poniedziałek, 22 listopada 2010

O tym, o owym i trochę staroci pokażę :)

Prace w chacie się spowolniły i z racji naszego przeziębienia, najpierw mnie dopadły zatoki, teraz M przeziębiony a także dlatego tego, że do świąt i tak nie zdążymy więc stwierdziliśmy, że nie będziemy robić na siłę i daliśmy sobie trochę luzu. Tynkowanie i wstępne malowanie mamy za sobą, zostały też zrobione podłączenia wodne. Węże w kolorowych ubrankach (osłonach) biegną po podłogach, wygląda fajnie, ale o tym, już niedługo, w następnym odcinku Naszej Chaty.


Będąc trochę w niedyspozycji miałam nareszcie czas na poczytanie, nieduże bo oczy od zatok łzawiły i bolały, ale ponieważ niedosyt czytania miałam ostatnio ogromny, wiec chociaż trochę został zaspokojony.


Kiedyś moim ulubionym pismem był „Twój Styl”, potem „Zwierciadło”, „Sukces” od czasu do czasu kupuje „Przekrój” tylko po to żeby się utwierdzić w przekonaniu że to nie ten dawny Przekrój. Mam też zwyczaj kupowania pism na koniec roku, różnych, zwykle są w nich artykuły podsumowujące różne dziedziny życia i tych pism nigdy nie wyrzucam, lubię do nich zaglądać.

Pamiętam jak pewnego dnia moja córka Marta wpadła do domu wymachując nowym pismem. Mamuś mam dla Ciebie super pismo na pewno Ci się spodoba. Był to pierwszy numer miesięcznika Bluszcz. I rzeczywiście pismo od razu przypadło mi to gustu. Do tej pory jestem jego czytelniczką . Nawet zupełnie nieoficjalnie reklamuję go na swoim blogu. Przede wszystkim dlatego, że jest w nim co poczytać i nie szuka się artykułu pomiędzy kolejnymi stronami reklam, stron o modzie i urodzie, których we wszystkich pismach jest do znudzenia. Bluszcz to było to. Pierwszy numer przeczyłam od deski do deski, no może z wyjątkiem Bluszczyka dla dzieci ;) .

Dwa lata temu pod choinkę dostałam też od córki książkę Małgorzaty Kalicińskiej „Dom nad rozlewiskiem” z piękną dedykacją
„Mamusiu ta książka jest specjalnie dla Ciebie, bo Ty już miałaś tyle różnych swoich miejsc na ziemi, a nigdy nie wiadomo gdzie będzie następne, może w tej książce znajdziesz jakieś inspiracje na przyszłośc”.
Wiozło dziecko ta cegłę aż do Berlina, bo tam wtedy spędzaliśmy święta. Padło ofiarą reklamy, pięknej okładki i napisu na książce
„ Pełna ciepła, mądra opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi”.
Nie czytała jej więc skąd mogła wiedzieć, że książka jest pełna wulgaryzmów, płytka, a mądrości w niej nie ma za grosz. Ponieważ ja czytałam akurat co innego, pierwszy tę książkę przeczytał mąż. Z trudem dotarł do końca, po czym zniesmaczony powiedział „ Wiesz Ty jej lepiej nie czytaj, Twój blog jest lepszy od tej książki no i prawdziwy. Ale komplement! Ponieważ mamy bardzo zbliżone reakcje i odczucia książki nie przeczytałam i inspiracji na przyszłość tez bym w niej pewnie nie znalazła, ale wiem gdzie jest moje kolejne miejsce na ziemi. Jest nim własnie Nasza Chata. Oczami wyobraźni widzę już wykończone wnętrza, przytulne, ciepłe, pełne pamiątek pokoje. Wiele rzeczy schowanych w kartonach na strychu znów znajdzie swoje miejsce i będzie cieszyć nasze oczy. A to niektóre z nich.


Stara misternie wykonana waga, pamiątka rodzinna po mojej babci. Kiedyś była biała, pomalowałam ją farbą przeciwko rdzy i tak już zostało, ale jak będę miała wiecej czasu przywrócę jej dawny kolor.



