cm
1. 50
g mąki żytniej razowej (2000) zalewamy bardzo gorącą wodą (ale nie gotującą) w
ilości 240 g i dobrze mieszamy, żeby nie zrobiły nam się kluchy. Przykrywamy
folią i zostawiamy do następnego dnia.
2. Następnego
dnia do zaparzonej mąki dodajemy 200 g zakwasu żytniego aktywnego, 50 g wody wymieszanej z łyżeczką ciemnego
cukru, miodu lub syropu buraczanego, płaską łyżeczkę suchych drożdży, łyżeczkę
soli, 100 gram mąki pszennej razowej (Melvit), 200 g mąki żytniej białej.
3. Wszystko
starannie mieszamy. Ciasto nie wymaga wyrabiania ręką. Łatwo go wyrobić
drewnianą łyżką. Po wyrobieniu pozostawiamy , w ciepłym miejscu, do wyrośnięcia.
Powinno podwoić objętość.
4. Po
wyrośnięciu, lekko mieszamy i przekładamy do formy (keksówki) do kolejnego wyrośnięcia. Powinno wyrosnąć do brzegów formy.
5. Piekarnik
nagrzewamy do 200 stopni C i pieczemy 30 minut po czym ostrożnie wyjmujemy z formy i dopiekamy jeszcze 10-15 minut. Chleb upieczony popukany od spodu wydaje
głuchy odgłos.
Chlebek jest lekko wilgotny o wyrazistym smaku. Najlepszy z
samym masełkiem.
Co jest najlepszego w takim domowym pieczeniu? To, że świeży
pachnący chlebek można mieć wtedy kiedy chcemy. To że prosto z pieca wędruje na
nasz stół i to że wiemy z czego jest zrobiony. W końcu to, że taki domowy
chlebek zjadamy do ostatniej kromeczki, a sklepowy często ląduje na śmietniku
(w moim przypadku karmię nim kury sąsiadów). Uniezależnienie się od obwoźnych
piekarni czy nawet wiejskich sklepów, nie wiedzieć czemu, oferujących głównie
białe nadmuchane pieczywo to też ważna sprawa. Nie muszę myśleć, żeby
zabezpieczyć większą ilość chleba na święta, muszę tylko pamiętać, żeby mieć
zapas mąki. Chleb piekę raz w tygodniu i raz bułeczki lekko razowe lub słodkie.
Zaraz po wystygnięciu część mrożę owijając szczelnie folią. Po rozmrożeniu pieczywo
jest tak samo dobre.
Udanych wypieków życzę :)
Anula
Subskrybuj:
Posty (Atom)