Trzy wagi sprężynowe.

Jedna bardzo oryginalna, dostałam już tutaj od sąsiada. Waży do 50 kg. Pewnie ważyło się nią kiedyś worki ze zbożem, mąką.
Dwie mniejsze wagi sprężynowe jedna do 6 kg, kiedyś był w niej jeszcze centymetr, pokrętłem na środku się go zwijało, druga do 20 kg.

Klucz – długość 18,5 cm – ciekawe jakie drzwi otwierał, albo kłódkę ?

A na koniec
Kot zamiat klawiatury?
Przecież to moje miejsce!!!

AAA kotki dwa :)


No to tyle rózności na dzisiaj :)
Serdeczności od Anuli, trzymajcie się ciepło i nie dajcie grypie i innym przeziębieniom.

niedziela, 31 października 2010

Nasza Chata pod Wiatrakami XX

W połowie października bardzo się ochłodziło więc musieliśmy szybko odizolować się od dachu w nowo powstałych pomieszczeniach. Normalnie to najpierw powstaje sufit, a potem nad nim podłoga, mam na myśli podłogę na strychu. U nas musiało być odwrotnie, ponieważ sufity będą z rygipsu, będzie to jedna z ostatnich prac. Tak więc przybyło nam na strychu parędziesiąt m2 powierzchni. Najpierw zostały zamocowane nowe belki, pomiędzy belkami sznurek, a następnie całość została od dołu pokryta folią, od góry na sznurek została położona wełna mineralna, a na to deski. W przyszłości na deski położone zostaną panele podłogowe. Sznurek potrzebny był do utrzymania wełny, gdyż w trakcie upychania wełny folia mogłaby się zbyt naciągnąć. Wyglądało to tak:

Widać  na fotce wyżej, że jest już poprowadzona instalacja elektryczna. Są także wszelkie podłączenia wodno-kanalizacyjne w łazience i WC. Prace te były żmudne i trochę się przeciągnęły. Po wierceniach  i przekuciach, a także przy cięciu desek strasznie się kurzyło. Walkę z kurzem, przynajmniej na razie przegrałam, po prostu musiałabym nic innego nie robić tylko sprzątać. Ograniczam więc sprzątanie do koniecznego minimum. Przyjdzie czas na generalne sprzątanie po zakończeniu tych najbardziej brudnych prac. Taką jak mówi M jest tynkowanie, które właśnie się zaczęło. Podobno wszystkie inne prace, przy tynkowaniu, wysiadają jeśli chodzi o brudzenie. No i faktycznie, ale chociaż się nie kurzy. Ponieważ na szczęście nie lubimy gładkich ścian, nie będzie gładzi gipsowej, przy tym to dopiero się kurzy. Ściany tynkowane są zaprawą piasek +wapno+ cement + woda.  Najpierw narzuca się tylko cement z piaskiem i wodą, dosyć rzadki i przy tym najbardziej się chlapie. Ściany przed tynkowaniem tez wymagały  przygotowania. Trzeba była przymocować prowadnice, narożniki, zagipsować  gniazdka, puszki i idące w ścianie kable. Wyglądało to tak:

Po tynkowaniu czeka nas jeszcze przygotowanie ogrzewania podłogowego w łazience, wc , kuchni i w holu, wylewki na podłogi, rygipsy , wstawienie drzwi w nowych pomieszczeniach, , płytki w łazienkach, podłoga w pokoju i wykładzina dywanowa w garderobie, oraz malowanie. To planowaliśmy zrobić do Świąt. Już wiemy, że się nie uda. Może uda się wykończyć łazienkę. No i na pewno musimy uruchomić ogrzewanie, jeśli nie całe (podłogowe i grzejniki) to chociaż grzejniki.



Tak wygląda po wielu modyfikacjach plan naszej chaty po remoncie. Kuchnia otwarta na hol. W holu będą jeszcze schody na górę i do piwnicy

Życie nie znosi pustki i chociaż do tej pory nie mogę odżałować straty Florka w chacie zamieszkały 2 kotki. Po niedługim czasie okazało się że oba to kocurki. Jeden ma jakieś 4- 5 miesięcy drugi niecałe 2. Starszy, nazwaliśmy go Kacper,  przybył do nas jako pierwszy na początku strasznie atakował małego Bartka ( tak ma na imię drugi kotek). Nie mogliśmy spuścić ich z oczu jak były razem. Do tego mały Bartek strasznie wrzeszczał jak tylko Kacper się do niego zbliżył i tak naprawdę to nie wiedzieliśmy jakie ma zamiary wobec młodszego kolegi. Tak wiec każdy miał oddzielne miseczki, kuwetę i spanie. Minęło parę dni i kotki piją mleko z jednej miseczki, śpią obok siebie i bawią się, że można by godzinami patrzeć na ich harce.

Serdeczności przesyłam wszystkim zainteresowanym moim blogiem, a sympatyków przepraszam za długą przerwę w pisaniu, wierzę, że wybaczycie i dalej będziecie z nami , co dodaje nam sił i za co bardzo, bardzo DZIĘKUJĘ :) 
Anula

wtorek, 21 września 2010

Nasza Chata pod Wiatrakami XIX

Witam serdecznie po dłuższej przerwie spowodowanej intensywnymi pracami w chacie. Założyliśmy sobie, że do końca października 4 nowe pomieszczenia zostaną oddane. Czasu zostało niewiele. A co ostatnio zrobiliśmy? W chacie powstały już wszystkie działowe ścianki w tym również kominowe. Zostały wstawione pierwsze drzwi tzw. gospodarcze oraz okna i drzwi tarasowe. Okna na razie tylko w części remontowanej. Jak pogoda pozwoli wymienimy również pozostałe, w trakcie przeprowadzek z pokoju do pokoju, tak aby pomieszczenie w którym wymienia się okno było puste. No to może trochę fotek bo gadulstwa było dosyć w poprzednim poście.

Wierzyć nam się nie chce, że jeszcze nie tak dawno (niecały rok temu) tak wyglądało wejście do piwnicy…




A teraz wygląda tak, i nie jest to żaden fotomontaż

Pierwsze wstawione okna od łazienki i holu…



Te metalowe plasterki to specjalne połączenia pomiędzy belkami nowo wstawionymi, a starymi, wystające śruby to połączeni pomiędzy ścianami wymurowanymi w środku, a belkami.

Dla przypomnienia tak było jeszcze nie tak dawno
I drzwi tarasowe oraz okno od pokoju.
I zdjęcie sprzed paru miesięcy, nie ma nawet jeszcze skarpy.

Ściany w środku
Teraz już skończone, pomieszczenie z tyłu, to zarys przyszłej garderoby.


No i rewelacja mamy już WC w domu, w warunkach trochę prowizorycznych bo ściany jeszcze nieotynkowane, ani nie położony rygips, ale sedes stoi już na swoim miejscu. To WC będzie nam służyło aż wykończona zostanie główna łazienka. M mówi że to nasz pierwszy krok powrotu do cywilizacji  :). Toi Toi znikła już z naszego ogrodu.

Noce zrobiły się już chłodne, a ponieważ drzewa mamy pod dostatkiem

Nieposkładane…
I poskładane ( na końcu), z przodu nowa koncepcja zagospodarowania ogrodu
Nasz pomysł, żeby kuchnia lepiej grzała, a całe ciepło nie szło w komin
Doszła jeszcze jedna warstwa cegieł i kuchnia-piec trzyma ciepło do rana.


A ja pozdrawiam Wszystkich cieplutko i do następnego spotkania.

Anula




poniedziałek, 13 września 2010

Nie ma już Naszego FLORKA



Dom jest straszliwie pusty bez kociego wszędobylstwa, chociaż czasami to było uciążliwe wybaczaliśmy naszemu kotkowi małe i większe psoty. W nagrodę otrzymywaliśmy kocią miłość i przywiązanie, niestety nie udało nam się zapewnić mu bezpieczeństwa, które jednocześnie ograniczyłoby kocią wolność. Zginał na drodze i przeszedł na Tęczowy Most, gdzie będzie na nas czekał.
Nigdy wcześniej nie miałam kota. Nie wyobrażałam sobie, że kot do domu może wnieść tyle radości i ciepła. Może Nasz był Wyjątkowy. Ktoś by powiedział " to tylko kot" dla nas to był AŻ KOT.
W chacie dużo się dzieję i kiedy właśnie w niedzielę wieczorem usiadłam do pisania kolejnego wpisu nasz Florek wpadł pod samochód. Musi minąć jakiś czas zanim zbiorę myśli i zamieszczę nowy wpis o remoncie Chaty pod Wiatrakami już bez Naszego Florka.

Pogrążona w smutku
Anula

poniedziałek, 6 września 2010

Pyszny Chlebek na Zakwasie plus drożdże

Taki właśnie chlebek piekłam przez całe lato, był bardzo wygodny bo cały proces od wyrobienia do upieczenia trwał około 4-5 godzin. Łatwiej mi go było przypilnować, żeby nie przerósł. Przy naszych częstych niespodziewanych wyjazdach (jak to na budowie) i niewiadomej porze powrotu, ten chlebek sprawdził się najlepiej. Podstawa tego chlebka to posiadanie sporej ilości zakwasu. Przepis pochodzi z „Pracowni wypieków” prowadzonej przez Liskę http://pracowniawypiekow.blogspot.com/

Potrzebne składniki to:

500 g mąki ( ja daję 400 g pszennej chlebowej i 100 g orkiszowej, graham lub żytniej)
1 płaska łyżeczka soli
300 g wody (daję pół na pół z zsiadłym mlekiem lub maślanką
1 łyżeczka drożdży instant
150 g zakwasu

Wszystkie składniki wrzucam do maszyny do pieczenia chleba (no tak nie napisałam, że potrzebna jest jeszcze maszyna , można wyrobić ręcznie lub mikserem, ale sprawdzone mam wyrabianie w maszynie). Program na wyrabianie i rośnięcie około 1 godzina 20 minut. Nieraz zostawiam troszkę dłużej, ważne żeby ciasto nam nie opadło, przed przełożeniem do dalszego
rośnięcia. U mnie wyglądało tak:



Następnie przełożyłam do keksówki,




posypałam różnymi nasionami i pozostawiłam w ciepłym miejscu do ponownego wyrośnięcia – około godziny.



Powinno wyrosnąć do brzegów keksówki. Nagrzewam piekarnik do 220 st. C. Wkładam chlebek, wrzucając jednocześnie na blachę kilka kostek lodu (można spryskać piekarnik) dla wytworzenia pary. Po 15 minutach zmniejszam temperaturę do 200 st. C i piekę jakieś 30 minut. Ostatnie 10 minut można dopiekać bez formy. Piekę bez termo obiegu, zwykle najpierw grzejąc tylko od dołu, a w połowie pieczenia przestawiam na góra-dół. Piekarnik mam elektryczny, w gazowym nie piekłam tego chleba, piekłam kiedyś z konieczności inny chleb i mogę stwierdzić, że zdecydowanie lepiej piecze się w piekarniku elektrycznym.

Tak wygląda chlebek po upieczeniu w towarzystwie bułeczek upieczonych z gotowej mieszanki z Lidla - ciabatta, ulepszonej przeze mnie przez dodanie jajka i mleka :).



Chlebek ma wyrazisty smak, w zależności od dodanych mąk zawsze troszke inny, lekko wilgotny dzięki dużej ilości żytniego zakwasu i dodaniu maślanki. Jeśli upieczemy go tylko z mąki pszennej podrośnie jeszcze w trakcie pieczenia ładnie pęknie, przy dodaniu mąki razowej zwykle jest równo z brzegiem foremki. Nam smakują wszystkie odmiany tego chlebka i jest naprawdę niezawodny.

Mam nadzieje, że wkrótce znów zagości na naszym stole bo chwilowo jestem bez zakwasu :(. Niestety prace przy chacie i upały sprawiły, że nie dopilnowałam swojego, już przeszło rocznego, zakwasu. Pieczywo tylko drożdżowe to jednak nie to, za bardzo przyzwyczailiśmy się do pieczywa na zakwasie .

Zachęcam do domowego pieczenia
Anula

niedziela, 22 sierpnia 2010

Nasza Chata pod Wiatrakami XVIII

Dzisiaj trochę opisowo . Chciałam podziękować wszystkim sympatykom mojego blogu, a przede wszystkim serdecznie dziękuję za przemiłe wpisy Scholastyce, Graszy44, aagaa, Gosi, Agnieszce, Ameli10, MariPar, Aszka9, Moje Zacisze, ZiŁ i za zainteresowanie Wszystkim obserwującym mój, a właściwie to Nasz blog, bo choć ja piszę to przed publikacją daję tekst do zatwierdzenia M, żeby nie popełnić jakiejś technicznej gafy.

Chciałam też odpowiedzieć Graszy44 odnośnie naszego szamba, jak to się niezbyt literacko nazywa. Szambo mamy zaplanowane na 5 kręgów (1m x 1m) 2 i 3 kręgi. Szambo jest szczelne – zabetonowane od spodu, i opróżniane raz na 3-4 tygodnie, tak że nie ma problemu z zanieczyszczaniem środowiska. Na początku myśleliśmy o ekologicznej oczyszczalni ścieków, ale po dokładnym zapoznaniu się z jej działaniem i wymogami odnośnie terenu na jakim może być usytuowana zrezygnowaliśmy. Żeby taka oczyszczalnia działała sprawnie nie można w domu używać detergentów, które zabijają drobnoustroje w oparciu o które taka oczyszczalnia działa, a kto ich dzisiaj nie używa? Taka oczyszczalnia np. „typu szwedzkiego” powinna być usytuowana na gruntach przepuszczalnych, nasza okolica to „królestwo” iłu i łupka ze sporym spadkiem terenu , czyli warstwy absolutnie nieprzepuszczalne. Czysta teoretycznie woda jest saczkami rozprowadzana po terenie. Jeśli teren jest nierówny lub nieprzepuszczalny, może sobie spłynąć do sąsiada, lub wypłynąć na naszej działce w najmniej spodziewanym miejscu. To jak czysta jest woda odprowadzana do gruntu przez taka oczyszczalnie, jeśli nie zastosuje się zaleceń producenta może okazać się po paru latach, kiedy chodzenie po terenie znajdującym się nad nią okaże się mało przyjemne. Jest jeszcze jeden powód dla którego zrezygnowaliśmy z oczyszczalni, we wsi planowana jest budowa kanalizacji i w momencie jej powstania nieczystości musza być odprowadzone do wspólnej sieci – nie można wtedy korzystać z indywidualnych oczyszczalni, jakie by one nie były!
Uważam, ze obecnie sytuacja na wsi uległa znacznej poprawie jeśli chodzi o ochronę środowiska, chociaż na pewno są wsie gorsze i lepsze pod tym względem i tradycyjnych domków z serduszkiem nie brakuje, choć łazienki w domu są. Szamba nie są opróżniane tak często jak powinny i w zależności od kierunku wiatru do nas też zalatują niezbyt przyjemne zapachy. A przecież są specjalne preparaty do szamb, które w dużym stopniu likwidują nieprzyjemne zapachy.


Zrobiło się mało przyjemnie od tych wywodów, więc może inny temat, który może zainteresuje tych co też remontują stary dom. Dlaczego remont starego domu? Na pewno jest to dla nas wyzwanie. Już samo poznanie konstrukcji takiego domu jest bardzo ciekawe. Stare domy z bali były budowane bardzo solidnie. Można sobie zadać pytanie, dlaczego często rozbiera się takie domy i przenosi w inne miejsca, nie lepiej wybudować nowy drewniany? Można, ale to nie to samo, bo nie ma już takiego drzewa! Podobno drzewa na taki dom wycinane były z trudno dostępnych miejsc, gdzie drzewa miały ciężkie warunki do rośnięcia i rosły bardzo długo, przyrosty „letnie” i „zimowe”(słoje ciemne i jasne w przekroju pnia) były bardzo blisko siebie, na niektórych z naszych bali można było wyliczyć przeszło sto lat wzrostu jodły! Pozyskane z takich drzew drewno było bardzo twarde. Nasz dom jak większość domów w tej okolicy ma 6,5m szerokości i 13m długości. Przedzielony jest poprzecznymi ścianami w 3 miejscach tworząc 4 pasy 1. szerokości 2,5 m– boisko,2 - 2,5m obora, chlewik, 3- 2,5 m kuchnia i przedpokój i 4 – 3,9 m dwa pokoje. Boisko i dawną oborę czyli powierzchnię 6o m2 wykorzystujemy na pokój, łazienkę, garderobę, wc i cześć holu. Kuchnia będzie w tym samym miejscu, ale otwarta na hol. Jeden pokój pozostanie w stanie niezmienionym jeśli chodzi o metraż, będzie w nim biblioteka z gabinetem, natomiast drugi salonik –jadalnia ma zostać powiększony poprzez rozbudowanie domu i utworzenie litery L, ale to plany na przyszły rok. Do jesieni zamierzamy wykończyć wspomniane wyżej nowe pomieszczenia i wymienić wszystkie okna. Przez zimę remontować kuchnię i przedpokój. W przyszłym roku chcemy wyremontować dwa pokoje które użytkujemy obecnie, oraz przeprowadzić ewentualną rozbudowę i wymianę dachu.


Czytając blogi o remontach starych domów zauważyłam, że niektórzy pragną z detalami odtworzyć charakter starego domu zachowując stare drzwi, okna, kuchnie. Jeśli dom ma być tylko Waszym Domem to szczerze to odradzam, chyba że ma stanowić atrakcję turystyczną i ważne jest zachowanie lub odtworzenie dawnych detali. My w remoncie naszej chaty stawiamy na polaczenie nowoczesności i funkcjonalności z niewątpliwymi zaletami drewnianych bali, starając się jednocześnie zachować charakter budynku. Na początku miałam zamiar zachować stare solidne drewniane drzwi, ale są one bardzo niefunkcjonalne jedna połówka otwarta - za mało na swobodne przejście, dwie otwarte za dużo. Poza tym drzwi są sporo za niskie. Okna (są już zresztą gotowe) też zamówiliśmy plastikowe o drewnianej fakturze, łatwe do mycia, dzielone pośrodku, żeby pasowały do starego domu. Warto też zwrócić uwagę na ocieplanie domu drewnianego, wiele czasu poświęciliśmy na studiowaniu opracowań fachowych, dyskusji na forach internetowych i wynika z tego jasno, że stary dom z autentycznych drewnianych bali to nie ceramiczny domek czy drewniany „kanadyjczyk”, pogoń za jak najmniejszym „K” (współczynnikiem przenikania ciepła), przy niezbyt dokładnej analizie wilgotnościowo – cieplnej, może skończyć się zagrzybieniem ścian i zniszczeniem ścian konstrukcyjnych, czyli drewno, które przetrwało w świetnej kondycji przez kilkadziesiąt lat, ulegnie zniszczeniu w lat kilka. Można oczywiście stosować różnego rodzaju folie czy membrany zapobiegające temu zjawisku, tylko gdzie wtedy mikroklimat tworzony przez konstrukcje drewniane? Przyjęliśmy w naszej chacie taką zasadę: izolować – tak, ale bez przesady, za to z dobrą wentylacją.
Tym razem było opisowo, w następnym wpisie może będę już mogła zamieścić fotki nowych pomieszczeń. Dokumentację robię cały czas niestety brakuje czasu na systematyczne wpisy :(. Chcemy wykorzystać sprzyjającą na razie pogodę żeby jak najwięcej zrobić przed zimą.


Pozdrawiam serdecznie
Anula



A żeby nie było tak zupełnie bez obrazków Nasz Florek zaciekawiony pralką


Jak się Tam dostać?

A może coś jest pod spodem?




poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Nasza Chata pod Wiatrakami XVII


Czasem słońce, czasem deszcz… i normalna pogoda, a u nas ostatnio albo słońce i upał nie do zniesienia, albo deszcz. Wilgotność powietrza przekracza 70, a przy takiej wilgotności wszystko idzie wolniej. W wątku ogrodowym nawet nie bardzo mi się chce pisać bo najlepiej ze wszystkiego rośnie trawa i zielsko. Trawy nie mam jak skosić bo za mokro, z zielskiem to samo. Kwiaty w taką pogodę wiadomo - szybko przekwitają i nie zdążą nacieszyć oczu swoim pięknem.
Tak kwitły róże przed ostatnimi deszczami




Prace w chacie po wyschnięciu płyty nam się spiętrzyły i tak naprawdę nie wiadomo za co się brać! W czasie schnięcia płyty właściwie wszystkie pomieszczenia, w których można było coś robić, były wyłączone z prac. Na górze schła płyta na dole były podtrzymujące stemple. W międzyczasie zamówiliśmy drzewo na nowe legary – stare nad częścią gospodarczą były kiepskie, cegłę i pustaki na ścianki wewnętrzne, drzwi do piwnicy i okna do całego domu. Teraz wypadałoby rozpocząć prace na wszystkich frontach.
Tak wygląda całe pomieszczenie - trochę już zastawione materiałami budowlanymi -
po usunięciu dzielącej je ściany, została tylko ostatnia belka.



Oczywiście nasz kot musi uczestniczyć przy wszystkich pracach i wszystko dokładnie obejrzeć.

Zejście do piwnicy - na razie po drabinie.

Wycięte belki posłużyły nam do wypełnienie miejsc po oknach i drzwiach od boiska i wymianie niektórych belek






Wszystkie szczeliny pomiędzy belkami zostały w większości oczyszczone, przedmuchane przy pomocy kompresora, następnie zakonserwowane przeciwko różnym smakoszom drewna i pleśni również przy użyciu kompresora. Powstałe przestrzenie pomiędzy belkami zostaną wypełnione pianką. Staraliśmy się w większości wykorzystać miejsca po oknach i drzwiach na przyszłe okna i drzwi, ale nie wszędzie się to udało. Na zdjęciu powyżej (2 od góry) widać wypełnione belkami miejsce po oknie. Nowe wypadnie tuz obok wyciętej ściany.
Mniej więcej w połowie starego okna będzie biegła ściana. Natomiast w miejsce widocznych drzwi będą wstawione drzwi wychodzące na skarpę i tarasik.


Belki w większości są bardzo zdrowe. Pisałam już, że przy ich cięciu poszedł nie jeden łańcuch od piły. Nadgryziona przez spuszczele ( to one są głownie szkodnikami takiego drewna) to zwykle warstwa 2-3 cm, dalej szkodniki wysiadają, nie dają sobie rady z tak twardym drewnem.


W tej chwili cała konstrukcja domu została trochę osłabiona. Poprzeczne ściany, których w środku było 3 spajały dłuższe boki domu, dlatego wymurowane w środku ścianki będą połączone z belkami specjalnymi śrubami w ten sposób aby belki mogły „pracować” jak wiadomo drewno to nie mur i pracuje cały czas, czyli zmienia swoją objętość.




Prace wykopaliskowe (drenacyjne, doprowadzenie wody (mamy w domu dwa ujęcia wodę studzienną i z miejscowego wodociągu) już za nami. Pozostała jeszcze jedna poważna, ale to już zajęcie dla koparki – wykopanie szamba. Właśnie dzisiaj przywieziono nam betonowe kręgi pod tą inwestycję. Czas kiedy będzie można zrezygnować z Toi Toi zbliża się wielkimi krokami i to nas cieszy
Zapraszam też do odwiedzenia mojego ogrodu – link na górze bloga :)


Pozdrawiam Wszystkich serdecznie
Anula